Mateusz Borek: Jaki był dla ciebie rok 2017?

 

Tomasz Adamek: Myślę, że udany, dlatego że wygrałem dwie walki! Jestem zdrowy i praca, którą sobie założyliśmy, została wykonana. Żadnej kontuzji, Bogu dziękować!

 

18 lat stuknęło ci na zawodowym ringu, bo debiutowałeś w 1999 roku. To jest twoim zdaniem długo, jeszcze nie za długo czy za długo?

 

Każdego dnia dziękuję Bogu za lata świetnej kariery, bo to przecież jeszcze 120 walk amatorskich plus zawodowe walki. Tyle wojen, robienie wagi, bo to też pewnie skróciło mój czas o rok-dwa w ringu. Waga kończy każdego zawodnika, więc gdybym ją robił, to już bym nie walczył. Szybko poszedłem po porażce do wagi cruiser, a potem znalazłem się w wadze ciężkiej, to jeszcze mogę pokazać się kibicom z dobrej strony.

 

Nigdy sobie nie wyobrażałeś koło 2009, 2010 roku, że w 2018 roku możesz być czynnym pięściarzem, bo wtedy prognozowałeś, że "35 i kończę".

 

Tak się przeważnie przyjmuje, że w takim wieku kończy się karierę, bo organizm jest wykończony. A tutaj stary Adamek cały czas się dobrze rusza i kibice zobaczą go w 2018 roku.

 

Sport to uzależnienie?

 

Jeśli nie trenuję, to czuję się bardzo źle: taki leniwy, ospały... A jak zaczynam trenowac, biegać, uderzać w worek, to przychodzi energia i dostaję nowe życie. Czuję się nie na 41 lat, tylko na 20-kilka!

 

18 walk stoczyłeś w wadze ciężkiej. Te nazwiska są imponujące, oczywiście kilka pojedynków było dla ciebie trudnych, ale Gołota, Kliczko, Arreola, Chambers, Cunningham, Estrada robią wrażenia. Było tych rywali kilku. To jest jednak paradoks, że byłeś na szczycie wagi półciężkiej, cruiser, a dzisiaj trudno sobie wyobrazić, że ktoś bierze pas IBF i oddaje go federacji, bo nie widzi szans na wielką kasę.

 

Tak też było. Szukaliśmy przeciwników, ale niektórzy odmawiali. Pasek sobie stoi na szafce, ale pieniędzy nie przynosi, więc trzeba było szukać rozwiązania. Pomyśleliśmy więc o wadze ciężkiej.

 

Szukaliście też unifikacyjnej walki w wadzie cruiser. Była oficjalna propozycja dla Krzysztofa Włodarczyka?

 

Zawsze starałem się unikać konfrontacji z rodakami. Chcieliśmy się bić z Niemcami, szukaliśmy rozwiązań, ale nikt nie był zainteresowany. Ziggy powiedział więc "waga ciężka".

 

Jeśli miałbyś telefon w ostatniej chwili od Wildera, Joshuy czy też Fury'ego, to zdecydowałbyś się na walkę o wielką kasę, mając trzy tygodnie na przygotowania?

 

Nigdy! Najważniejsze jest zdrowie w ringu, a jeśli na to nie patrzymy, to rzeczywiście można jechać... Ja tak nigdy nie robiłem i nigdy tak nie zrobię, dlatego że szanuję swoje zdrowie. Jeżeli mam chociaż 8 tygodni na przygotowanie, to mogę wyjść z każdym do ringu i mogę wygrać.

 

Która z twoich porażek była do uniknięcia?

 

Najbardziej żałuję porażki z Kliczką. Wtedy nie posłuchałem Ziggy'ego, który mówił bym jechał do Polski na 8-10 tygodni. Ja pojechałem na 10 dni... Uważam, że te ciężkie przygotowania sprawiły, że złapała mnie aklimatyzacja... Byłem ospały, zawiodłem kibiców. Myślałem, że powalczę i powojuję. Rok 2018 będzie moim ostatnim, stoczę dwie walki i koniec.

 

Czyli rok 2018 jest ostatnim w karierze Tomasza Adamka i nie będzie już powrotu.

 

Nie, bo nie ma co przesadzać. Jestem zdrowy, mam kochającą żonę i córki. Wracam, bo chcę, bo chcę poczuć adrenalinę, trenuję ciężko...

 

To byłaby też fajna historia, gdybyś zakończył karierę po dwóch wygranych w 2018 roku. Miałbyś cztery zwycięstwa z rzędu z solidnymi nazwiskami, pojawiłyby się oferty, a Ty świadomy swego powiedziałbyś "pas".

 

Dobrze, że mam mądrą żonę i nie straciłem pieniędzy, bo inaczej pewnie bym... balował! Często tak jest, że pięściarze wracają po latach, bo kończą się pieniądze.

 

Nie przeraża cię takie życie po życiu? Całe życie byłeś w boksie, a tego zabraknie...

 

Nie, dlaczego? Będę miał coś do roboty! Możemy pobawić się w trenerkę, menadżerkę czy promotorkę. Pasuje mi krawat i koszula!

 

Miałeś okazję porozmawiać w Częstochowie z wiceministrem sportu Jarosławem Stawiarskim czy też Marianem Kmitą. Podoba ci się rola ambasadora, który będzie miał wkład wizerunkowy albo i trenerski w odbudowę polskiego boksu amatorskiego?

 

Zdecydowanie tak! Na tym znam się najlepiej, na tym zjadłem zęby. Wiemy, że dzisiaj nie ma trenerów w Polsce, więc jeśli nikt nie przekaże tym chłopakom wiedzy, to nadal będzie niskim poziom.

 

Czyli 2018 rok i jeszcze dwa razy zobaczymy ten palec...

 

Dwa razy ten palec, wygrywamy i kończymy. A później zobaczymy, co z boksem, z zabawą w promotorkę...

 

Cała rozmowa z Tomaszem Adamkiem w załączonym materiale wideo.