W Ostrowie od zawsze były zakusy na wielki speedway. W tym regionie Polski sport żużlowy może pochwalić się największymi tradycjami w naszym kraju. TŻ Ostrovia w sezonie 2018 wystartuje w drugiej lidze, ale w powietrzu czuć zdecydowanie coś więcej.

 

Klub z 70-letnią tradycją, który może szczycić się organizacją najstarszego żużlowego turnieju nad Wisłą o Łańcuch Herbowy miasta Ostrów Wielkopolski. Pierwsza edycja odbyła się w 1950 roku i wygrał ją legendarny Alfred Smoczyk. W mieście oprócz czarnego sportu rządzi jeszcze koszykówka, ale wydaje się, że największego bzika wywołuje jednak speedway. Pojawiając się na dworcu kolejowym już można usłyszeć komentarze dotyczące drużyny, rozgrywek i tego co „w trawie piszczy”.

 

Sezon 2018 w drugiej lidze zapowiada się jako jeden z najciekawszych w historii tych rozgrywek – mówią jednogłośnie eksperci, dziennikarze, kibice oraz sami zainteresowani, a więc zawodnicy. Piekielnie mocna Stal Rzeszów z czterokrotnym Indywidualnym Mistrzem Świata, Gregiem Hancockiem oraz Indywidualnym Mistrzem Polski, Tomaszem Jędrzejakiem zapowiada buńczucznie, że chce zdominować najniższy front w naszym kraju. Wyrównanym składem może się pochwalić Kolejarz Opole, który pozyskał trzech wychowanków częstochowskiego Włókniarza – Oskara Polisa, Huberta Łęgowika oraz Sebastiana Ułamka. Za sprawą fuzji Kolejarza Rawicz z Unią Leszno w drugiej lidze wystartuje... Unia Kolejarz Rawicz. To sprawia, że „Niedźwiadki” także będą liczyć się w stawce. Ciężko w tym momencie wskazać zespół, który mógłby odstawać od reszty stawki. A gdzie w tym wszystkim jest Ostrovia?

 

Nicolai Klindt, który podpisał kontrakt z ostrowskim klubem mówi wprost, że nazwiska nie jeżdżą. - Na papierze bardzo mocny jest Rzeszów, ale patrzymy na ten klub przez pryzmat Hancocka. On jednak nie będzie w stanie wygrać meczu w pojedynkę. Do tego potrzebny jest zespół oraz świetna atmosfera w zespole – przyznaje Duńczyk, jakby chcąc zaznaczyć, że cyferki na koncie niczego nie załatwią i do końcowego sukcesu potrzebne w sporcie są także inne aspekty.

 

Obecny zarząd zdaje sobie sprawę, że presja na wynik jeszcze nikomu nie pomogła. Gdzie jak gdzie, ale w Ostrowie wiedzą o tym najlepiej. Wszak w minionej dekadzie ówczesny Intar Lazur Ostrów Wielkopolski kilkukrotnie pukał do bram Ekstraligi. Ostatnia próba zawitania do elity skończyła się skandalem z udziałem selekcjonera kadry narodowej Marka Cieślaka, który pracował wtedy właśnie w Ostrowie. W 2014 roku w klubie mówiono przede wszystkim o „dostarczaniu wielkich emocji kibicom”, ale im bliżej finiszu rozgrywek, tym balonik nabierał coraz większych rozmiarów. Ówczesne władze Ostrovii nie mogły pogodzić się z brakiem awansu, doszło do kłótni z utytułowanym trenerem. Ostatecznie klub w kolejnym roku już nie wystartował.

 

Nowi ludzie, pasjonaci, kibice postanowili przejąć pałeczkę. Stery objęli prezes Radosław Strzelczyk oraz wiceprezes Waldemar Górski. O tym drugim mówi się, że nie umie żyć i oddychać bez żużla. Tylko tacy ludzie są w stanie poprawić mocno nadszarpnięty przez poprzednie władze wizerunek klubu. Już po roku od reaktywacji można usłyszeć pozytywne głosy dotyczące organizacji, działań oraz marketingu. Wielu przekonało się o tym podczas niedawnej Gali na której przedstawiono nowy zespół. Dobrego smaku oraz przedsięwzięcia nie powstydziliby się nawet organizatorzy corocznej Gali FIM w Monte Carlo, portugalskim Estoril, czy tak jak w tym roku w Dolinie Andory.

 

Następnego dnia zawodnicy w gustownych garniturach zaprezentowali się w Galerii Handlowej Ostrovia, aby spotkać się z kibicami. Świąteczna gorączka oraz zapach zbliżających się świąt przez parę godzin zamieniły się w odór spalonego metanolu, kiedy bohaterowie wyszli na scenę, a następnie rozdawali autografy i pozowali do zdjęć wśród mnóstwa kibiców. - Tak naprawdę pierwszy raz w życiu mam na sobie garnitur – śmiał się Kamil Brzozowski, który jeździł m.in. w ekstraligowym Unibaksie Toruń.

 

Na czele drużyny stoi świetny przed laty żużlowiec Mariusz Staszewski, który wiele lat ścigał się z najlepszymi zawodnikami globu. Ma opinię bardzo ułożonego i inteligentnego faceta, który nie boi się zdyscyplinować swoich podopiecznych. Na jego barkach spoczywa także prowadzenie szkółki żużlowej. Sam przyznaje, że to jest jego oczko w głowie. Popularny „Mario” zdaje sobie sprawę, że młodego chłopaka trzeba należycie poprowadzić przez życie, toteż nie treningi, a szkoła jest na pierwszym miejscu – Dyscyplina musi być. Oni sami dobrze o tym wiedzą. Żużel jest ważny, ale nauka jeszcze bardziej. Jeżeli ktoś ma słabe oceny, to nie będzie mógł liczyć na ulgę. Po prostu nie wystąpi w zawodach dopóki tych ocen nie poprawi. Listę kar mam przygotowaną, także wiedzą, że muszą się dobrze uczyć – podkreśla, dając niejako do zrozumienia, że zbyt wielu rezygnowało z dobrego wykształcenia kosztem poświęcenia się dla sportu, ale gdy coś nie wyszło, wówczas zostawali bez niczego. W Ostrowie młodych chłopców przekonują, że trzeba mieć w życiu plan „B”.

 

Rozgrywki ligowe w 2018 roku zapowiadają się niesamowicie ciekawie na wszystkich frontach. Począwszy od PGE Ekstraligi poprzez Nice 1 ligę, a skończywszy na 2. lidze żużlowej. Emocji nie będzie brakować, a za rok o tej porze będziemy mogli wystawić oceny poszczególnym zespołom za przepracowane dwanaście miesięcy. Wówczas przekonamy się czy trener Staszewski będzie mógł wręczyć swoim zawodnikom świadectwo z czerwonym paskiem w postaci awansu, a może klub będzie musiał powtórzyć rok w tej samej klasie (rozgrywkowej). Najważniejsze jest jednak, że Ostrovia odnajduje się coraz lepiej w stawce 23 uczniów, którzy mogą uczęszczać do żużlowej szkoły jaką jest polska liga.