Duńczyk pracował z biało-czerwonymi sześć lat, latem 2016 jego miejsce zajął Leszek Krowicki, który w przeszłości prowadził m.in. niemiecki Buxtehuder SV z Pawelską w składzie.

 

Polki przegrały w środę na rozgrywanych w Niemczech MŚ z Węgierkami 28:31, straciły szanse na awans do 1/8 finału i zagrają o Puchar Prezydenta, który zadecyduje o miejscach 17-24.

 

„Brakowało nam na tych mistrzostwach m.in. rzutów z drugiej linii, myślę też, że część zawodniczek potrzebuje po prostu czasu, ogrania na dużych imprezach” – powiedziała PAP zawodniczka, która w 128 meczach kadry rzuciła 604 bramki.

 

Jej zdaniem nie można Polkom odmówić waleczności.

 

„Wystarczyło popatrzeć na Karolinę Kudłacz–Gloc, która mocno uderzona w twarz, z rozbitym nosem wróciła na boisko, by grać dalej” – dodała Pawelska.

 

Przypomniała, że polski zespół dostał się na mistrzostwa dzięki „dzikiej karcie”.

 

„Nie tragizujmy, nie mówmy o jakiejś katastrofie. Trzeba po prostu poczekać. Trener Krowicki to świetny fachowiec, przebudowuje kadrę, a to wymaga czasu” – zauważyła była piłkarka m.in. gliwickiej Sośnicy.

 

Podkreśliła, że szkoleniowcowi Węgierek było łatwiej przygotować drużynę do konfrontacji z Polską.

 

„Zna przecież nasze zawodniczki, ich zwody, zagrania. W sytuacjach krytycznych w meczu gra się przecież dwójkami i znajomość tych rozwiązań pomogła Rasmussenowi” – stwierdziła.

 

Przed MŚ Polki wygrały w Rumunii silnie obsadzony turniej o Puchar Karpat, co – być może - rozbudziło apetyty kibiców.

 

„Wiem z własnego doświadczenia jak to jest z takimi zawodami przed dużymi imprezami. Trenerzy testują w nich nowe ustawienia, zawodniczki. Pamiętam jak przed laty podczas bardzo ciężkiego turnieju towarzyskiego w Norwegii pokonałyśmy wyraźnie Francję (w 1999 roku 27:20), a krótko potem na mistrzostwach świata przegrałyśmy z nimi wysoko (21:28) niezwykle ważny mecz” – przypomniała Pawelska pracująca obecnie z młodzieżą w Sośnicy.

 

Przyznała, że żal jej porażki Polek z Czeszkami. W tym spotkaniu zespół trenera Krowickiego prowadził jeszcze w 40. minucie 19:15, a przegrał 25:29.

 

„Liczyłam, że ten pojedynek wygramy. Nasza drużyna poczuła się chyba w końcówce troszkę zbyt pewnie, zaczęła grać +wrzutkami+, czego wcześniej nie robiła. Czeszki się zmobilizowały, złapały +wiatr w żagle+ i odrobiły straty. Szkoda, że tak to się skończyło, ale mam nadzieję, że dziewczyny Puchar Prezydenta zdobędą” – powiedziała dwukrotna uczestniczka mistrzostw świata.