To dopiero trzecia porażka paryżan w 2017 roku, w którym to rozegrali już 52 spokania. Wspomniałem o nazwie stadionu nieprzypadkowo, bowiem to tutaj w kwietniu  1970 roku Górnik Zabrze odniósł jeden z największych sukcesów w swojej historii eliminując rzutem monety Romę prowadzoną przez słynnego maga Helenio Herrerę. Ale to tylko tak dla pokrzepienia, bo jak patrzy się na dzisiejszy poziom polskich klubów i ich dokonania w europejskich pucharach, to serce płacze.

Dla piłkarzy Strasburga i 27 tysięcy na widowni był to piękny prezent na Świętego Mikołaja, bowiem tylko w regionie Alzacji jest on uroczyście obchodzony. Wprawdzie święto przypada dopiero na 6 grudnia, ale był to prawdziwy prezent przed czasem, bo nikt rozsądnie myślący tego się nie spodziewał.

Dani Alves, brazylijski obrońca paryżan, tlumaczył, że "to tylko wypadek przy pracy", jednak wynik poszedł w świat. Może paryżanie byli już myślami w Monachium, gdzie czeka ich we wtorek arcyciekawy mecz z Bayernem Monachium. Jednak ta porażka w stolicy Alzacji to dobra rzecz dla rozgrywek Ligue 1, bo będą przynajmniej jakieś emocje.

Po trzech porażkach z rzędu zwycięstwo odniosło AS Monaco, ale nie przyszło to łatwo i stało się to z przedostatnią drużyną Ligue 1 SCO Angers. Po 302 minutach niedostatku, gola strzelił Radamel Falcao, as atutowy naszego rywala na mundialu Kolumbii. Ma ich na swoim koncie 14 i goni Edinsona Cavaniego (17 bramek), który w Strasburgu zagrał tylko w ostatnim kwadransie.

Kamil Glik rozegrał całe spotkanie, ale nota w "l’Equipe" niska, zaledwie 5 w skali 1-10. Na trybunach stadionu Ludwika II zasiadło tylko 6 500 widzów. Całe szczęście, że gospodarze rozprowadzili sporą część biletów po dwa euro dla osób niepełnosprawnych i biednych, na której skorzysta stowarzyszenie Special Olympics. Bo w Monako nie myślą tylko o dużych dochodach, ale klub myśli też o solidarności z osobami upośledzonymi, dlatego mecz z Angers odbył się pod hasłem: "mecz stowarzyszeń i solidarności".

Klub, przez swoją fundację "AS Monaco - serce, wszyscy jednakowi, wszyscy połączeni" aktywnie współpracuje z organizacjami wspierającymi niepełnosprawnych. Jeżeli ma to przyciągnąć na Stadion Ludwika II kilkaset widzów więcej, to tym lepiej.

 

Igor Lewczuk natomiast nadal pozostaje kontuzjowany i nie wystąpił w piątkowym meczy z Dijon.