Głosuj na swojego kandydata w 83. Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Polski 2017 Roku

 

Joanna Mazur/Michał Stawicki

 

Nominacja dotyczy przede wszystkim biegu na 1500 metrów w Londynie, co więcej, rozegranym tego samego dnia, tylko kilka chwil po wspaniałym sukcesie Barbary Niewiedział. Niedowidząca Joanna Mazur i jej przewodnik Michał Stawicki (występują w kategorii T11) także wywalczyli złote medale, do tego wkrótce potem stali się gwiazdami internetu. Nawet ci kibice, którzy na co dzień nie śledzą rywalizacji niepełnosprawnych sportowców, docenili styl, w jakim duet rozegrał finisz. Jeszcze na 200 metrów przed metą biało–czerwoni biegli na ostatnim miejscu, z poważną stratą do liderów. Wtedy Stawicki zaordynował atak podobny do tego, którym od lat imponuje Adam Kszczot. 27–latka ze swoim przewodnikiem wytrzymała tempo. Mijała konkurentki jak tyczki i tuż za metą utonęła ze szczęścia w jego ramionach.

 

W tej samej imprezie Mazur i Stawicki sięgnęli jeszcze po dwa medale – srebrny na 800 i brązowy na 400 metrów. Ostatni dystans – podobnie jak jeszcze krótsze sprinty – do niedawna był zresztą jej koronnym. Ale chociaż lekkoatletka ze Szczucina była w nich w stanie bić się o tytuły w Europie, Stawicki po paraolimpiadzie w Rio de Janeiro namówił ją na poważne „wydłużenie”. Na efekty nie trzeba było długo czekać, skoro londyński finał był ich dopiero czwartym wspólnym występem w tej konkurencji.

 

W Plebiscycie nominowaliśmy duet, bo rola Stawickiego – byłego lekkoatlety i triathlonisty – jest w tej kategorii kluczowa. Joanna biega wspaniale, ale nie widzi ani bieżni, ani rywalek. On jest jej oczami. Chociaż współpracują dopiero dwa lata, zawodniczka ufa mu bezgranicznie. Co więcej, przewodnik nie tylko prowadzi ją do zwycięstw w wyścigach, ale układa obojgu całe plany treningowe.

 

– Jak widać oddałam się w dobre ręce. Opłaciły się te wszystkie ciężkie treningi – podkreślała w Londynie Mazur.

 

Barbara Niewiedział

 

Niewiedział ani myśli rozstawać się z podiami najważniejszych światowych imprez. Trudno w to uwierzyć, ale pochodząca z Opola biegaczka po raz pierwszy trafiła na salony w 2000 roku w Sydney, gdzie jako 19–latka została mistrzynią olimpijską na dystansie 800 metrów. Już wtedy rywalizującej w kategorii T20 (upośledzenie intelektualne) Polce wróżono wielką karierę i to nie tylko na długości dwóch okrążeń. Eksperci mieli rację. Mijały lata, Niewiedział eksperymentowała z objętością i rodzajem treningów i dziś jej baza wyników zawiera rekordy w aż dziesięciu różnych konkurencjach, w tym tak wymagającej, jak 10 kilometrów po ulicy. Jej rekord sprzed dwóch lat jest znakomity – 36 minut i 10 sekund. Wielokrotnie rywalizowała z pełnosprawnymi rywalkami, zawstydzając je wydolnością.

 

Największe osiągnięcia ma jednak na stadionie. Kapituła 83. Plebiscytu „PS” doceniła przede wszystkim jej trzeci z rzędu złoty medal MŚ w biegu na 1500 metrów. W Londynie zawodniczka LUKS MGOKSiR Korfantów biegła pewnie i czujnie. Przez cały wyścig kontrolowała sytuację, nie przejęła się szarżą Amerykanki Kaitlin Bonds i przybiegła na metę ze sporą przewagą nad Ukrainką Ludmiłą Daniliną. Nie przeszkodziło jej także zmęczenie po półfinale „400–metrówki”, który musiała zaliczyć kilka godzin przed decydującym wyścigiem koronnej konkurencji. Na jednym kole też zresztą wywalczyła medal, tym razem srebrny.

 

– Mogę właściwie powiedzieć, że to był zwykły dzień w biurze. Na dwóch ostatnich igrzyskach i obu mistrzostwach świata w Lyonie w 2013 roku i w Ad–Dausze przed dwoma laty nie miałam sobie równych. Cieszę się, że nic się w tej kwestii nie zmieniło – śmiała się za metą.

 

Maciej Lepiato

 

Nie miał wpływu na to, że urodził się inny niż wszyscy. Miał za to wpływ na to, że mimo końsko–szpotawego zakończenia lewej kończyny dolnej ciężką pracą wyskoczył ponad głowy rywali i od 2012 roku jest najlepszym niepełnosprawnym skoczkiem wzwyż na świecie. W mistrzostwach globu w Londynie po raz czwarty z rzędu nie zostawił rywalom cienia złudzeń.

 

Lepiato skoczył w finale 2,14 metra, o 8 centymetrów mniej od własnego rekordu życiowego, który z kolei jest o 3 cm lepszy niż... jego własny rekord świata. Takie zamieszanie wynika z przepisów, które jasno określają, że rekordowe wyniki muszą być uzyskiwane wyłącznie w zawodach bez udziału pełnosprawnych rywali. Problem w tym, że 29–latka z Gorzowa Wielkopolskiego sprawdzanie się w kategorii „open” kręci o wiele bardziej.

 

– Mimo że minęły czasy, w których wygrywałem zawody o dwadzieścia centymetrów i teraz trzeba się na skoczni mocno napracować, mnie już przede wszystkim kręci bicie rekordów – przyznał nam niegdyś. W tym roku kilkakrotnie próbował poprawiać swoje wyniki, ale w najważniejszym występie sezonu progres uniemożliwiła kontuzja stopy. – Mimo że w swojej kategorii osiągnąłem wszystko, to w skoku wzwyż open nadal mam ambicję walczyć. Na krajowym podwórku się to udaje, ale wyniki czołówki światowej są wciąż poza zasięgiem – mówi skromnie Lepiato, chociaż rok temu w Rio de Janeiro o mały włos przeskoczyłby... 2,30 m, czyli olimpijskie minimum pełnosprawnych.

 

– W 2020 roku mam zamiar – śladem największych w historii – wystąpić w Tokio w obu igrzyskach. Wtedy jako lekkoatleta byłbym spełniony – zaznaczał wielokrotnie.