Do kraksy doszło na 70. kilometrze etapu do Chambery. Mocno poraniony Majka nie był w stanie dogonić głównego peletonu, ale ambitnie kontynuował jazdę. W walce z kolejnymi kilometrami i silnym bólem pomógł mu wtedy Kwiatkowski. Obaj polscy zawodnicy, reprezentujący różne grupy kolarskie, wspólnie przejechali kilkanaście ostatnich kilometrów.

Szurkowski przyznał, że w kolarskim peletonie zawsze było miejsce na gesty wsparcia i przyjaźni.

- Sam byłem w podobnej sytuacji w walce o mistrzostwo Polski w 1970 roku. Mojemu koledze Zygmuntowi Hanusikowi zepsuł się rower i nie mógł kontynuować jazdy. Wtedy oddałem mu swój rezerwowy sprzęt z samochodu technicznego. To było dozwolone, ale nigdy wcześniej niepraktykowane. A żeby finał tej historii był jeszcze przyjemniejszy, to kolega sięgnął wtedy po tytuł, a ja zająłem kolejne miejsce - wspominał mistrz świata z 1973 roku, dwukrotny srebrny medalista olimpijski i czterokrotny zwycięzca Wyścigu Pokoju.

Za swój szlachetny gest Szurkowski został uhonorowany przez UNESCO medalem fair play. Postawa Kwiatkowskiego również została zauważona. Kolarz otrzymał we wtorek Nagrodę Sportową Polskiego Radia im. Bohdana Tomaszewskiego za Gest Roku 2017.

- Cieszę się, że zostało dostrzeżone to, w jaki sposób sportowiec może bezinteresownie pomóc innemu zawodnikowi mimo reprezentowania innych barw klubowych. W kolarstwie takich przypadków jest bardzo wiele, co może być inspirujące dla innych. Sam otrzymywałem podobne wsparcie od moich kolegów na mistrzostwach świata w Ponferradzie, jak i wielu innych imprezach - powiedział Kwiatkowski w wystąpieniu odtworzonym w trakcie gali rozdania nagród.

Z uznaniem o jego zachowaniu wypowiedział się także Czesław Lang.

- Kolarstwo wszystkich uczy pokory. W tym sporcie raz walczysz o wygraną, innym razem jedziesz na samym końcu. Raz tobie coś się stanie, a kiedy indziej to właśnie ty pomożesz komuś innemu. Peleton to jest jeden wielki organizm, gdzie musisz mieć zaufanie do kolegów. W trakcie jazdy wystarczy jeden nieostrożny ruch, aby ktoś za tobą się przewrócił i ucierpiał - zaznaczył były kolarz.

Wicemistrz olimpijski z Moskwy (1980), który obecnie zajmuje się m.in. organizacją wyścigu Tour de Pologne, uważa, że postawa Kwiatkowskiego jest dowodem, iż we współczesnym kolarstwie ciągle jest miejsce na gesty przyjaźni.

- Solidarność w peletonie istnieje. Są rożne sytuacje, startuje mnóstwo kolarzy, jest wiele kraks. Jeżeli ktoś się przewróci, to jest taka niepisana zasada, że inni czekają aż tamci dojadą albo podjeżdżają zobaczyć, czy coś się nie stało i dopiero potem jadą dalej. Jeżeli np. zabraknie ci picia czy jedzenia, to na pewno każdy się z tobą podzieli, nawet jeśli będzie miał ostatni łyk wody - wspomniał Lang.

Jak wspomniał, kiedy ścigał się wśród najlepszych, również czuł, że może liczyć na innych kolarzy.

- Najbardziej odczułem to, kiedy przeszedłem na zawodowstwo. W amatorskim kolarstwie takich gestów wsparcia było mniej, szczególnie na Wyścigu Pokoju, gdzie walka byłą strasznie zacięta. Zawodowy peleton był jednak jak wielka rodzina, nikt nikomu nie zajeżdżał drogi, a walka była fair - podsumował Lang.