Tomasz Lorek: Jaki wpływ na twój rozwój jako tenisisty miał Robert Korzeniowski?

Łukasz Kubot: Kiedy zaczynałem grać w tenisa warunki do uprawiania tej dyscypliny były bardzo ciężkie. Nie miałem wyboru, jeżeli chciałem trenować musiałem wstawać przed świtem i przemierzać długą drogę na halę, która była wolna tylko rano. Do dyspozycji był tylko jeden pełnowymiarowy kort i to była jedyna szansa, aby odbyć trening. Robert Korzeniowski był dla mnie inspiracją. Ceniłem go za niesamowitą wytrwałość w dążeniu do celu. Zawsze postrzegałem sport jako konsekwentną, metodyczną pracę i powtarzalność pewnych zachowań, które weszły mi w krew. Korzeniowski to sportowy tytan, darzę go dużym szacunkiem.

Ciężko było się dostosować twoim najbliższym do trybu życia, który wybrałeś?

Jeżeli mówimy o moich początkach, to muszę przyznać, że czasami ludzie zastanawiali się, skąd u mnie tyle zapału do treningów w mało komfortowych warunkach. Niektórzy uważali, że to katorżnicza praca, ale dla mnie to było normalne i nie widziałem w tym nic dziwnego. Często mama przygotowywała mi śniadanie i kanapki do szkoły wieczorem, ponieważ bardzo wcześnie wyjeżdżałem na treningi. Nie żałuję tego, wręcz przeciwnie. To pozytywne przyzwyczajenie, które zostało mi do dzisiaj. Lubię zaczynać dzień aktywnie.

W jednym z twoich prywatnych zaszytów z czasów szkolnych doszukać się można wyjątkowego wpisu dotyczącego gry w tenisa. Jest tam mowa o poświęceniu, pracy i nie dawaniu za wygraną.

Z perspektywy długiej drogi jaką przeszedłem, te słowa potwierdziły się. W tenisie przegrywasz właściwie na okrągło. Najważniejsze jest, aby nauczyć się wyciągać wnioski z niepowodzeń.

 

Cała rozmowa z Łukaszem Kubotem w załączonym materiale wideo.