W rozmowie z PAP Karkut ocenę spotkania Polek z Czeszkami zaczęła od… sobotniego meczu ze Szwedkami, który podopieczne trenera Leszka Krowickiego wygrały 33:30.

 

„To był piękny mecz w wykonaniu naszej drużyny. Dziewczyny zagrały na 70 procent skuteczności w ataku. Jasne jest, że w każdym meczu wychodzi się z myślą o wygranej, ale przed mistrzostwami mówiło się, że realnie możemy powalczyć z Czeszkami, Węgierkami i Argentynkami. Szwecja wydawała się poza zasięgiem. Ale dziewczyny pokazały, że mogą realizować swoje marzenia” – podkreśliła.

 

Jedna z najlepszych polskich piłkarek ręcznych w historii dalej stwierdziła, że wygrana ze Szwedkami dała nadzieję, że te mistrzostwa mogą być bardzo udane dla biało-czerwonych. „I niedzielny mecz z Czeszkami to podtrzymywał, ale moim zdaniem za szybko dziewczyny zaczęły fajerwerki, jak ja to nazywam. Prowadziły pięcioma golami i można było odnieść wrażenie, że w tym momencie pomyślały, że już jest po meczu. A powinny dążyć do tego, aby przewaga dalej rosła. Przewaga zmalała i zaczęły się nerwy. Szkoda, bo Czeszki nie były wcale lepsze” – stwierdziła.

 

Przed mistrzostwami wydawało się, że właśnie z Czeszkami zespół trenera Krowickiego będzie bezpośrednio walczył o wyjście z grupy. Wygrana ze Szwecją to zmieniła. „Zwycięstwo z Czeszkami, zakładając, że zwyciężymy też z Argentyną, dałoby nam pewny awans. Może dojść teraz do sytuacji, że kilka zespołów będzie miała taką samą liczbę punktów i będą się liczyły bramki. Najważniejsze, aby dziewczyny się teraz nie podłamały. Trzeba przeanalizować to spotkanie, wyciągnąć wnioski i wyrzucić z głów. Mówi się, że najważniejsze jest zawsze to pierwsze spotkanie po fazie grupowej. Ale im będziemy wyżej w grupie, tym teoretycznie na łatwiejszego trafimy rywala” – analizowała Karkut.

 

We wtorek Polki zmierzą się z Norweżkami, które stawiane są w gronie drużyn mogących walczyć o medale mistrzostw. Biało-czerwone na pewno w tym spotkaniu nie będą faworytkami. „Norweżki grają widowiskowo, ale to są tylko ludzie. Dobrze by było, aby nasze dziewczyny wyszły na prowadzenie, tak jak to było ze Szwecją. Te drużyny grają świetnie, ale nie są przyzwyczajone, aby gonić wynik. Wtedy zaczynają się denerwować, popełniają błędy i tracą na swojej wartości. Trzeba też mieć w głowie, że to nie jest decydujący mecz. Później będą jeszcze spotkania z Węgrami i Argentyną” – podsumowała Karkut.