Piłka nożna

Klub z Ekstraklasy chciał byłego trenera...

Za Evertonem bardzo owocny okres. Ostatnie pięć spotkań to aż cztery zwycięstwa i tylko jeden remis. Zdecydowanie gorzej radzili sobie przed tym starciem goście, którzy w tym samym czasie wygrali tylko raz. Choć warto zwrócić uwagę, że ostatni raz Everton wygrał ze Swansea w 2014 roku.

 

Wydawało się, że historia wygra z aktualną dyspozycją, bo to właśnie popularne „Łabędzie” objęły prowadzenie. W 35. minucie Leroy Fer wykończył dośrodkowanie z rzutu rożnego Thomasa Carolla. Everton jednak tuż przed końcem pierwszej części gry otrzymał jedenastkę, po tym jak Roque Mesa sfaulował rywala. Do karnego podszedł Rooney, ale przegrał pojedynek z Fabiańskim, który popisał się znakomitym refleksem. Niestety dla Polaka do piłki dopadł Dominic Calvert-Lewin i dobił uderzenie kolegi z drużyny. Co ciekawe w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii jedynie Alan Shearer więcej razy marnował jedenastki.

 

W drugiej części spotkania będący zdecydowanym faworytem Everton potwierdził swoją dobrą dyspozycję. Najpierw w 64. minucie Gylfi Sigurdsson popisał się pięknym uderzeniem z dystansu pokonując Fabiańskiego. Następnie szansę na rehabilitację dostał Rooney. Po faulu Martina Olssona w polu karnym do jedenastki znów podszedł Anglik i tym razem pokonał Polaka. Choć Fabiański wyczuł intencje rywala i niewiele zabrakło mu do odbicia piłki.

 

Drużyna naszego reprezentanta w tym sezonie rozczarowuje i jest głównym kandydatem do spadku. Swansea nadal zamyka tabelę Premier League i do bezpiecznego miejsca traci cztery punkty. Everton zakotwiczył w środku tabeli. Jest dziewiąty.   

 

Everton – Swansea City 3:1 (1:1)
Bramki:
 Dominic Calvert-Lewin 45 + 2, Gylfi Sigurdsson 64, Wayne Rooney 73 - Leroy Fer 35