Zapraszamy do głosowania na swojego faworyta w 83. Plebiscycie „PS” na Sportowca Roku!

 

Drugiego takiego zespołu w polskim sporcie nie ma i zapewne długo nie będzie. Drużyna juniorów Sebastiana Pawlika i Macieja Zendeła zdominowała rywalizację najpierw wśród kadetów, a później juniorów w sposób bezdyskusyjny. Przez cztery lata Biało-Czerwoni wygrywali mecz za meczem i turniej za turniejem, biorąc wszystkie łupy, jakie były do wzięcia – mistrzostwo świata i Europy kadetów, Olimpijski Festiwal Młodzieży Europy, mistrzostwo Europy juniorów i wreszcie mistrzostwo świata U-21.

Choć trudno w to uwierzyć, w tym czasie przegrali tylko dwa nic nieznaczące sparingi, wygrywając wszystkie mecze o punkty! Osiem ostatnich podczas mistrzostw świata w Brnie, po których juniorów pokochali wszyscy kibice. Pomogły relacje w z decydujących spotkań mundialu pokazane przez Polsat Sport. Młodzi, gniewni Polacy w dramatycznym półfinale pokonali 3:2 Brazylię, a w finale rozbili 3:0 Kubę.

Bezczelni i bezpardonowi

– Jedziemy po złoty medal. Innego scenariusza sobie nie wyobrażamy – zapowiadał przed rozpoczęciem mistrzostw libero Mateusz Masłowski. Biało-Czerwoni dotrzymali słowa i w Brnie we wspaniałym stylu wywalczyli mistrzostwo świata U-21.

– Wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Jestem dumny, że mogłem być kapitanem tej wspaniałej drużyny – mówił Jakub Kochanowski, wybrany na MVP mistrzostw świata.
Podczas uroczystego powitania złotych juniorów w Centrum Olimpijskim w Warszawie zachwytom nie było końca.

– Wygrać 48 spotkań z rzędu, to coś naprawdę niewiarygodnego. Żaden komplement pod waszym adresem nie będzie przesadą. Jesteście spektakularnymi, bezpardonowymi i bezczelnymi, w dobrym tego słowa znaczeniu, dominatorami. Wasze mecze oglądało się z wielką przyjemnością – chwalił złotych juniorów minister sportu Witold Bańka.

Jak to się robi? – pytano trenera Pawlika. – Przede wszystkim trzeba mieć takich wspaniałych graczy – utalentowanych chłopaków, którzy poświęcili się w stu procentach siatkówce. Czuję się dumny, że mogłem pracować z tymi ludźmi – mówił szkoleniowiec.

To nie są aniołki

Do tej mieszanki wybuchowej trzeba też dodać charakter, zawziętość i waleczność. – Ci chłopcy nie są aniołkami, ale mają wielki charakter. Grzeczni chłopcy są w szkołach muzycznych, w sporcie bez zawziętości nic się nie zdziała – mówi Leon Bartman, dyrektor spalskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, w której wychowało się aż 10 z 12 złotych medalistów.

Bartman przyznaje, że z podopiecznymi czasami były kłopoty. – Najgorzej było w drugiej klasie, która zawsze jest momentem zapalnym i musieliśmy gasić różne pożary. W pewnym momencie zagroziłem nawet, że zrobimy klasę dla tych, którzy chcą się uczyć, a reszcie podziękujemy. Ci chłopcy mają charakter i odporność, nie wymiękają w trudnych momentach. Są dwa typy zawodników. Jeden przy meczbolu krzyknie: „Graj do mnie”, drugi modli się, żeby tylko nie dostać piłki. My mamy w drużynie ten pierwszy model. Może dlatego ta drużyna nie przegrała meczu – mówi Bartman senior.

Podbijają PlusLigę, kadra czeka

Po wywalczeniu złotego medalu w Brnie zespół dominatorów przestał istnieć, bo wszyscy zawodnicy skończyli wiek juniora. Ale mistrzowie świata nie dają o sobie zapomnieć. Prawie wszyscy trafili do drużyn PlusLigi, kilku z nich gra w swoich ekipach pierwszoplanowe role. W Indykpolu AZS Olsztyn zachwyca Kochanowski. Jednym z liderów ONICO Warszawa stał się Bartosz Kwolek, szansę gry regularnie dostają w Cerradzie Czarnych Radom Tomasz Fornal, Jakub Ziobrowski i Norbert Huber, Masłowski w Resovii wygrywa rywalizację ze znacznie bardziej doświadczonym Pawłem Ruskiem, a na Łukasza Kozuba stawia trener MKS Będzin.

Złoci juniorzy już w 2018 roku mają szeroka ławą przebić się do składu pierwszej reprezentacji Polski, w której zdążył już w imponującym stylu zadebiutować Kochanowski. Jego koledzy czekają w kolejce i podczas igrzysk olimpijskich w Tokio mają stanowić o sile zespołu narodowego. W kadrze juniorskiej już dążyli udowodnić, że razem są nie do zatrzymania.

ONI WYWALCZYLI MISTRZOSTWO

Rozgrywający: Radosław Gil, Łukasz Kozub; atakujący: Damian Domagała, Jakub Ziobrowski; środkowi: Norbert Huber, Jakub Kochanowski, Jarosław Mucha; przyjmujący: Tomasz Fornal, Bartosz Kwolek, Szymon Jakubiszak; libero: Jędrzej Gruszczyński, Mateusz Masłowski.
Trenerzy: Sebastian Pawlik i Maciej Zendeł.

- Zasłużyli na nominację w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” i trzymam za nich kciuki. Jestem przekonany, że niedługo najlepsi z nich będą stanowili o sile dorosłej reprezentacji Polski. Jestem optymistą, bo to świetna grupa – uważa trener mistrzów świata juniorów z 1997 roku Ireneusz Mazur.

- Oni budzą wielki szacunek Ten zespół jest wyjątkowy, niepowtarzalny i wspaniały. Nie wiem, czy w jakiejkolwiek dyscyplinie sportu istnieje na świecie inna drużyna, która w tak bezdyskusyjny sposób zdominowała rywalizację. To, co ci chłopcy zrobili w ciągu czterech lat, naprawdę budzi wielki szacunek. Czapki z głów i wielkie słowa uznania dla trenerów, Szkoły Mistrzostwa Sportowego i przede wszystkim samych zawodników - dodał.

- To jest wyjątkowy rocznik. Utalentowani, świetni młodzi ludzie z charyzmą, czasami zachowujący się na granicy bezpieczeństwa. Potrafią pokazać lwi pazur i zaleźć za skórę przeciwnikom czy sędziom. To nie są chłopcy ze szkółki niedzielnej, ale twardziele. Zasłużyli na nominację w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” i trzymam za nich kciuki. Jestem przekonany, że niedługo najlepsi z nich będą stanowili o sile dorosłej reprezentacji Polski. Jestem optymistą, bo to świetna grupa - zakończył ekspert Polsatu Sport.