55-letni trener, który większość doświadczeń zbierał we Francji, gdzie na co dzień mieszka i pracuje, wysłał już list do władz Polskiego Związku Rugby, potwierdzając tym samym udział w konkursie na selekcjonera. Stanowisko to zajmuje obecnie 52-letni Stanisław Więciorek, ale na razie w zastępstwie za Blikkiesa Groenewalda, szkoleniowca z RPA, z którym związek w niejasnych dotąd okolicznościach rozstał się kilka tygodni temu. Ogłoszono więc konkurs, do którego ma również przystąpić Więciorek oraz – wedle doniesień mediów zajmujących się tematyką rugby – 46-letni Irlandczyk Duaine Lindsay. Termin składania ofert mija dziś, a decyzja o tym, kto poprowadzi biało-czerwonych, zapadnie w ciągu najbliższego tygodnia.
 
Polski Związek Rugby nie stawia bardzo wysokich wymagań dla uczestników konkursu. Muszą oni mieć wykształcenie średnie oraz minimum pięcioletnie doświadczenie w pracy z seniorami. Oprócz oceny tych warunków, PZR oczekuje, że kandydaci będą porozumiewać się w językach obcych, ważnym kryterium będą również „cechy interpersonalne” trenera.
 
Więciorka wszyscy w środowisku doskonale znają, ponieważ asystował selekcjonerowi, a przede wszystkim jest rekordzistą w liczbie występów w reprezentacji. Lindsay dla większości jest postacią mało znaną. Putra z kolei przez siedem lat pracował z kadrą, miał czteroletnią przerwę, którą wykorzystał na pracę z reprezentacją Czech, a teraz znów chce stanąć na czele narodowego projektu.
 
Takie powroty to w grach zespołowych rzecz niezwykle rzadka, w ostatnich dekadach niemal niespotykana. W futbolu najgłośniejszy był powrót na stanowisko Antoniego Piechniczka po dziesięciu latach przerwy, w siatkówce wracał Jerzy Wagner. Przypadek Putry nie jest jednak analogiczny, choćby z tego powodu, że rugby nie rozpala emocji u wszystkich polskich kibiców sportu, a wybory personalne są w tej dyscyplinie sprawą środowiskową, a nie społeczną.
 
Putra, tak w rozmowie z nami, jak i w liście do PZR, podkreśla, że decyzja o powrocie nie jest podyktowana względami finansowymi, a jedynie aspiracjami, by Polacy awansowali po raz pierwszy w historii do Pucharu Świata. Kandydat na selekcjonera daje sobie na to pięć lat (turniej w 2023 r.), a właśnie w takim cyklu działacze chcą zatrudnić nowego trenera. Putra uważa, że należy powołać specjalny sztab złożony z gremiów trenerskich i menedżerskich, który zająłby się tą misją. 
 
W pierwszej kadencji przez siedem lat pracy z reprezentacją Putra awansował z nią z 36. na 25. miejsce w rankingu International Rugby Board, z Czechami – jak podkreśla – wykonał jeszcze większy skok, bo aż o 18 pozycji. - Mam odpowiedni wiek i doświadczenie, to zdobyte we Francji, ale i w Polsce – mówi Putra. – Chcę przekazywać je w takim samym stopniu zawodnikom, jak i trenerom, bo przecież jestem edukatorem Rugby World. 
 
Podczas pierwszej kadencji Putra zasłynął tym, że w krajach wysoko rozwiniętych rugbowo (przede wszystkim Francja) wyszukiwał zawodników z polskimi korzeniami. Nie wszystkim się to podobało, bo zdaniem środowiska zamykało to drogę młodym, wychowanym w Polsce graczom, choć o niższych umiejętnościach, co wywoływało wiele dyskusji i sporów. Tym razem Putra proponuje również indywidualny rozwój zawodników, np. w ligach zagranicznych.
 
Według zgłoszenia, jakie Putra nadesłał do PZR, ma on już przygotowaną obsadę personalną sztabu. Jego asystentami mieliby być trenerzy dwóch najlepszych polskich klubów z Łodzi i Sopotu – Przemysław Szyburski oraz Karol Czyż. Do kadry miałby wrócić także Wiesław Woronko, a równie kluczowe funkcje lekarza, kierownika oraz menedżera mieliby pełnić ludzie, którzy są przy reprezentacji od lat – Bartosz Chudzik, Grzegorz Witczak oraz Maciej Brażuk.