Mistrzowie Polski zakończyli urlopy i zabierają się do pracy. Grudzień i styczeń to czas przede wszystkim na zajęcia ogólnorozwojowe, z kolei polskie góry Unia zamieniła na słoneczną Hiszpanię. Na początku lutego leszczynianie udadzą się do położonego nad Morzem Śródziemnym Lloret de Mar. Tam będą próbować swoich sił na motocrossie.

- Pomysł wyjazdu do Hiszpanii urodził się już w ubiegłym roku. Przed poprzednim sezonem byliśmy w Świeradowie, ale Hiszpania cenami bije Polskę, wychodzi zdecydowanie taniej. Będziemy już po okresie przygotowawczym i zawodnicy będą mogli pobyć trochę z motocyklami. Oni zresztą lubią jeździć na crossie. W tym okresie w Hiszpanii mamy pewniejszą pogodę niż w Polsce - tłumaczył menedżer Fogo Unii Piotr Baron.

Leszczyński klub po zakończeniu udanego sezonu dokonał kilku zmian w składzie. Odeszli Duńczycy Nicki Pedersen i Peter Kildemand oraz Grzegorz Zengota, a pozyskał utalentowanego Australijczyka Brady'ego Kurtza oraz Jarosława Hampela, który wraca do Unii po pięciu latach spędzonych w Zielonej Górze.

Baron nie ukrywa, że z nowego składu jest bardzo zadowolony.

- Zaplanowaliśmy sobie takie zmiany już w trakcie sezonu i mamy wszystko to, co chcieliśmy. Pozyskanie Brady'ego Kurtza niesie pewne ryzyko, dlatego musieliśmy wzmocnić pozycję seniorską w postaci Jarka Hampela. Musi być mocna czwórka, żeby ten piąty mógł się rozwijać. Brady to nie jest jakiś zielony zawodnik, on już sporo potrafi, w trakcie sezonu trenował w Lesznie i my się mu uważnie przyglądaliśmy. Więc to z naszej strony była decyzja przemyślana. Nasza rola w tym, żeby mu pomóc. Z kolei przyjścia Jarka nie ma co komentować. Po kontuzji wrócił na wysoki poziom, a leszczyński tor mu sprzyja. Dla nas to spore wzmocnienie - ocenił transfery opiekun Unii.

Mistrz kraju w kolejnym sezonie będzie miał drużynę rezerw, co jest ewenementem w sporcie żużlowym. Leszczynianie podpisali umowę z drugoligowym Kolejarzem Rawicz, który będzie pełnił rolę drugiego zespołu. Ta współpraca między klubami ma przynieść wymierne korzyści dla obu stron, tym bardziej że oba miasta dzieli zaledwie 30 kilometrów.

- Bardzo cieszę się, że ktoś w Polsce pomyślał i stworzył młodym zawodnikom warunki do jeżdżenia. Będziemy mieli taki przedsionek do przesiewu zawodników, którzy znajdą się w kręgu naszych zainteresowań i w których będziemy chcieli zainwestować. Ja chylę czoła przed naszym prezesem Piotrem Rusieckim, który zdecydował się pociągnąć drugi klub - przyznał menedżer.

Baron przez wiele lat był związany z Wrocławiem, najpierw jako zawodnik, potem trener. Niemal równo rok temu podpisał kontrakt z Unią, którą już w pierwszym sezonie swojej pracy doprowadził do mistrzostwa Polski. Z Betardem Spartą udało mu się wywalczyć "tylko" srebrny medal.

- Z wrocławskim zespołem osiągnęliśmy na koniec naszej współpracy bardzo dużo, ale na to musieliśmy długo pracować. W Betardzie byli młodzi zawodnicy, z których trzeba było wiele wyciągać. W Lesznie z kolei przyszedłem do drużyny mistrzów, tu miałem doświadczonych żużlowców. Trzeba było to tylko dobrze poukładać. Nie było to wcale jednak łatwe zadanie, zresztą pierwsza część sezonu nie była idealana, musieliśmy wiele rzeczy skorygować, dogrywać. Z drugiej strony rundę zasadniczą traktowaliśmy jako poligon doświadczalny przed rundą play off - tłumaczył.

43-letni szkoleniowiec nie ukrywa, że Leszno jest wyjątkowym miejscem do pracy, gdyż nie ma chyba w Polsce drugiego miasta tak zakochanego w speedwayu.

- Leszno rzeczywiście jest specyficzne, na żużel tutaj chyba wszyscy chodzą. Widzimy jaki jest entuzjazm, gdy odwiedzamy przedszkola. Na razie wszystko jest fajnie, ale trzeba się porządnie brać do roboty, bo w razie niepowodzenia zwykle nie jest już miło. Taki jest sport i ryzyko wszędzie jest podobne. Gdyby wszystko dobrze się poukładało, to z prezesem Piotrem Rusieckim mógłbym popracować w Lesznie nawet 20 lat - podsumował Baron.