Głosuj na Kajetana Kajetanowicza w 83. Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Polski 2017 Roku

Mój największy sukces? Narodziny córki – mówi bez wahania Kajetan Kajetanowicz o minionym roku. To był dla niego intensywny czas i prywatnie, i zawodowo. Po raz trzeci z rzędu został rajdowym mistrzem Europy, a tego wyczynu nie dokonał wcześniej żaden inny kierowca. Nie tylko z Polski.


Dwa lata temu Kajetanowicz po raz pierwszy napisał historię. Otwartą przez legendarnego Sobiesława Zasadę, uzupełnioną w latach 90. przez Krzysztofa Hołowczyca. W 2016 roku obronił tytuł, a przed tym sezonem za zadanie postawił sobie zdobycie hat tricka. Mogło się wydawać, że zgarnięcie trzeciej statuetki powinno być formalnością. Szczególnie, gdy po majowym groźnym wypadku w Rosji z rywalizacji odpadł bardzo szybki Aleksiej Łukianiuk. W tym sporcie, na tym poziomie nie ma jednak zadań prostych. Walka o mistrzostwo ERC trwała do końca sezonu.

Trudny start

Głównym rywalem Polaka stał się zwycięzca pierwszej rundy sezonu Bruno Magalhaes. Rundy, którą Kajetanowicz zakończył... na 27. miejscu w generalce, z ledwie sześcioma punktami. – To był najtrudniejszy moment w całym sezonie. Gdy prowadziliśmy w rajdzie – choć niedużo, bo o sekundę – wypadłem z drogi. Skasowałem nowy samochód, na duże tysiące euro, a samo uderzenie też było mocne. Nie było łatwo wrócić, ale tacy są kierowcy. Musimy sobie z tym radzić – mówi nasz najbardziej utytułowany rajdowiec. Mechanicy spisali się na medal. Odbudowali maszynę, dzięki czemu drugiego dnia Kajto zdobył sześć punktów. Każdy mógł być na miarę mistrzostwa. Zresztą pilot Jarosław Baran i cały Lotos Rally Team to ogromna siła Kajetanowicza. – Bez Jarka nie osiągnąłbym tego wszystkiego – zawsze podkreśla Kajetanowicz, składając hołd niezawodnemu pilotowi. Czoła chyli także swojej ekipie. Lotos Rally Team tak naprawdę jest także jego dziełem. Rajdowe zaplecze, drugi dom, miejsce, gdzie podczas prac nad Fordem Fiestą R5 toczy się mniej widoczna, lecz nie mniej ważna faza walki o mistrzostwa. Wszystko tu działa jak w zegarku i jest to najbardziej imponujące miejsce w parku serwisowym ERC.

Od malucha do rekordów

Po inauguracji sezonu Kajto wiedział, że nie zawsze będzie mógł pojechać na sto procent. – Na przykład na Rajdzie Barum kusiło mnie, żeby naciskać, ale nie byłbym w stanie rywalizować bez szalonego ryzyka, więc postanowiłem odpuścić. Walka o podium musiała być drugorzędna, bo nadrzędnym celem było gromadzenie punktów do mistrzostw Europy – przyznał.

I faktycznie – to on był najbardziej regularnym kierowcą w tym sezonie mistrzostw, on wywoził punkty z każdej rundy ERC. Wygrał legendarny Rajd Akropolu, w Rzymie walczył z Bryanem Bouffierem tak zacięcie, że na mecie dzieliło ich raptem 0.3 sekundy, na drugim miejscu zameldował się także w domowej rundzie – w Rzeszowie. To był ogromnie ważny moment – wtedy został liderem ME i tego miejsca nie oddał już do końca.

Tytuł zapewnił sobie już pierwszego dnia finałowej imprezy, Rajdu Lipawy. Droga była wyboista i kręta, lecz doprowadziła do celu. Siedemnaście lat po pierwszym rajdowym starcie w maluchu, czterokrotny mistrz Polski po raz trzeci z rzędu wywalczył mistrzostwo Europy! Po historycznym wyczynie wspominał początki kariery. – Tata był sprawcą tego całego zamieszania. Do pewnego momentu uczył mnie jeździć, nawet gdy byłem już mistrzem Polski. Mówię trochę przewrotnie, ponieważ tata zawsze wiedział lepiej, co mogę zrobić i co źle zrobiłem, a to było często przyczyną niedzielnych kłótni przy rosole. Czasami wstawałem i wychodziłem, a teraz już inaczej do tego podchodzę – opowiadał. – Tata zabrał mnie na Rajd Wisły. Startowali wielcy kierowcy: Krzysztof Hołowczyc, Janusz Kulig, Leszek Kuzaj… Fantastyczni zawodnicy. Zrobiłem zdjęcie Marianowi Bublewiczowi aparatem analogowym. Był zepsuty i nie przewinął klatki. Zrobiłem następne. Gdy się nałożyły, wyszło tak, jakby się ścigali… – wspomina Kajto. Teraz sam zapisuje się w historii.

Sylwetka Kajetana Kajetanowicza będzie prezentowana we Fleszu Sportowym na Polsat Sport News od godziny 12 do 20.