Roy Jones Jr powiedział nawet, że na papierze, to najlepsza walka w historii. Na papierze być może tak, biorąc po uwagę cztery olimpijskie złota poparte zawodowymi pasami, ale nie zdziwię się jak po jej zakończeniu będziemy mówili o rozczarowaniu. 37 letni Rigondeaux niewątpliwie jest wybitnym pięściarzem, co oczywiście potwierdza lista jego sukcesów. Pierwszy raz zobaczyłem go w Sydney (2000), gdzie wygrał pierwsze igrzyska, rok później w Belfaście (2001), tam sięgnął po pierwszy tytuł mistrza świata. W Atenach (2004) raz jeszcze stanął na najwyższym stopniu olimpijskiego podium i znów nie dał przeciwnikom żadnych szansa.

 

Był siedmiokrotnym mistrzem Kuby, jako amator zawsze walczył w starym limicie wagi koguciej (54 kg). Na ogół wygrywał z taką łatwością, że o emocjach nie mogło być mowy. Niewysoki mańkut, kontrujący z precyzją` neurochirurga, bijący bardzo mocno. A przy tym genialny taktyk, który w ringu nie zrobi więcej niż trzeba żeby wygrać. Dziś w podobny sposób walczy jego rodak, czterokrotny mistrz świata wagi półciężkiej, złoty medalista z Rio de Janeiro, Julio de la Cruz.

 

A Łomaczenko, mistrz olimpijski z Pekinu (2008 wadze piórkowej) i Londynie (2012 w ekkiej) jest zupełnie inny. Nie mniej, jeśli nie bardziej utalentowany, zrobi wszystko, by zadowolić widza. Walczy tak jak Kubańczyk z odwrotnej pozycji, ale nie jest mańkutem. Ma znakomitą prawą, silniejszą rękę i to w starciu z Ringondeaux może odegrać znaczącą rolę.

 

Pamiętajmy, że Ukrainiec jest osiem lat młodszy od „Szakala”, co też będzie mieć znaczenie. No i jest pięściarzem z wyższej kategorii. A sukcesów na swoim koncie ma jeszcze więcej niż uciekinier z Kuby.

 

W nowojorskiej Madison Square Garden Theater zmierzą się w limicie 130 funtów, czyli w wadze superpiórkowej, w której Łomaczenko jest mistrzem WBO. Rigondeaux jest superczempionem kategorii junior piórkowej. I jeśli przegra w sobotę z Ukraińcem, to straci należący do niego pas WBA Super. Tak postanowiły władze tej organizacji.

 

I jeszcze jedno. Zawodnicy będą jeszcze ważeni rano w dniu walki i nie mogą przekroczyć 138 funtów (62,8 kg) po groźbą kar finansowych. Mało prawdopodobne, by Kubańczyk zbliżył się do tego limitu, jeśli już to Łomaczenko, choć on ten będzie stawiał na szybkość i zbyt wysoka waga nie jest mu do niczego potrzebna.

 

Bob Arum, promotor Ukraińca, nie może się go nachwalić i mówi że od czasów Muhammada Alego nie spotkał takiego talentu. Jest przekonany, że Łomaczenko wygra z „Szakalem” przed czasem, najpóźniej w 9-10 rundzie.

 

Taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. Ukrainiec zapewne narzuci mordercze tempo i będzie próbował nieustanną presją zamęczyć starszego rywala. Ale Rigondeaux, to szczwany lis, wie jak rozgrywać takie wojny. Dla niego to wielka szansa, by pod koniec kariery pokazać się amerykańskiej publiczności z jak najlepszej strony.

 

Dogodniejszej okazji niż walka z Łomaczenką nie znajdzie. Stawiam na Ukraińca, jest w stanie pokonać Kubańczyka przed czasem. Po prostu, z całym szacunkiem dla Rigondeaux, ma więcej atutów po swojej stronie.