Przemek Garczarczyk: Nie ma tygodnia, kiedy nie krytykuje się systemu wyłaniającego obowiązkowego pretendenta do tytułu mistrza świata. Dlaczego jest to pięściarz X, a nie Y? Czy jest określona formuła WBA decydowania o tym, kto zasługuje na taką szansę – i wielkie pieniądze?

 

Renzo Bagnariol: Mamy nowy system, działający od niespełna dwóch miesięcy. Elementów takich decyzji, oprócz oczywistych jak ranking rywala, jest teraz wiele: miejsce, gdzie odbywa się pojedynek, jak punktowali sędziowie, czy były wielkie różnice na kartach punktowych, jak wyglądało  zwycięstwo. Styl też się liczy.

 

Czy zdarzały się narzekania pięściarzy, że ich rywale są uprzywilejowani, bo mają niewiele walk, a są przed nimi w rankingu? Wasyl Łomaczenko to chyba najlepszy przykład.

 

Zdarzają się – i to często, zwłaszcza ze strony tych, którzy mają pasy i czują się urażeni, że każemy im się bić „z amatorem”.  Ale przecież nie możemy zapomnieć o klasie pięściarza,  ustalać jego miejsca w rankingu tylko na podstawie kariery zawodowej. Łomaczenko miał dwa tytuły mistrza olimpijskiego, to samo dzieje się z  wieloma pięściarzami z Japonii, którzy mają po kilka walka zawodowych, ale są wysoko w rankingu,  bo stoczyli 200 albo więcej walk amatorskich. Podobnie z Rosjanami, którzy zwykle znacznie później, po udanej karierze amatorskiej, zostają zawodowcami. Mamy o tym zapomnieć?  To dla nas ważniejsze, znacznie ważniejsze niż ktoś z 25 zawodowymi zwycięstwami, zeroma porażkami, ale walczący trzy razy w miesiącu z kolegami z ulicy i zaczął karierę trzy lata temu. To problem wielu krajów, ale nie samych pięściarzy tylko komisji, które pozwalają na coś tak żenującego. Wspisywanie takich walki w oficjalne statystyki to nieporozumienie.

 

Ranking WBA, waga ciężka. Na pierwszym listy pretendentów Fres Oquendo, który nie walczył od trzech lat...

 

...nie z jego winy. Oquendo był oszukany w Czeczenii nie tylko na ringu, później kolejny rywal wypadł z walki bo przyjmował niedozwolone środki dopingowe. Co mamy zrobić, zostawić go poza rankingiem? Nic mu się nie należy? My tak nie postępujemy, nie ma w tym niczego komercyjnego bo nie zarabiamy na jego walkach. Trzeba być uczciwym. Taka jest nasza opinia, reszta jest weryfikowana na ringu. Przyznaję, zrobiliśmy jako WBA błąd z kilkoma mistrzowskimi pasami w każdej z kategorii wagowych. To było nikomu niepotrzebne, ale  cieszę się, że wracamy do starych, dobrych zwyczajów – jeden mistrz wystarczy.  Najlepszy ma się bić z najlepszym. Nie zawsze tak bywa.

 

Kolejny drażliwy, szczególnie w 2017 roku, temat to sędziowanie. Człowiek z długopisem może zniszczyć karierę -  pana opinia jako człowieka nadzorującego pracę sędziów.

 

To jest problem. Ze swojej strony, nie znoszę remisów i zawsze  na spotkaniach z sędziami punktowymi staram się im to przekazać. Mówię o tym, czego się mogą spodziewać, że pięściarz X ma tendencje do bicia w tył głowy, inny fauluje podczas przytrzymywania, itd, itp. To jest ich rola – dostrzec w każdej rundzie zwycięzcę. Zwracam uwagę na fakt, że trzeba punktować całe rundy, od pierwszej do ostatniej sekundy, a nie tylko ostatnie 30 sekund, kiedy pięściarze „kradną”rundy. To jest bez sensu.  Zawsze, tylko dla siebie, punktuję walkę i nie jestem w stanie zrozumieć rozbieżności  punktowych. Nie jest możliwe, by podczas tej samej dziesięciorundowej walki, u jednego sędziego pięściarz X wygrał 8 rund, a według drugiego... tyle samo wygrał pięściarz Y. Niestety, teraz coraz częściej dochodzi do sytuacji, że nadzoruję pracę sędziów z którymi nie mam nawet szansy porozmawiać o ich pracy. Widzimy się kwadrans przed walką, dostają karty punktowe i to koniec. A później WBA jest obwiniana bo kibic widzi tylko to, że to był pojedynek o nasz pas, ale nie to, że sędziów obsadza lokalna komisja, a nie WBA. W wielu przypadkach, zarówno sędziowie punktowi, jak sędzia ringowy nie dorośli do swojej roli. Oczywiście zaznaczam  to w raporcie, ale jakie to ma znaczenie, skoro to nie są sędziowie, których możemy ukarać?

 

A swoich karzecie?

 

Oczywiście. Mieliśmy taki przypadek w Japonii, kiedy dwójka naszych sędziów zupełnie się nie sprawdziła. Zarządziliśmy natychmiastowy rewanż, a wspomniana  dwójka nie mogła pracować przez sześć miesięcy.

 

Są pieściarze, którzy choć są  obowiązkowymi rywalami mistrzów, od lat czekają  na swoje walki. Jak Eleider Alvarez z Adonisem Stevensonem. Opinia?

 

Niestety tak bywa, nie tylko w tym przypadku. Tak jest, jak się za odstępowanie od walki dostaje więcej pieniędzy niż za samą walkę.

 

Czy nowa era, pięściarze, którzy są więksi, silniejsi i szybsi niż kiedykolwiek wymaga od organizacji rankingowych - i sędziów - nowego spojrzenia na dyscyplinę?

 

Nie lubię nowej ery. Jest znacznie więcej pieściarzy niż kiedyś, ale to ilość, a nie jakość. Trzydzieści lat temu, to, co potrafisz pokazywałeś na ringu, a nie na konferencji prasowej transmitowanej przez TV, czy w mediach społecznościowych. Nie lubię show, gdzie nie ma boksu. Mayweather kontra McGregor to było żenujące. Każdy, kto ma pojęcie o boksie wiedział, że Floyd, gdyby bił się normalnie, mógł skończyć McGregora w pierwszej rundzie. Robi się show i nie wiem czy taki hałas nie wpływa na percepcję sędziów. Nie powinien, ale jest ta dodatkowa presja, której kiedyś nie było. Zdarzają się sytuacje, że sędzia punktowy patrzy w kamerę, albo na promotora, a nie na ring. Nie chcę nikogo obrażać, ani posądzać, ale czasami, szczególnie dawniej, można było odnieść wrażenie, że sędzia prowadzi walkę w określony sposób, jakby był komuś coś winien. Teraz jest znacznie lepiej. Pozytywna sprawa to wszystkie zmiany związane z ochroną medyczną pięściarzy, opieką lekarską przed, w trakcie i po walce. To niezmiernie ważne, bo to brutalny, wyniszczający zdrowie sport. Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy podobnie jak ja żyją boksem.