Transfer Van Dijka od kilku dni jest najgłośniejszym tematem na wyspach. Holender miał trafić na Anfield już latem, ale kluby nie doszły do porozumienia. Teraz już niemal pewne jest, że Liverpool wyłoży za obrońcę "Świętych" rekordowe 75 mln funtów. Dotychczas najdroższym obrońcą w historii był Benjamin Mendy, za którego Manchester City zapłacił 51 mln funtów.

 

Ekipa "The Reds" ewidentnie potrzebuje w obecnych rozgrywkach środkowego obrońcy. Defensywa to największa zmora Jurgena Kloppa. Od startu ligi Niemiec rotuje głównie trójką defensorów, jednak ani Joel Matip, ani Ragnar Klavan, ani też Dejan Lovren nie spisują się wybitnie.

 

W związku z transferem Holendra pojawiło się wiele zarówno pozytywnych jak i negatywnych komentarzy. Jedni twierdzą, że Liverpool potrzebuje tak solidnego zawodnika, a pieniądze nie grają roli, gdyż z klubem ma się pożegnać Philippe Coutinho, który jest bardzo blisko trafienia do Barcelony. Z drugiej strony tak ogromna suma za środkowego obrońcę dziwi wielu ekspertów.

 

- On nie jest wart tej sumy. Southmapton mógł zażyczyć sobie każdą cenę, a Liverpool jest zdesperowany. To dobry stoper, ale nie aż tak, był płacić za niego 75 mln. Jeżeli będą szukali bramkarza, którego też potrzebują, może być podobnie - stwierdził były piłkarz Southampton i najlepszy strzelec w historii Premier League, Shearer. Finalizacja transferu Van Dijka ma się odbyć 1 stycznia, kiedy tylko otworzy się zimowe okienko.