Po losowaniu grup mistrzostw świata w siatkarskim środowisku zagotowało się. Organizatorzy turnieju nie przekazali na czas informacji o systemie rozgrywek. Jak się okazało, ma on być bardzo podobny do tego, który obowiązywał w 2010 roku na mundialu we Włoszech.

- Jest on mało zrozumiały dla kibiców. Błąd, który popełniono na samym początku, to brak jasno określonych zasad przedstawionych przed losowaniem. My organizując mistrzostwa świata w 2014 roku rozpoczynaliśmy je wytwornym losowaniem w Teatrze Wielkim w Warszawie. Każdy znał dokładnie drogę wszystkich drużyn od początku do końca turnieju. Nie było żadnych niespodzianek. W przypadku włoskiego losowania spotkaliśmy się z czymś, co do tej pory nie miało miejsca. Drogę drużyn z pierwszej do drugiej fazy poznaliśmy po kilkunastu dniach. To bardzo duży błąd organizatorów. Do dziś nie znam zasad, którymi się kierowali przedstawiając system władzom światowej federacji piłki siatkowej. Nie jest on dla mnie zrozumiały - powiedział w rozmowie z Bartoszem Hellerem Wojciech Czayka.

Właśnie on był twórcą systemu, który obowiązywał podczas mundialu 2014.

- Był to wynik pracy zespołowej. To, co zrobiliśmy, było czytelne, jasne i przejrzyste. Nie było możliwości popełnienia błędu. Droga wszystkich drużyn startujących w mundialu była od początku znana. Najlepszym dowodem, że był to dobry system są mistrzostwa świata kobiet, które odbędą się w Japonii dokładnie na tych zasadach. Nie wiem czym kierowali się organizatorzy, że doprowadzili do takiego systemu, który ogranicza liczbę meczów, a z drugiej strony pozbawia sportowej sprawiedliwości i ducha fair play - powiedział.

Istnieje obawa, że może dojść do powtórki z rozrywki sprzed siedmiu lat, kiedy drużyny celowo przegrywały mecze, by ułatwić sobie drogę do półfinału turnieju.

- Muszę dać sobie chwilę, by przeanalizować ten system. Jak spojrzymy na tabelki w drugiej fazie widzimy niekonsekwencję. Przeczy to mojej zasadzie symetrii i równości wobec wszystkich. Jestem zdziwiony, że tak to zrobiono. Nie wiem kto to wymyślił i czym się kierował - zakończył.

 

Cała dyskusja w załączonym materiale wideo.