Dwukrotny mistrz świata (1973, 1975) i srebrny medalista igrzysk olimpijskich (1976) w jeździe drużynowej na czas zabrał głos po wystąpieniu Banaszka, który poinformował, że nie poda się do dymisji, mimo wezwania ze strony ministra sportu i turystyki Witolda Bańki.

 

„Jedno zasadnicze pytanie dla mediów: czy jakby wybory wygrał Wacław Skarul, bylibyśmy dzisiaj tutaj? To źle rzutuje na grupę, która tę wojnę wywołała. Prezes Dariusz Banaszek przyszedł do PZKol nie po to, żeby mieć grabie do siebie. Przyszedł z pomysłem, odwagą, pieniędzmi. To jest jedyny prezes, który w ten sposób traktuje polskie kolarstwo: budować, organizować i być lojalnym w stosunku do wszystkich działaczy. Paru panów okazało się obłudnikami tej dyscypliny. Nie można traktować PZKol jak grupy przestępczej obyczajowo. Jeśli jest taka jedna osoba czy dwie, należy się nimi bezzwłocznie zająć poprzez prokuraturę i odpowiednie organy”.

 

O dymisjach poinformowali w piątek członkowie zarządu Lucjusz Wasielewski i Arkadiusz Jałowski.

 

Ten pierwszy, prezes Wielkopolskiego Okręgu Kolarskiego, działacz o wieloletnim stażu, nie ukrywał pretensji do szefa resortu.

 

„Nie czuję się w ogóle winny. Pan minister powiedział, że członkowie zarządu wiedzieli, a nie reagowali. 30 sierpnia napisałem do pana ministra maila z prośba o spotkanie w sprawie aktualnej sytuacji PZKol. Do dzisiaj nie dostałem odpowiedzi.

 

- Dla dobra kolarstwa, nie dlatego, że minister każe mi zrezygnować, w sytuacji, gdy są tak krańcowe warunki - ściana i nic - złożyłem dzisiaj na ręce pana prezesa dymisję, informując również o tym ministra. Zrezygnowałem w tej funkcji z wielkim bólem. Jeszcze w minioną sobotę przeprowadziłem tu na tym torze zawody dla szkółek kolarskich, żeby później w kadrach narodowych miał kto trenować, reprezentować kraj. Niestety, pan minister każe mi odejść, więc odchodzę" - powiedział Wasielewski.

 

Marek Kosicki, znany sędzia kolarski i wieloletni działacz związku, złożył rezygnację już w poniedziałek, jako pierwszy z członków zarządu.

 

„W połowie pracy nad przyszłorocznym kalendarzem przychodzi wiadomość, że w jakiś sposób jestem winien jakichś wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości. Nie wiem, czym zasłużyłem na to, że jestem pod pręgierzem. Właściwie przestałem rozumieć, jak to wszystko działa i dlaczego się tak dzieje. Stwierdziłem, że upieranie się przy pozostaniu byłoby działaniem przeciwko kolarstwu. Nie po to działałem w nim przez 50 lat, by teraz robić cokolwiek złego. Zostanie wybrany nowy zarząd, mam nadzieję, że lepszy, że znajdą się w nim ludzie bardziej ofiarni. Gdzieś pewnie tacy są” - powiedział.

 

Stanisław Czaja, przedstawiciel klubu Krakus Swoszowice, gdzie wychowali się m.in. Katarzyna Niewiadoma, Rafał Majka, Tomasz Marczyński, zauważył, że publikacje prasowe w ostatnich dniach wyrządziły wiele szkody kolarstwu, zepsuły jego wizerunek, postawiły w niezręcznej sytuacji trenerów pracujących w klubach „na dole”.

 

„Trzeba to jasno powiedzieć: ten obyczajowy skandal jest sprzed dziesięciu czy ośmiu lat. Prezes Banaszek ani ten zarząd nie ma z tym nic wspólnego, a w mass mediach poszedł przekaz, jakby to było teraz. Dług związku też nie powstał obecnie tylko za prezesa Walkiewicza. O aferze obyczajowej my, na dole w klubach, nie mieliśmy pojęcia. Chodzi o rzetelną informację: kiedy to było, w jakiej grupie i kto za to odpowiada” - podkreślił.