Inne

Mistrzynie jak ogień i woda. Żeglarki...

Bo to czego dokonał młody, 34-letni Gabart przejdzie do historii jako niesamowity wyczyn. Na swoim 30-metrowym trimaranie Macif przepłynął kulę ziemską w przeciągu 42 dni, 16 godzin i 40 minut i tym samym o sześć dni (!) poprawił rekord swojego rodaka Thomasa Coville'a. Brak słów aby opisać wyczyn młodego żeglarza.

Francja, a szczególnie Bretania, są zakochane w swoich żeglarzach. Gabart to sympatyczny, normalny, pełen pokory facet, którego miałem okazję poznać podczas kongresu dziennikarzy sportowych w La Rochelle trzy lata temu.

Aż trudno sobie wyobrazić skalę jego dokonania. Sam za sterem trimarana, do którego normalny śmiertelnik bałby się nawet wejść, a co dopiero przepłynąć liczącą 27 859 mil morskich (51 594 km) kulę ziemska. Gabart dokonał tego samotnie ze średnią prędkością 50,3 km/h.

Powrót Francuza do Brestu był na miarę jego osiągnięcia - pełen emocji i entuzjazmu. Witały go tłumy zgromadzone na mecie rejsu, którą przeciął dokładnie o godz. 02:45 w nocy z soboty na niedzielę. Ostatnim kilometrom towarzyszyli mu fani na lódkach które przy Macifie wyglądały jak miniaturki. Poniedziałkowy "l'Equipe" poświęcił Gabartowi aż siedem stron, nazywając żeglarza "Gwiazdą morza", a poprzedni rekordzista Thomas Coville ocenił go jako "wyjątkowego stratega".

W Polsce żeglarstwo samotników też miało swoich bohaterów. Dzisiaj może miłośników żeglarstwa jest znacznie mniej, ale w latach 1960-1070 też mieliśmy nietuzinkowe jednostki, które ruszały dookoła świata. Ich wyczyny też elektryzowały miłośników tego trudnego sportu. Takie nazwiska jak Krystyna Chojnowska-Listkiewicz, Krzysztof Baranowski, Henryk Jaskuła też sporo znaczyły na żeglarskiej szachownicy.

Jednak rejs polskiego żeglarza, który zostanie najbardziej zapamiętany to ten Leonida Teligi, który na drewnianym jachcie Sy-Opty 50 lat temu przepłynął kulę ziemską w ciągu dwóch lat i dwóch miesięcy (1967-1969). Dawny oficer sił powietrznych w Anglii musiał zmagać się zarówno z trudnymi warunkami na morzu, ale również z groźną chorobą, która sprzątnęła go z tej ziemi rok po ukończeniu rejsu.

Może kiedyś polskie żeglarstwo doczeka się polskiego Gabarta. Do tego potrzebne są nie tylko umiejetności czysto żeglarskie, miłość do żeglugi morskiej, ale również i przede wszystkim ogromne nakłady finansowe.