Zimowe

Nowakowska opowiada, jak biathlonista spędza...

Marcin Muras: W tym sezonie ponownie wystartowałaś w biathlonowym Pucharze Świata po ponad rocznej przerwie. Co poczułaś na starcie w Ostersund?

Weronika Nowakowska: Tęskniłam za bardzo wyjątkową atmosferową Pucharu Świata oraz za ludźmi, którzy tworzą tą małą biathlonową rodzinę. Było mi bardzo przyjemnie i poczytuję swój powrót za swego rodzaju sukces.

Kiedy mała Wera stwierdziła, że chce zostać biathlonistką? Był wcześniej jakiś inny sport?

Zaczynałam od biegów narciarskich. Podobało mi się to do czasu aż dostałam karabin i miałam szansę spróbowania strzelania. Choć byłam fatalnym strzelcem, szczególnie na początku, to biathlon wydawał mi się tak interesujący, że zdecydowałam, że nie wyobrażam sobie uprawiać innego sportu. Jedyną dyscypliną, która miała szanse zagrozić mojej biathlonowej karierze, było kolarstwo górskie, którym pasjonuję się do dziś.

Który ze swoich pierwszych startów wspominasz najbardziej?

W biathlonie wystartowałam poza konkurencją. Byłam wówczas za młoda, żeby dostać możliwość normalnego udziału w zawodach. Całkiem nieźle się wtedy zaprezentowałam w Jakuszycach mimo trudnej pogody. Jeśli chodzi o zawodowy sport, to debiut w Pucharze Świata. Pamiętam, że strzeliłam trzy rundy karne i zajęłam 52. miejsce. Udało mi się dostać do biegu pościgowego, a wtedy poczytywałam to jako naprawdę duży sukces.

Czy medale w Kontiolachti zmieniły coś w Twoim życiu? Miały duży wpływ na Twoje życie?

Medale mistrzostw świata poza satysfakcją i spełnieniem dały mi po prostu spokój. Czułam, że te wszystkie lata, które poświęciłam na uprawianie zawodowego sportu, nie poszły na nic. Nie kończę kariery ze świadomością, że nie osiągnęłam żadnego spektakularnego sukcesu. Jestem usatysfakcjonowana. Dało mi to stabilizację finansową.

Poziom kobiecego biathlonu jest niezwykle wysoki. Czasem trudno wskazać faworytki. To grupa wielu dziewczyn, które mogą dobrze wypaść i wskoczyć na podium. Wcześniej nie było tego na takim poziomie.

Z perspektywy kibica jest to bardzo fascynująca dyscyplina. W biegach narciarskich o tytuły ściga się około trzech, czterech, czy pięciu zawodniczek. Jeśli nie wydarzy się jakaś katastrofa, to mniej więcej można ułożyć sobie spokojnie pierwszą trójkę. W biathlonie czołówką jest trzydzieści, czterdzieści zawodniczek. Każda z nich może danego dnia wypalić. My również jesteśmy w tym gronie i to jest fajne.

Czy medal olimpijski dla każdego sportowca szczególnie uprawiającego takie sporty jak biathlon to jest to najważniejsze marzenie w karierze?

Trudno mi odpowiadać za wszystkich sportowców, choć tak mi się wydaje. Pierwszym celem jest nosić ten zaszczytny tytuł olimpijczyka. Ja już mam to za sobą. Mam medale mistrzostw świata, mam medale mistrzostw Europy, stałam na podium Pucharu Świata. To jedyny medal, którego brakuje mi w kolekcji. Byłoby fajnie, gdyby za trzecim razem się udało.

Cała rozmowa Marcina Murasa z Weroniką Nowakowską w załączonym materiale wideo.