Tenis

Podsumowanie 2017 roku: Tenis

Paweł Ślęzak: Finał Wimbledonu... Pamięta Pan bardziej szalony mecz, który oglądał Pan na żywo?

Wojciech Fibak: Finał Wimbledonu to było wielkie przeżycie dla wszystkich, którzy tam byli i dla tych, którzy oglądali to w przekazie telewizyjnym. To był wielki sukces Łukasza, na który nasz tenisista w pełni zasłużył. Łukasz jest nie tylko wielkim sportowcem, ale też wspaniałym człowiekiem. Jest wzorem dla innych sportowców, dla młodych tenisistów. Jest tytanem pracy, człowiekiem niezwykle zdyscyplinowanym. Przewidziałem to, kiedy rozmawialiśmy pół roku wcześniej, że jego partnerem będzie Marcelo Melo. Powiedziałem: "wygracie kilka szlemów, wiele turniejów ATP, będziecie liderami rankingu". To wspaniała wiadomość dla polskiego sportu - Łukasz jest wspaniałym ambasadorem, jest podziwiany i szanowany przez innych tenisistów, nawet takich singlistów jak Federer czy Nadal. Oni wszyscy lubią Łukasza i go szanują. Dlatego niezmiernie się cieszę, że dołożyłem do jego sukcesu maleńką cegiełkę. Łukasz to mówi w wielu wywiadach i to świadczy o jego wielkiej klasie. Oddaje w ten sposób szacunek osobom, które kiedyś mu pomogły, kiedy dorastał. Razem to czyni piękną historię.

Kiedy Łukasz zaczął nazywać Pana "Guru"?

To było już wiele lat temu, bo nasza współpraca trwa od 15 lat. Kiedy Łukasz grał jako 19, 20-latek w turniejach poznańskim i sopockim, to już wtedy go dopingowałem, doradzałem mu i wtedy się zaprzyjaźniliśmy. Ale dopiero od niedawna, choć wciąż bardzo nieśmiało mówi do mnie "Wojtku". Przeważnie mówi jednak "Guru". To też pokazuje jego klasę, osobowość, charakter. Kiedyś udałem się nawet z nim do Wrocławia jako coach, osiągnął wtedy półfinał singla. Od lat się kontaktujemy, spotykamy na turniejach czy poza turniejami, piszemy do siebie. Dlatego jest mi miło, że Łukasz osiąga takie sukcesy. Proszę nie zapominać, że teraz podziwiamy go za sukcesy deblowe, ale jeszcze niedawno był znakomitym singlistą. Osiągnął ćwierćfinał Wimbledonu, otarł się o ten ćwierćfinał innym razem, był w 1/8 finału w Australii, w US Open. Jego karta singlisty też jest rewelacyjna. Trzeba go podziwiać, trzeba się na nim wzorować. Życzę mu też jak najwyższego miejsca w Plebiscycie Przeglądu Sportowego. Mówi się, że mógłby ten plebiscyt nawet wygrać, a to byłaby wspaniała wiadomość. Agnieszka Radwańska otarła się kiedyś o zwycięstwo, mi udało się zająć trzecie miejsce w roku olimpijskim, kiedy sukcesy odnosili Irena Szewińska, Jacek Wszoła, Tadeusz Ślusarski, siatkarze... To był bardzo dobry rok dla polskiego sportu, dlatego to trzecie miejsce było znakomite. Teraz Łukasz może wygra, choć z piłkarzami będzie trudno zwyciężyć. Są Lewandowski, Glik, Włodarczyk z rekordami świata... Z drugiej strony to nie jest taki wyjątkowy rok w historii polskiego sportu. Było sporo sukcesów, ale zwycięstwo Kubota w Wimbledonie powinniśmy cenić wyjątkowo wysoko. Dotąd było tak, że Łukasz bardzo często mnie podganiał i mamy bardzo podobne wyniki. Dlatego trzecie miejsce już byłoby wspaniałe. A gdyby było to miejsce drugie czy pierwsze to dla tenisa byłoby to rewelacyjne osiągnięcie.

Łukasz Kubot twierdzi, że uczeń nie przerósł jeszcze mistrza. A Pan jak uważa?

Łukasz jest skromny i mówi: "Guru nie wygrał nigdy Wimbledonu, ale z drugiej strony Guru grał zawsze i w singla i w debla". Twierdzi też, że musi jeszcze wygrać wiele turniejów ATP, żeby mnie dogonić. To miłe z jego strony. Ja go jednak podziwiam, do tego się przyjaźnimy. Noszę go w sercu i każdy jego sukces jest wielką radością. Zawsze jestem jedną z pierwszych osób, które po jego sukcesie wysyłają mu gratulacje. Przed meczami też staram się go natchnąć, mówiąc: "Fruwaj! Śmiało, to jest twoja trawa". Mamy takie różne kody, żeby jeszcze bardziej go natchnąć. Przeważnie się udaje.

Wrócę jeszcze na chwilę do finału Wimbledonu i momentu, jak po wygranej Łukasz skierował się w stronę waszego boksu. Jakie były pierwsze słowa Łukasza w Pana kierunku i Pana do Łukasza?

Nie mogliśmy w uwierzyć w to co się stało, bo i finał i półfinał, a także poprzednie mecze to były thrillery, w których wszystko mogło się zdarzyć. Hitchcock nie wymyśliłby lepszego scenariusza do tych prawdziwych wydarzeń. W finale do końca nie było wiadomo kto wygra. Ja tylko pamiętam łzy i pot Łukasza na sobie. Dwa razy bardzo mocno mnie objął i trzymał mnie w uścisku. Chyba nic nie mówiliśmy, bo Łukasz bardzo mocno mnie trzymał i nie mógł wykrztusić słowa. Ja tylko mówiłem: "niewiarygodne Łukaszku, jesteś bohaterem". Obok był Ryszard Krauze, byli także Czesi i oczywiście Brazylijczycy, którzy są bardzo głośni i ekspresyjni. My przeżywaliśmy to po cichu, bo Łukasz i Marcelo niby byli faworytami, ale wszystko wisiało na włosku.

 

Głosuj na Łukasza Kubota w 83. Plebiscycie Przeglądu Sportowego na Najlepszego Sportowca Polski 2017 Roku

Cały wywiad w załączonym materiale wideo.