Maciej Turski: Były już konferencje prasowe, spotkania z fanami, ale po raz pierwszy pokazałeś się na macie. To była próbka umiejętności?

Tomasz Oświeciński: Musiałem zrobić ten media trening, bo tak mam w kontrakcie. Nie chcieliśmy pokazać nic! Moim wielkim atutem jest to, że mój przeciwnik nic o mnie nie wie. Słyszałem głosy "jak on się wolno rusza", ale spokojnie - taki był zamiar! Nie chcieliśmy pokazywać nic wielkiego. Wszystko pokażę 23 grudnia.

Czekasz na ten pojedynek z wielkim spokojem i widać, że się nie denerwujesz. Obóz przygotowawczy poszedł po twojej myśli i zrobiliście wszystko w tym krótkim czasie?

Trenowałem sześć miesięcy i mogę powiedzieć, że przepracowałem ten czas rzetelnie. Zero alkoholu, tylko dieta! Zdążyłem się wiele nauczyć, ale czasu nie przeskoczę. Uważam, że zrobiłem duży postęp i jestem w stanie wygrać tę walkę. Ja nic nie muszę, nie mam oczekiwać, więc się nie denerwuję. To mój przeciwnik narzucił sobie taki rygor, że chciałby bić się o pas KSW. To on powiedział, że nie daruje sobie, jeśli przegra z 45-letnim debiutantem, który jest aktorem. Ja tego nie mam: wychodzę na luzaku, mam plan, tlen. Jeśli przegram, to latem trawa nadal będzie zielona.

Czego spodziewasz się ze strony Popka Monstera: będą mocne ciosy jak w poprzednich walkach? A może spodziewasz się większej wszechstronności?

Myślę, że jego mocną stroną będzie prawa ręką, którą podobno mocno bije. Ja zamierzam tego uniknąć. Myślę, że w parterze nie ma ze mną szans, ale ja nie będę za wszelką cenę dążył do tej płaszczyzny.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.

Cyfrowy Polsat i IPLA ze świąteczną galą KSW 41