W ostatnim czasie dużo spekuluje się na temat przyszłości polskiego boksu. Wielu zawodników nie ma zaplanowanych walk, są po porażkach oraz nie mają klarownej przyszłości. Te i wiele innych czynników sprawiło, że tacy pięściarze jak Artur Szpilka, Krzysztof Zimnoch czy Mateusz Masternak zaczęli rozważać występ dla największej polskiej organizacji MMA. 

 

- Z niepokojem obserwuję, że niektórzy polscy bokserze zapałali miłością do KSW. Chcą tam walczyć: Artur Szpilka, Krzysztof Zimnoch, Mateusz Masternak, występu nie wyklucza też Krzysztof Włodarczyk... To wszystko owczy pęd. Przypomina to czasy przed wojną, kiedy dziadkowie myśleli, że ulice W USA są brukowane złotem, a dolary leżą na ulicy. Niektórym naszym bokserom wydaje się, że wszystko jest ustawione jak w Ameryce: a tam trzeba zasuwać! - powiedział Andrzej Kostyra w swoim videoblogu.

Włodarze KSW mogą się tylko cieszyć z tego, że dobrze znani na polskim rynku pięściarze chcą w przyszłości wystąpić w MMA. Kostyra jest jednak sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, choćby ze względu na stare nawyki bokserów.

 

- Jeżeli wygrywa, to jest bonus i wypłata jest większa. Jeżeli nie, to otrzymuje podstawę. A w boksie nasi najlepsi mieli jak u Pana Boga za piecem: zapewnione stypendia po kilkanaście tysięcy złotych, trenera, odżywki, mieszkanie. Prowadzono ich przez ringi jak dziadek prowadzi wnuczka do przedszkola - nabijano im bilans, później jakaś walka o mistrzostwo, skok na kasę, przez co zarabiali i zawodnicy, i promotorzy - dodał.


- Życzę im, by zarobili pieniądze, ale nie chcę słyszeć, że to nowe wyzwanie, możliwość sprawdzenia się. Tu chodzi o kasę! - zakończył.