Piłka nożna

1 liga: Zwycięstwo Podbeskidzia w debiucie...

Adrian Janiuk: W mediach pojawiło się wiele różnych wersji odnośnie rozstania z trenerem Janem Kocianem. Jak to faktycznie wyglądało?

 

Tomasz Mikołajko: Po odejściu trenera Dariusza Dźwigały, który odszedł od nas za porozumieniem stron, bardzo zależało nam, żeby zatrudnić uznanego szkoleniowca. Słowacki szkoleniowiec osiągał świetne wyniki z Ruchem Chorzów i stwierdziliśmy, że zatrudnienie go będzie właściwym krokiem. Na tamtym etapie wydawało się, że zagraniczny trener jednocześnie znający polskie realia będzie w stanie pracować w Podbeskidziu przez dłuższy czas. Jeśli chodzi o naszą współpracę, wszystko początkowo układało się jak należy. Jednak trzy dni przed pierwszym meczem nowego sezonu Kocian poprzez swoich prawników zadeklarował, że chce rozwiązać umowę z winy klubu i otrzymać całość wynagrodzenia do końca kontraktu. Ta propozycja wydała mi się absurdalna, zwłaszcza, że nie było żadnych podstaw, aby rozwiązać kontrakt z winy Klubu.

 

Co nim kierowało, że z dnia na dzień chciał opuścić klub? Uzasadnił swoją decyzję w jakikolwiek sposób?

 

Od tamtej chwili nie miałem z nim żadnego kontaktu. Nie odbierał telefonów, nie oddzwaniał, jednym słowem unikał kontaktu. Jedynie poinformował nas pisemnie, żebyśmy kontaktowali się z nim jedynie poprzez jego prawników. Czytałem wywiady z nim, z których dowiadywałem się różnych faktów, ale męskiej rozmowy między nami nie było. Proszę sobie wyobrazić, że to wszystko zdarzyło się na 3 dni przed startem ligi.

 

Co w takiej sytuacji mówią przepisy PZPN-u?

 

Przepisy w sposób precyzyjny wskazują, w jakich sytuacjach trener może rozwiązać kontrakt z winy Klubu. Żadna z sytuacji opisanych w przepisach w przypadku Kociana nie zaistniała. Nie zgodziliśmy się więc na propozycje wypłaty trenerowi wynagrodzenia do końca kontraktu bo nie było ku temu żadnych podstaw. Wtedy trener przedstawił zwolnienie lekarskie. Według przepisów, gdy trener jest chory jego obowiązki przejmuje asystent. Dariusz Fornalak przejął stery, ale sytuacja w klubie była fatalna. W pierwszych czterech meczach ponieśliśmy aż trzy porażki, więc musieliśmy reagować. Sztab szkoleniowy Kociana musiał odejść, a tymczasowym trenerem został Adam Nocoń, który jest z nami do dziś.

 

Wcześniej trener nikogo nie informował o swoich problemach zdrowotnych?

 

Nie twierdzę, że Kocian wymyślił chorobę. Jednak jest to pewien zbieg przypadków, który daje do myślenia. Fakt jest taki, że trzy dni przed meczem zostaliśmy bez trenera, z którym nawet nie mieliśmy kontaktu. Sztab i asystenci również nie wiedzieli co się dzieje. Piłkarze mieli mętlik w głowach, bo kapitan statku nagle odchodzi i płynie w przeciwnym kierunku. Ta sytuacja musiała odbić się na wynikach i tak się stało. Mentalność w sporcie jest bardzo istotna, a w przypadku Podbeskidzia została ona mocno zachwiana.

 

Na tę chwilę wszystko jest sprecyzowane jak należy i sprawa z trenerem Kocianem została zamknięta raz na zawsze?

 

Zgadza się. Na nasze szczęście Kocian wyzdrowiał i pod koniec października pojawił się w klubie zwarty i gotowy do pracy. Przyjechał w towarzystwie swoich prawników. Wówczas doszło do rozwiązania umowy, ponieważ nie wyobrażaliśmy sobie dalszej współpracy. Trener dostał należyte odszkodowanie, którego wysokość była ustalona przy zawieraniu kontraktu i temat jest zakończony. Dziwię się, że trener w mediach porusza jeszcze te kwestie, ponieważ to uderza bezpośrednio w jego osobę i niestety w nasz klub również. Wszelkie twierdzenia, wg których kontrakt został rozwiązany z winy klubu a trenerowi przysługuje jakiekolwiek dalsze odszkodowanie są bezpodstawne. Klub działał zgodnie z przepisami PZPN i w pełni wywiązał się z wszelkich zobowiązań kontraktowych wobec Kociana.

 

Trener Kocian stwierdził, że współpraca z dyrektorem sportowym – Andrzejem Rybarskim była niemożliwa. Najwidoczniej to było podłożem nieporozumień?

 

To jest nonsens. Spełniliśmy w zasadzie wszystkie prośby trenera przed nowym sezonem. Mianowicie, wzmocniliśmy zespół tak jak on sobie tego życzył. Daliśmy mu praktycznie wolną rękę w działaniach na rynku transferowym, choć nie było to do końca po naszej myśli. W pełni mu zaufaliśmy, ale niestety przejechaliśmy się na tym. Po tej nauczce mamy inną filozofię. Zmieniliśmy podejście odnośnie sprowadzania zawodników. Teraz nie działamy na zasadzie widzimisię trenerów. Pozyskując piłkarza musi być porozumienie szkoleniowca ze sztabem sportowym, który powołaliśmy. Nie może być tak, że dany trener rzuca sobie pewne nazwiska, a my bierzemy je w ciemno. Najpierw musimy je zweryfikować. Uważamy, że jest to o wiele zdrowsze i pewniejsze dla klubu.

 

Można wręcz powiedzieć, że zarząd Podbeskidzia dał wolną rękę trenerowi Kocianowi w działaniach?

 

Poniekąd tak. Podam kolejny przykład. W letnim okresie przygotowawczym trenerowi zależało na zagranicznym zgrupowaniu. Choć wiadomo, że latem w Polsce są świetne warunki do przeprowadzenia obozu. Jednak przystaliśmy na jego prośbę i zgodziliśmy się na wyjazd na Słowację. Oczywiście trener argumentował to tym, że tam są lepsze warunki do pracy. Tam płaci się w euro, ale mimo wyższych cen przystaliśmy na tę prośbę. Mimo, że sytuacja w klubie nie jest łatwa po spadku z Ekstraklasy i często musimy się głowić, żeby spiąć budżet. Było to dla nas duże wyzwanie finansowe. Robiliśmy naprawdę wszystko, żeby trener był zadowolony ze współpracy, a tuż przed startem ligi przeżyliśmy szok.

 

Ciąg dalszy na drugiej stronie.