Gortat na parkiecie przebywał 19 minut i trafił trzy z pięciu rzutów z gry oraz jeden z dwóch wolnych. Jego dorobek uzupełnia pięć zbiórek. Miał także dwie straty i popełnił jeden faul. Zarówno o postawie Polaka, jak i jego kolegów praktycznie nie można powiedzieć nic dobrego. Wizards nawet przez moment w tym meczu nie prowadzili. Po pierwszej połowie przegrywali dziesięcioma punktami, a w drugiej spisywali się jeszcze słabiej.

 

Skuteczność rzutów z gry "Czarodziejów" wyniosła zaledwie 36,6 proc. Dwie największe gwiazdy stołecznej drużyny - John Wall i Bradley Beal - trafiły łącznie tylko w sześciu z 26 prób. - To było po prostu straszne. Nic w tym meczu nam nie wychodziło, ani w ataku, ani w obronie. To jedno z tych spotkań, o których chcesz jak najszybciej zapomnieć - przyznał Beal.

 

Wśród zwycięzców najlepszy był Rondae Hollis-Jefferson, który uzyskał 21 pkt i 11 zbiórek. Kolejny mecz Wizards rozegrają już w sobotę, we własnej hali, z Orlando Magic (11-22).

 

W Konferencji Wschodniej wciąż prowadzi ekipa Boston Celtics (26-9), która minionej nocy nie grała. Na Zachodzie natomiast miano lidera stracili koszykarze Houston Rockets (25-6). Teksańczycy ulegli u siebie Los Angeles Clippers 118:128.

 

To była druga z rzędu porażka "Rakiet" i jednocześnie drugi kolejny mecz, w którym 51 punktów zdobył ich rozgrywający James Harden. W NBA od marca 2007 roku nie było zawodnika mogącego się pochwalić co najmniej dwoma następującymi po sobie spotkaniami z minimum 50-punktowym dorobkiem. - Przegraliśmy, nic innego się nie liczy - podkreślił Harden.

 

Clippers do wygranej poprowadził Austin Rivers, który zdobywając 36 pkt ustanowił rekord kariery.

 

Teraz najlepszy bilans ma zespół Golden State Warriors (26-6). Obrońcy tytułu we własnej hali wygrali z Los Angeles Lakers 113:106, a prym w ich szeregach wiódł Kevin Durant - 33 pkt, siedem zbiórek, siedem asyst i cztery bloki.