Okazuje się, że Jacek Magiera nie może długo wytrzymać bez sportu, bowiem dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia wziął udział w turnieju siatkonogi w podczęstochowskim Olsztynie.

Krystian Natoński: Okres świąteczny to czas wypoczynku, wyciszenia, ale również możliwość spotkania starych znajomych. W pana przypadku nie brakuje także rekreacji za sprawą turnieju w siatkonogę.

Jacek Magiera: Oczywiście tak. Jest to czas, aby spotkać się z byłymi zawodnikami, kolegami, z którymi się grało i trenowało w Rakowie Częstochowa. Jestem stałym bywalcem w miarę możliwości. Drugi raz biorę czynny udział w turnieju siatkonogi. Moje występy są możliwe co dwa lata, bo co dwa lata przyjeżdżam do Częstochowy na święta. Fajna sprawa. Trzeba się z tego cieszyć, bo można się spotkać, pobiegać, pograć, powspominać dobre czasy i trochę też rywalizować, bo to też jest ważne. Poziom z tego co widzę z roku na rok jest coraz wyższy.

Jak pan się czuje w tej odmianie piłki nożnej? Bo jednak to wymaga sporej techniki i kondycji fizycznej.

Nasze hasło brzmi „liczy się sport i dobra zabawa”. Tworzę parę regularnie z Wojtkiem Marczykiem. Nie patrzymy tutaj, żeby wygrywać ten turniej. Bardziej gramy dla publiczności, aby ona widziała jak najwięcej tricków. Gramy po prostu widowiskowo, często ryzykując, robiąc rzeczy pod prąd, aby kibice się cieszyli, bawili i bili brawo.

Liczy się także cel, bowiem dochody z turnieju trafią na cele charytatywne.

Tak jest. Możemy pomóc, zbieramy pieniądze. Było wpisowe, jest też puszka do której można coś wrzucić, także jest to przyjemne z pożytecznym. Ja jestem przekonany, że ten turniej za jakiś czas będzie miał rangę ogólnopolską i będzie tutaj przyjeżdżało wielu zawodników z całego kraju.

Patrząc na uczestników, to śmiało mogłaby powstać z tego grona drużyna co najmniej drugoligowa.

Na pewno tak, chociaż nie mamy tutaj żadnego bramkarza, czyli trzeba byłoby poszukać jeszcze kogoś na tę pozycję, ale faktycznie mamy tutaj pomocników, obrońców, napastników. Są tutaj byli reprezentanci Polski, być może także przyszli, bo jest kilku młodych zawodników. Jest też jeden siatkarz, także sport łączy nie tylko piłkarzy, ale również ludzi z innych dyscyplin.

Jak będzie pan wspominał 2017 rok?

To był świetny rok. Taki, w którym było mnóstwo doświadczeń, w którym jako trener zdobyłem swoje pierwsze mistrzostwo Polski. Odrobiliśmy z Legią Warszawa dwanaście punktów straty, wcześniej graliśmy w Lidze Mistrzów, awansowaliśmy do fazy pucharowej Ligi Europy. Odpadliśmy minimalnie z Ajaksem Amsterdam, z późniejszym finalistą, przegrywając 0:1. Porażka na pewno nie cieszy, ale graliśmy dobrze. We wrześniu zakończyła się moja praca w Legii Warszawa. Następnie spędziłem czas na wielu konferencjach, gdzie wychodziłem do trenerów, rozmawiałem, przygotowywałem się do nowej pracy. Rok jak najbardziej udany, taki, który będę miło wspominał.

Na początku tego roku był pan trenerem w Legii, a teraz będzie pan pracował w PZPN-ie. Ciekawa zmiana.

I wielu ciekawie zareagowało, natomiast była to bardzo przemyślana decyzja. Wiele razy rozmawiałem z prezesem Bońkiem na ten temat. Jest poważny projekt do wykonania. Nie chcę w tej chwili o tym mówić. Są święta, a to czas resetu, odpoczynku. Od 2 stycznia zaczynam pracę i wchodzę w nowe środowisko z wielkimi nadziejami i chęciami do pracy.

W rozgrywkach Nice 1 ligi świetnie radzi sobie jako beniaminek pana macierzysty klub, Raków Częstochowa, który w tym momencie zajmuje wysokie trzecie miejsce w tabeli. To chyba przyjemna wiadomość?

Raków ma szansę awansować do ekstraklasy. Mam taką nadzieję i mam taką nadzieję, że ten awans zmusi włodarzy miasta do tego, aby obudzili się i w końcu zdecydowali się na budowę stadionu, który jest bardzo potrzebny z wielu punktów. Częstochowa jest jedynym miastem o takiej liczbie mieszkańców, które nie ma poważnego obiektu piłkarskiego na którym mogą odbywać się mecze ekstraklasy, mecze młodzieżowych reprezentacji, koncerty, różnego rodzaju imprezy, gdzie młodzież może się wychowywać podobnie jak mnóstwo ludzi, którzy w późniejszym czasie niekoniecznie muszą być piłkarzami, ale będą sobie radzili i dawali radę w życiu jako dyrektorzy różnych firm, inżynierowie. Raków wychowuje ludzi. Sam fakt, że ci zawodnicy, którzy przez te osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt pięć lat stanowili o sile Huty, czy innych miejsc pracy świadczy, że klub świetnie pracuje i wychowuje, a to jest najważniejsze. Dlatego mam nadzieję, że ten awans będzie, bo to zmusi poniekąd budowanie stadionu. Wstydem na całą Polskę byłoby gdyby Raków musiał przez lata rozgrywać swoje mecze w Chorzowie, Bełchatowie, Łodzi czy w Szczecinie. Wydaje mi się, że to nie ma sensu. Chciałbym, żeby to zakończyło się optymistycznie. Życzę Rakowowi awansu, aby ta praca, która jest wykonywana przez właściciela, prezesa, trenera, zawodników, kibiców nie poszła na marne.

Jak długo potrwa u pana przerwa świąteczna w rodzinnym mieście?

Długo nie będę w Częstochowie. Przyjechałem 21 grudnia. Będę tutaj kilka dni, a 27-28 grudnia wracam już do Warszawy. Tak jak już wcześniej wspomniałem, od 2 stycznia wracam do pracy.

Dziękuję za rozmowę i życzę Wesołych Świąt.

Dziękuję. Życzę zdrowych i pogodnych świąt dla wszystkich czytelników oraz widzów Polsatsport.pl.