Ten mecz był zapowiadany jako bardzo wyrównane starcie dwóch czołowych ekip zaplecza PlusLigi. Zacięty bój kibice oglądali tylko fragmentami, bowiem siatkarze z Nysy kontrolowali przebieg wydarzeń. Jeden z nich walnie przyczynił się do zwycięstwa w premierowej partii.

 

W połowie pierwszego seta na tablicy świetlnej widniał wynik 16:14 dla częstochowian. Wówczas mało kto spodziewał się, że goście wygrają tę odsłonę do... 16. Wszystko za sprawą Łukasza Owczarza, który wszedł na zagrywkę i sprawił, że jego zespół zdobył jedenaście punktów z rzędu. Były siatkarz m.in. Delecty Bydgoszcz swoimi serwisami siał spustoszenie po drugiej stronie siatki. Jego mocne zagrywki wpadały bezpośrednio w parkiet lub sprawiały, że piłka szybko wracała na stronę Stali. Nie pomagały przerwy na żądanie proszone przez szkoleniowca Norwida, Radosława Panasa. Również zmiennicy, którzy wchodzili na poprawę przyjęcia nie wiele pomogli. Owczarz znajdował się w prawdziwym transie, od połowy seta został w polu serwisowym już do samego końca, przy okazji kończąc samemu kontrataki.

 

- Był kiedyś tak mecz, w którym Mariusz Wlazły kilkukrotnie z rzędu ustrzelił zagrywką Krzysztofa Ignaczaka w Rzeszowie. Pamiętam, bo sam grałem w tym spotkaniu i nie było łatwo poradzić sobie z jego serwisami. Osobiście jednak nie przypominam sobie takiej sytuacji, w której od stanu 14:16 udaje się wygrać... 25:16 – powiedział szczerze po meczu trener Stali, Piotr Łuka, który wiele lat spędził na parkietach PlusLigi m.in. w barwach Asseco Resovii Rzeszów.

 

 

Sam zainteresowany nie był w stanie racjonalnie wytłumaczyć swojego wyczynu.

 

– Ciężko cokolwiek powiedzieć. Po prostu wszedłem na zagrywkę i cieszę się, że tak dobrze mi poszło. Byłem bardzo skupiony. Nigdy wcześniej nie miałem tak udanej serii, więc można powiedzieć, że to dla mnie historyczny mecz (śmiech) – stwierdził Owczarz.