Głosuj na swojego kandydata w 83. Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Polski 2017 Roku

 

Nie mówcie o mnie. Prawdziwymi bohaterami są zawodnicy, ci utalentowani chłopcy, którzy poświęcili się w stu procentach siatkówce i odnieśli wielki sukces. Czuję się dumny, że mogłem z nimi pracować – mówił Sebastian Pawlik po powrocie z mistrzostw świata juniorów.

 

Od złota do złota

 

Pod jego wodzą reprezentacja Polski juniorów w wielkim stylu sięgnęła w Brnie po złoty medal, wygrywając wszystkie osiem spotkań. Złotymi juniorami, którzy z uśmiechem na ustach rozbijali kolejnych rywali, zachwycili się wszyscy kibice, komplementom nie było końca. Ale czy można się dziwić, skoro przez cztery lata młodzi siatkarze wygrali wszystko, co było do wygrania – najpierw wśród kadetów, potem juniorów? W obu kategoriach wiekowych triumfowali w mistrzostwach świata i Europy, byli najlepsi także w Olimpijskim Festiwalu Młodzieży Europy i choć trudno w to uwierzyć, przez cztery lata wygrali wszystkie 48 spotkań o punkty. – Przegraliśmy dwa mecze sparingowe. Jeden z Brazylią, drugi z Rosją. Oba te zespoły ogrywaliśmy jednak podczas mistrzowskich turniejów – mówi Pawlik, który wspólnie z Maciejem Zendełem przygotował zespół w Szkole Mistrzostwa Sportowego i prowadził złotych juniorów we wszystkich imprezach. I choć odniósł niewyobrażalny wręcz sukces, pozostaje w cieniu.

 

– Sebastian jest bardzo skromnym człowiekiem. Nie pcha się do pierwszego szeregu, nie bryluje w mediach. Skupia się na ciężkiej pracy i nie wypina piersi po ordery. Czasami odnoszę nawet wrażenie, że powinien być bardziej przebojowy, bo zasłużył na docenienie za wspaniałą pracę, którą wykonuje w szkole. To bardzo pracowity człowiek, który cały czas chce się doskonalić. Ma smykałkę do pracy z młodzieżą, potrafi uczyć i wychowywać. To pedagog z prawdziwego zdarzenia – mówi Leon Bartman dyrektor Szkoły Mistrzostwa Sportowego.

 

Zna Pawlika od sześciu lat. Gdy w 2011 roku przychodził do pracy w SMS, szkoleniowiec złotych juniorów był trenerskim praktykantem. – Przyszedł do nas zaraz po studniach na AWF w Białej Podlaskiej. Był młody, ale od początku dobrze rokował. Początkowo był w kadrze kadetów asystentem najpierw Wiesława Czai, potem Jacka Nawrockiego. Potem został pierwszym szkoleniowcem zespołu – opowiada Bartman.

 

Dobry policjant

 

Pawlik sprawia wrażenie spokojnego, skromnego człowieka. Jak zatem poradził sobie z grupą utalentowanych, ale buńczucznych młodych ludzi, którzy nie zawsze byli grzecznymi chłopcami? – Praca w szkole była pracą zbiorową, a trenerzy dzielili się obowiązkami. W rolę złego policjanta wcielał się zwykle Maciek Zendeł, który dłużej pracuje w szkole i ma większe doświadczenie. Sebastian raczej łagodził konflikty, szukał kompromisu. I jak widać, wszystko działało jak należy, a drużyna kroczyła od złota do złota – mówi Bartman.

 

Kluczem do sukcesu, obok talentu zawodników i systemu szkoleniowego wypracowanego w SMS, była doskonała atmosfera. – W tym zespole była chemia. Wszyscy dobrze się ze sobą czuliśmy – mówi Pawlik.


Gdy po powrocie z mistrzostw świata zapytano go, czy czuje się gotowy do poprowadzenia kadry seniorów, gwałtownie zaprzeczył. – Świetnie realizuję się w pracy w SMS, rozpoczynamy przygotowania do mistrzostw świata kadetów z kolejną grupą chłopców. Na tym chcę się skupić – mówił w lipcu.


Teraz, gdy przemyślał sprawę, zmienił zdanie. – Może rzeczywiście powinienem wykorzystać swoje doświadczenie w pracy w pierwszą reprezentacją Polski. Długo już pracuję z młodzieżą i znam większość zawodników młodego pokolenia, którzy będą brani pod uwagę w kontekście seniorskiej kadry. Byłoby to z korzyścią zarówno dla kadry, jak i Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Funkcję asystenta lub członka sztabu reprezentacji i trenera szkoły można chyba łączyć – mówi Pawlik. Od razu jednak zastrzega: – Cieszę się, że ktoś wpadł na pomysł wcielenia mnie do sztabu szkoleniowego pierwszej reprezentacji i jestem gotowy do rozmów. Najpierw PZPS musi jednak wybrać pierwszego trenera, który zdecyduje o tym czy byłbym mu w sztabie potrzebny – mówi trener złotych juniorów. Bohater, który nawet po serii spektakularnych zwycięstw wciąż nie zamierza pchać się do pierwszego szeregu. Woli pozostać w cieniu i spokojnie robić swoje.