Założyciel i komisarz rozgrywek Mitchell Mortaza w rozmowie przyznał, że organizując pierwszy mecz w 2003 roku (sześć lat później utworzono ligę) w przerwie Super Bowl, charakter przedsięwzięcia był wyłącznie rozrywkowy.

 

"Ale potem coraz więcej kibiców chciało zobaczyć w tym sportowy wymiar. I teraz on jest dominujący, choć zachowany został element rozrywki" - zaznaczył.

 

Futbol amerykański przez wiele osób uznawany jest za typowo męski i twardy sport, więc sam fakt, że uprawiają go kobiety wzbudza zainteresowanie, ale i niekiedy kontrowersje. Reprezentantki "bieliźnianej" ligi starają się walczyć z tym negatywnym nastawieniem.

 

"W USA można się spotkać z opinią, że nie jest to sport dla małych i dorastających dziewczynek. Jest z tym trochę tak, jak w wielu europejskich krajach z piłką nożną" - analizowała Dina Karwoski, której dziadek był Polakiem.

 

Inna zawodniczka o polskich korzeniach Remy Olinzock powiedziała zaś PAP, że jej zdaniem dni, kiedy futbol był postrzegany wyłącznie jako domena mężczyzn, dawno już minęły.

 

"Wystarczy zobaczyć mecze kobiecej i męskiej ligi NFL. To nie tak, że próbujemy się ścigać z facetami, ale gramy równie twardo, jeśli nie twardziej niż oni. A fakt, że jesteśmy drobniejszej budowy sprawia tylko, że jesteśmy jeszcze bardziej zacięte i nie boimy się grać na 100 procent" - argumentowała.

 

W przypadku LFL dochodzi jeszcze kwestia skąpych kostiumów podkreślających atuty grających.

 

"Łatwiej jest +sprzedać+ sport, gdy zawodniczki są atrakcyjne" - przyznał wprost Mortaza.

 

Olinzock wspomniała, że nie przywiązuje wagi do swojego uniformu. Ma świadomość, że wiele osób ze względu na niego właśnie po raz pierwszy obejrzy spotkanie LFL, ale jest przekonana, że później śledzą rozgrywki ze względu na aspekt sportowy.

 

Kostium nie przeszkadza też Lauren Ziegler. "Jestem pewna siebie. Całe życie uprawiałam sport. Strój, w którym gra się w +plażówkę+, jest praktycznie taki sam jak nasz. Ludzie mają na ten temat swoje opinie i uprzedzenia. Niektórzy na początku myślą, że to tylko starcie atrakcyjnej zawodniczki z inną ładną buzią, która ma atrakcyjne ciało. Trzeba zobaczyć mecz, by się wypowiadać. Potem zmienia się zdanie w stu procentach" - zapewniła.

 

Karwoski z kolei dostrzega w tym przypadku walor edukacyjny.

 

"Zgadza się, nie są typowe stroje dla futbolu. Ale poprzez nie staramy się wzmocnić kobiety i pokazać im, że mogą być piękne i silne, a wszyscy inni powinni mieć świadomość, że mają one mięśnie, są silne i nie ma w tym nic złego" - apelowała.

 

Mortaza podkreślił, że nie ma obecnie w Stanach Zjednoczonych rozgrywek w sporcie kobiecym na wyższym poziomie niż LFL.

 

"Na stadiony przychodzi nawet 22,4 tys. widzów. W telewizji każdego tygodnia spotkania ogląda 63 mln ludzi na świecie" - wyliczał.

 

Ziegler uważa, że "bieliźniana" liga to zarówno sport, jak i show. Siebie postrzega jednak w pierwszej kolejności jako sportowca, a nie celebrytkę.

 

"Pracujemy bardzo ciężko na boisku i poza nim na to, co mamy. Zasłużyłyśmy na popularność, ale przede wszystkim jesteśmy zawodniczkami" - oceniła.

 

Na co dzień każda z reprezentantek LFL ma "normalne" zajęcie, które zapewnia jej utrzymanie. Karwoski np. pracuje w dziale IT, a Olinzock jest analitykiem biznesowym. W sieci trafić można na artykuł sprzed dwóch lat, w którym jedna z byłych gwiazd LFL Melissa Margulies narzeka na niskie wynagrodzenie za występy w tych rozgrywkach.

 

"Dla mnie jest ok, ale tu nie przychodzi się dla pieniędzy. Liczy się pasja" - zastrzegła Olinzock.

 

Zadowolona z pensji otrzymywanej w klubie jest też Ziegler.

 

"Na temat wysokości naszych zarobków każdy ma swoją opinię, nawet osoby spoza ligi. Mi one odpowiadają i dlatego jestem w tym od siedmiu lat. Nie mogę powiedzieć złego słowa na LFL. Wiele dziewczyn chciałoby się znaleźć na naszym miejscu, a niestety nie jest im to dane" - przekonywała.

 

Założyciel rozgrywek, odpierając zarzut niskich pensji, wskazał, że kobiecy sport jest trudniejszy w skomercjalizowaniu w porównaniu z męskim.

 

"Jesteśmy jak na razie daleko w tyle za innymi ligami. Zmierzamy jednak ku temu, by każda nasza zawodniczka mogła grać profesjonalnie. Chcemy, by już wkrótce to była ich praca. Ale to jest proces" - zaznaczył.

 

W tekście dotyczącym Margulies, która z powodu urazu musiała zakończyć karierę, pojawił się też temat ochraniaczy noszonych przez zawodniczki. Przez długi czas były one mniejsze niż sprzęt używany zwykle w tym sporcie.

 

"Kostiumy i dodatkowy ekwipunek zmieniają się u nas nieustannie od 2009 roku. W tym roku po raz pierwszy mieliśmy pełnowymiarowe ochraniacze. Stroje też ewoluują (początkowo zawodniczki występowały w bieliźnie, a z czasem zyskały bardziej sportowe, choć wciąż skąpe kostiumy - PAP). Chcemy być sportem mainstreamowym i dlatego także pod tym względem w pierwszej kolejności skupiamy się teraz na sporcie, a dopiero potem na rozrywce" - zapewnił Mortaza.

 

Ziegler jest zaś zdania, że większe ochraniacze niekoniecznie są krokiem w kierunku zapewnienia większego bezpieczeństwa.

 

"W rugby nie ma żadnych ochraniaczy i nie ma to negatywnych konsekwencji. Poza tym lepiej chyba, jeśli nie uderza w ciebie ktoś, kto ma na sobie dużo ciężkiego sprzętu" - argumentowała.

 

Na początku przyszłego roku w Polsce odbędą się trzy Mecze Gwiazd LFL. Na początek - 20 stycznia - zawodniczki zawitają do Ergo Areny w Gdańsku. Tydzień później wystąpią w Atlas Arenie w Łodzi, a 3 lutego w Tauron Arena Kraków. Ze względu na porę roku spotkania odbędą się w halach.

 

"Zastanawialiśmy się nad tym bardzo mocno, jak to będzie odbierane w Polsce. To są sportsmenki, proszę mi wierzyć. Siatkarki też występują w dość skąpych strojach, lekkoatletki również biegają i skaczą w podobnych uniformach. Oczywiście, w LFL jest sporo sex appealu, ale to są sportsmenki na najwyższym poziomie. Warto zobaczyć, co one wyprawiają na boisku" - podsumował Patryk Tyryłło, prezes firmy Pro Polska będącej promotorem tej trasy.