Piłka nożna

1 liga: Zwycięstwo Podbeskidzia w debiucie...

 

Wspomniał Pan o obecnym trenerze Adamie Noconiu. Skąd pomysł na tego bądź, co bądź nieznanego w branży szkoleniowca.

 

Patrząc na rynek trenerski w Polsce stwierdziłem, że trzeba wysiąść z tej karuzeli. Naszym założeniem było poszukać trenera, który nie dostał wcześniej szansy pracować na tym poziomie. Nie ukrywam, że wzięliśmy przykład z Jagiellonii Białystok, w której po odejściu Michała Probierza można było spodziewać się gorących nazwisk, a ostatecznie zatrudniono solidnego trenera z Nice 1 Ligi - Ireneusza Mamrota. Stwierdziliśmy, że skoro wicemistrz Polski podjął ryzyko, to nam również może się to opłacić. Uznaliśmy, że odpowiednim krokiem będzie zatrudnienie trenera bez głośnego nazwiska, a który będzie miał ogromną motywację do pracy. Życzę sobie, żeby karuzela w Bielsku-Białej się skończyła na dobre i oby trener Nocoń pracował z nami jak najdłużej.

 

Trener Nocoń objął Podbeskidzie, które było wówczas w bardzo trudnej sytuacji. Dlatego, że dał radę podnieść zespół został w tym trenerem docelowym?

 

Zgadza się, trener był w trudnym położeniu. Nie mógł dokonać ruchów transferowych. Ponadto to nie on przeprowadził obóz przygotowawczy, a jak pokazał początek sezonu braki w przygotowaniu fizycznym były. Jednym słowem musiał wziąć to co było. Zaimponowało nam to, że ani razu nie narzekał na sytuację jaką zastał. Wziął na klatę trudną sytuację i skupił się na pracy. Dość szybko odmienił grę zespołu.

 

Jakie cele wyznacza sobie Podbeskidzie przed rundą rewanżową?

 

Przede wszystkim chcemy odmłodzić zespół. Budujemy drużynę na przyszłość i planujemy rozstać się ze starszymi zawodnikami. Młodzież puka do drzwi pierwszego zespołu i teraz jest idealny moment na to, żeby odważniej na nich postawić. Jeśli chodzi o cele sportowe, będziemy się skupiać na wygrywaniu kolejnych meczów. Kluby, które awansowały w zeszłym sezonie na półmetku Nice 1 Ligi również nie były w czubie tabeli. Wiadomo, że wystarczy seria trzech, czterech wygranych spotkania i za chwilę można być w czołówce. Osobiście uważam, że mamy naprawdę mocny zespół, który jest w stanie całkowicie inaczej prezentować się na wiosnę. „Górale” są waleczni i charakterni, dlatego jestem dobrej myśli.

 

Krystian Kujawa, Marcin Sierczyński, Szymon Sobczak oraz doświadczeni Mariusz Magiera i Tomasz Podgórski zostali wystawieni na listę transferową. Za wszelką cenę chcecie się z nimi pożegnać już zimą?

 

Jeśli chodzi o Magierę i Podgórskiego to są to zawodnicy o uznanej marce i powinni pójść do klubów, w których będą grać. Nasz sztab szkoleniowy w rundzie jesiennej nie korzystał z nich zbyt często, a to z pewnością było dla nich frustrujące. Mariusz i Tomek zostali sprowadzeni po spadku z Ekstraklasy. Wówczas liczyliśmy, że pomogą nam w powrocie do elity. Teraz nasza filozofia się zmieniła i stąd taka decyzja. Ponadto są wysoko na naszej liście płac, a sztab szkoleniowy nie będzie z nich korzystał. Myślę, że im również wyjdzie na dobre, jeśli odejdą już zimą. Są jeszcze w takim wieku, że spokojnie znajdą sobie klub, w którym będą grać. Kujawa, Sierczyński oraz Sobczak także dostali wolną rękę w poszukiwaniu nowego pracodawcy. Zobaczymy jak potoczą się ich losy.

 

Podbeskidzie współpracuje z klubami Ekstraklasy, jeśli chodzi o ruchy transferowe?

 

Nie mamy podpisanych żadnych umów z dużymi klubami z Ekstraklasy. Współpracujemy z małymi klubami z regionu i do nich oddajemy młodych graczy na wypożyczenie. Powoli zaczynamy jeździć po Europie, żeby nawiązać współpracę z klubami zagranicznymi. Jeśli zaś chodzi o Polskę, to najlepiej dogadujemy się z Lechem Poznań. Wcześniej był u nas Robert Gumny, a teraz mamy Pawła Tomczyka. Zawodnicy „Kolejorza” dają nam dużą jakość, a my odwdzięczamy się im możliwością rozwoju. Gumny po przygodzie z Podbeskidziem był gotowy do gry w pierwszym składzie Lecha.

 

Jeszcze nie tak dawno w Podbeskidziu grało dużo Słowaków, czy innych piłkarzy z zagranicy. Teraz kadra wygląda zupełnie inaczej. Proporcje zostały odwrócone względem polskich piłkarzy do tych z zagranicy.

 

Nasza rada transferowa skłania się ku pozyskiwaniu Polaków i graczy z regionu. Zaczęliśmy od sprowadzenia Łukasza Hanzela, Pawła Moskwika czy Łukasza Sierpiny. W dalszej perspektywie myślimy o pozyskaniu zawodników którzy wywodzą się z Podbeskidzia i myślimy w dalszej perspektywie o Damianie Byrtku, Mateuszu Kupczaku czy Maćku Sadloku. Marzymy o tym, żeby ponownie występowali w naszych barwach. Jeszcze niedawno w naszej szatni dominował język słowacki, ale to już się zmieniło. W tej chwili mamy trzech zagranicznych piłkarzy.

 

Pojawiły się nawet doniesienia, że „Górale” chcą być sprawcami prawdziwych bomb transferowych i myślą o pozyskaniu Tomasza Jodłowca i Macieja Sadloka. Jak Pan odniesie się do tych rewelacji?

 

Realnie o tym myślimy, choć zdajemy sobie sprawę, że nie jest to temat na już. W przypadku Maćka sądzę, że jest to kwestia powiedzmy kilku lat. W wieku 32-33 lat sądzę, że byłby zainteresowany grą u nas. Na tę chwilę tematu „Jodły” również nie ma, zarówno ze względów ekonomicznych jak i sportowych. Tomek póki co walczy o zupełnie inne cele niż my. Jednak w przyszłości jest w Podbeskidziu mile widziany.

 

Jak bardzo spadek z Ekstraklasy skomplikował sytuację Podbeskidzia? Patrząc co roku na spadkowiczów ewidentnie widać, że nie jest im łatwo odnaleźć się w innej rzeczywistości.

 

Przykłady można mnożyć. Polonia Bytom, Odra Wodzisław, czy nawet Widzew Łódź oraz ŁKS Łódź poszły szybko w dół. Teraz zderzenie ze ścianą przeżyły Ruch Chorzów i Górnik Łęczna. Dlatego rozsądnym posunięciem byłoby wprowadzenie czegoś w rodzaju płaszcza ochronnego na wzór Anglii czy Niemiec, gdzie pomaga się klubom po spadku. Mówię to z własnego doświadczenia, że naprawdę jest trudno spiąć budżet na tyle, żeby poradzić sobie finansowo i sportowo tak, żeby nie musieć kadry zbytnio uszczuplać.