Nie jest jednak tak, że de Gea był wystawiany na piedestał od samego początku. Pierwsze miesiące były dla niego koszmarem, miał problemy z przystosowaniem się do angielskich warunków, przegrywał wiele pojedynków w powietrzu, był niepewny na przedpolu. Wielu ekspertów było przekonanych o jego talencie - choćby ze względu na niesamowity refleks - lecz w takim klubie jak Manchester United nie było miejsca na tak wiele błędów. Ciągle miał jednak zaufanie od Fergusona, nawet mimo ściągnięcia do klubu Andersa Lindegaarda.

 

I to zdecydowanie się opłaciło, bo od kilku sezonów de Gea to absolutna czołówka nie tylko na Wyspach Brytyjskich, ale także na świecie. W miniony weekend przeszedł do historii Premier League, popisując się aż 14-stoma interwencjami i to w meczu przeciwko Arsenalowi, gdzie presja zawsze jest większa. Hiszpański bramkarz bronił w niesamowitych sytuacjach, a fani "Kanonierów" mogli tylko łapać się za głowę. Po zakończonym spotkaniu wiele osób okrzyknęło go numerem jeden na świecie.

 

Tego zdania jest również Eric Steele - były trener bramkarzy w Manchesterze United. To właśnie on podzielił się ciekawy informacjami na temat kulisów transferu de Gei na Old Trafford.

 

- Mogę przypomnieć sobie, że sir Alex Ferguson opuścił dwa mecze Manchesteru United. Nie było go na derbach w 2000 roku, bo miał wesele syna. Inny przypadek? Był na meczu Davida de Gei - zaczął swoje wspomnienia.

 

To pokazuje, jak wielkie nadzieje pokładano już wtedy w hiszpańskim bramkarzy. Manchester United rozglądał się wtedy za golkiperem na lata, gdyż Edwin van der Sar powoli kończył karierę, a w klubie nie było jego następcy.

 

- Wiedziałem, że on jest odpowiedni. Pokazałem Fergusonowi trzyminutowe wideo z jego udziałem, a później pojechaliśmy na mecz Atletico z Valencią, podczas gdy Manchester United grał w tym samym czasie ze Scuntorphe w Pucharze Ligi. Sir Alex wiedział, że go ściągnął, po 65-ciu minutach. David pokazał opanowanie, koncentrację i refleks.

 

Wydanie 17 milionów funtów za nieopierzonego młokosa było swego rodzaju ryzykiem, ale z perspektywy czasu widzimy, że opłaciło się to w 100%. - W Anglii tylko Thibaut Courtois zbliża się do jego poziomu, ale i tak David jest lepszy. Uwierzcie, on będzie jeszcze lepszy - mówi Steele.