Sytuacja pomiędzy Tomaszem Oświecińskim a Arturem Szpilką zrobiła się bardzo napięta już znacznie wcześniej niż kilka dni przed galą KSW 41. Pięściarz w wielu wywiadach podkreślał, że przeszłość "Stracha" definiuje jaką osobą jest debiutujący w MMA zawodnik i w jego środowisku na nim krzyżyk postawiono już dawno temu.

Oświeciński nie komentował ostrych słów Szpilki, ale do czasu. A dokładniej do momentu zwycięstwa z Popkiem Monsterem w katowickim Spodku. W wywiadzie po walce postanowił wypowiedzieć kilka słów na temat sportowej postawy pięściarza. Zupełnie przypadkowo, podkreślam - przypadkowo, Szpilka w trakcie udzielania wywiadu naszemu portalowi został poinformowany, że Mateusz Borek wywołuje go do ringu. Porywczy 28-latek, zdając sobie sprawę, który z zawodników udzielał właśnie wywiadu w klatce, na swój sposób zinterpretował prośbę o zameldowaniu się na arenie zmagań.

W drodze do klatki Szpilka, dodatkowo napędzany otaczającą publiką i słowami Oświecińskiego o bokserskich nokautach, błyskawicznie podniósł nieco temperaturę w swojej głowie i postanowił pokazać swoją wyższość nad pogromcą Popka Monstera. W ruch poszły ręce, ale na całe szczęście nikomu nie stała się żadna krzywda.

W wywiadzie po całym zajściu Szpilka przyznał, że może był zbyt porywczy i mogło obejść się bez wyprowadzania ciosów. Zdania o Oświecińskim jednak nie zmienił i stanowisko o potencjalnej walce ze Strachem też nie uległo zmianie. "Szpila" jest na razie nieugięty w tej kwestii mówi stanowcze "nie", choć w tej sprawie wiele może się zmienić.

Podsumowując, ustawki nie było, a wydarzenia KSW po prostu wytwarzają chęć rywalizacji wśród zawodników znajdujących się również poza klatką. Sekwencję zdarzeń na Twitterze przedstawił dokładnie Mateusz Borek, który czuł się zobowiązany wyjaśnić całą sprawę, a przecież w klatce sam rozdzielał agresywnego Szpilkę i wykończonego Oświecińskiego.