Piłka nożna

Nie żyje Stanisław Terlecki

Paweł Ślęzak: Jaka był pierwsza reakcja po śmierci Stanisława Terleckiego? Szok, niedowierzanie?

Roman Kołtoń: Taki bezbrzeżny smutek, bo muszę powiedzieć, że znałem osobiście Stanisława Terleckiego od początku lat 90. i to był taki ja bym powiedział "barwny, kolorowy ptak" tego romantycznego futbolu, tego futbolu mojego dzieciństwa, taka mityczna postać. Muszę powiedzieć, że każdy jak jest dzieckiem, to gdzieś szuka idoli, takich piłkarzy, z którymi się kojarzy i wtedy młodzież w Polsce szukała takich idoli w osobach Zbigniewa Bońka, Włodzimierza Smolarka, Stanisława Terleckiego, Józka Młynarczyka. Natomiast paradoks jest taki, że tamci jadą na mundiale, jeszcze bardziej absorbują uwagę młodzieży w Polsce, a Staszek Terlecki wybiera inną drogę, przez Amerykę. Ja w listopadzie spędziłem z nim cztery godziny, rozmawialiśmy o życiu, o piłce, o Bogu, o wszystkim i on gdzieś strasznie cierpiał, że nie był na żadnym mundialu, a mógł być na trzech. Mógł być na mundialu w Argentynie, Hiszpanii, Meksyku i na żaden z nich nie pojechał, a był być może jednym z najlepszych lewoskrzydłowych na świecie. Tu kontuzja, tu gdzieś pojechał do Stanów, tam grał w takim futbolu troszeczkę "kabaretowym", a mógł grać w największych klubach europejskich i być gwiazdą mundiali. Tego mu strasznie brakowało i nad tym strasznie bolał.

Jaki wpływ na to, że nie wyszła mu ta kariera do końca miała ta "afera na Okęciu"?

Powiedział bym tak - to są ludzkie wybory. Czterech piłkarzy było zawieszonych po Okęciu, natomiast trzech było z Widzewa, jeden z był z ŁKS-u. Widzew walczył o swoich piłkarzy, a ŁKS niekoniecznie. Stanisław Terlecki studiował wtedy historię, uczestniczył w strajkach studenckich i dostając to zaproszenie ze Stanów jemu się wydawało, że on się życiowo spełnia. Wyjeżdża do do Stanów, do Nowego Jorku, za chwilę zaczyna grać w Pittsburghu. Później grając tam, gra tak dobrze, że sięga po niego Cosmos Nowy Jork, ale to nie jest poważny futbol. To jest futbol fantastycznych pieniędzy, w Ameryce on zarabiał gigantyczne sumy. On sam mówił chyba, że 300 tys. $ zarabiał, więcej niż Zbigniew Boniek w Juventusie. Natomiast to nie jest poważny futbol. On sobie grając w tych Stanach zarabia pieniądze, ma "fun", ale nie spełnia się jako zawodnik. Jednak to są te życiowe wybory, które się podejmuje. Wybrał USA, tam przez lata był, później wrócił do Polski i nie wiem czy nie był najszczęśliwszy, wtedy gdy grał w ŁKS-ie i później jeszcze w Legii. Legia to był jego wymarzony klub. On z Warszawy, jego rodzina z Warszawy i okolic, a tak naprawdę związany z ŁKS-em, to też takie przedziwne są koleje losu czasami.

 

Powiedz, bo Ty go znałeś bardzo dobrze, jak to była barwna postać?

To był bardzo inteligentny człowiek, człowiek, który miał w sobie anegdotkę, żal ale i refleksję. Ja muszę powiedzieć, że mój przyjaciel Jan Grzegorczyk, który redagował książkę Stanisława Terleckiego "Pele, Boniek i ja", był wręcz zachwycony erudycją Staszka Terleckiego, jego znajomością Biblii. On potrafił biblijne historie opowiadać, tak jak "z rękawa", jakby był kaznodzieją czy księdzem. On wymyślił sobie, że swoje życie przedstawi w trzech tomach, Janek mu tłumaczył, jak można w trzech tomach życie. "Ale ja mam tyle opowieści, tyle anegdot, że wystarczy na trzy tomy" - mówił. Rzeczywiście to jest paradoks, że ta jego historia urywa się w pewnym momencie - on jej nie kończy, i już nigdy nie skończy. Może ktoś kiedyś biografię Stanisława Terleckiego opisze.

 

Całość rozmowy z Romanem Kołtoniem w załączonym materiale wideo.