Krzysztof Wanio: Niestety siatkówka nie jest sportem indywidualnym. Gdyby była, to pewnie moje kciuki "rozłożyłbym" na dwie strony siatki. Przyjechałeś do Polski jako były reprezentant, w dodatku zacząłeś turniej meczem z ZAKSĄ, w której grałeś 10 lat temu. Czy ze względu na to wszystko pojawiły się jakieś dodatkowe emocje?

Łukasz Żygadło: Gra w Polsce, przed polską publicznością to czysta przyjemność. W Kędzierzynie-Koźlu występowałem przez rok, jednak nie zagrzałem miejsca.

Jeśli chodzi o przebieg meczu, to ZAKSA nie istniała w dwóch pierwszych setach. Później złapaliście zadyszkę i oddaliście dwie kolejne partie. W tie-breaku mieliście dwie piłki meczowe, jednak nie udało wam się skończyć. Chyba rzadko przegrywa się w takich okolicznościach...

Cieżko mi analizować to wszystko na gorąco, ale wiem, że mieliśmy wiele szans i ich nie wykorzystaliśmy. Bardzo nie chciałem, abym po meczu musiał mówić, że parę rzeczy mogliśmy zrobić inaczej, ale niestety takie są fakty. Było jak było...

Z jakimi oczekiwaniami przyjechałeś do Polski na Klubowe Mistrzostwa Świata? Twój zespół trafił do grupy śmierci, w której straszą dwa siatkarskie "potwory" - Cucine Lube Civitanova oraz Sada Cruzeiro.

Szczerze mówiąc chciałem się sprawdzić oraz przekonać na jakim poziomie jest polska, irańska, a także - szerzej - azjatycka siatkówka.

Czy chciałeś się sprawdzić także w kontekście reprezentacji?

Niestety gdy patrzę w PESEL, to nie wygląda to już tak "różowo"... Wiedzieliśmy, że pierwszy mecz na KMŚ będzie determinował nasze ewentualne wyjście z grupy, bo nie ukrywajmy, dwa kolejne spotkania będą dla nas niezwykle ciężkie. Włosi i Brazylijczycy są murowanymi kandydatami do awansu, a nawet wygrania całej imprezy. Co do meczu z ZAKSĄ, to byłem zaskoczony, że tak łatwo przegrali dwa pierwsze sety. Później postawili na mocną zagrywkę, z którą mieliśmy wielkie problemy. Jeżeli mam być szczery, to właśnie ten element bardzo kuleje w azjatyckiej siatkówce. Częście szuka się flotów niż mocnych serwisów z wyskoku.

 

Cała rozmowa z Łukaszem Żygadłą w załączonym materiale wideo.