Puchar Polski to rozgrywki, w których GKS Tychy jest prawdziwym hegemonem. W finale grali osiem razy i osiem razy wygrywali. Poprzednio przed rokiem, także z Cracovią 3:0. W czwartkowym meczu podopiecznych Andrieja Gusowa nie złamał nawet fakt, że po 49 minutach przegrywali 1:3, a 69 sekund przed końcem 4:5.

 

Mecz rozpoczął się od szybkich, obustronnych ataków. Zarówno bramkarz Cracovii Rafał Radziszewski, jak i John Murray z GKS mieli mnóstwo roboty. Szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy. W 8. minucie Petr Sinagl stojąc za bramką tak uderzył w krążek, że ten odbił się od pleców Murraya i wpadł do siatki. Mistrzowie Polski mogli podwyższyć prowadzanie osiem minut później. Sam przed Murrayem znalazł się Adam Domogała, lecz tyski bramkarz popisał się niesamowitą interwencją odbijając krążek parkanem.

 

Druga tercja miała podobny przebieg. Kibice oglądali dużo akcji i strzałów. W 34. minucie, gdy gospodarze po raz pierwszy w tym meczu grali w przewadze liczebnej Damian Kapica podał przed bramkę do Teddy’ego Da Costy, a ten strzelił gola. W końcówce tercji z kolei tyszanie mieli na lodzie jednego zawodnika więcej i udało im się rozmontować obronę Cracovię, lecz Bartłomiej Jeziorski nie zdołał pokonać Radziszewskiego, choć strzelał z najbliższej odległości.

 

Również na początku ostatniej tercji tyszanie grali w przewadze i wówczas udało im się zdobyć kontaktowego gola. Radziszewskiego pokonał Adam Bagiński, a trafienie zostało zaliczone do analizie wideo, gdyż krążek wypadł z bramki przez dziurę w siatce.

 

Tyszanie uwierzyli, że nie wszystko jeszcze stracone i mocno przycisnęli, zwłaszcza że znowu przez dwie minuty grali w przewadze. Bardzo bliski wyrównania był Filip Komorski. Za to 49. minucie krakowianie wyprowadzili błyskawiczny kontratak i Maciej Urbanowicz w sytuacji sam na sam pokonał Murraya.

 

To nie był jednak koniec emocji, gdy chwilę później – podczas gry w osłabieniu – Radosław Galant zdobył dla GKS drugą bramkę, która natchnęła jego kolegów do walki. W odstępie 39 sekund Jakub Witecki i Mateusz Gościński umieścili krążek w bramce Cracovii. Wydawało się, że losy rywalizacji przechyliły się na ich stronę, ale "Pasy" nie poddały się i Sinagl, w ogromnym zamieszaniu, doprowadził do remisu.

 

Teraz podopieczni trenera Rohacka rzucili się do ataku i gola na 5:4 strzelił Filip Drzewiecki. 59 sekund przed końcem znów był jednak remis po trafieniu Bartłomieja Pociechy. Losy finału rozstrzygnęły się więc w dogrywce.

 

Trwała ona 15 minut i 19 sekund. Wówczas to Michael Cichy precyzyjnym strzałem zdobył "złotego gola" i zakończył ten niezwykle dramatyczny i emocjonujący mecz.

 

Comarch Cracovia Kraków – GKS Tychy 5:6 (1:0, 1:0, 3:5, dogr. 0:1)

 

Bramki: 1:0 Petr Sinagl (8), 2:0 Teddy Da Costa (34), 2:1 Adam Bagiński (42), 3:1 Maciej Urbanowicz (49), 3:2 Radosław Galant (50), 3:3 Jakub Witecki (54), 3:4 Mateusz Gościński (55), 4:4 Petr Sinagl (57), 5:4 Filip Drzewiecki (58), 5:5 Bartłomiej Pociecha (59), 5:6 Michael Cichy (76).

 

Kary: Cracovia - 10; GKS - 10 minut. Widzów: 2500.

 

Comarch Cracovia Kraków: Rafał Radziszewski – Lukas Zib, Peter Novajovsky, Tomas Sykora, Petr Sinagl, Petr Kalus – Mateusz Rompkowski, Patryk Noworyta, Maciej Urbanowicz, Kasper Bryniczka, Filip Drzewiecki – Maciej Kruczek, Patryk Wajda, Teddy Da Costa, Krystian Dziubiński, Damian Kapica – Bartosz Dąbkowski, Rafał Dutka, Oliver Paczkowski, Paweł Zygmunt, Adam Domogała.

 

GKS Tychy: John Murray – Bartłomiej Pociecha, Bartosz Ciura, Radosław Galant, Kamil Kalinowski, Jakub Witecki – Mateusz Bryk, Kamil Górny, Mateusz Gościński, Jarosław Rzeszutko, Adam Bagiński – Michael Kolarz, Ilja Kaznadziej, Kristofer Kolanos, Michael Cichy, Alexander Szczechura – Michał Kotlorz, Bartłomiej Jeziorski, Filip Komorski, Patryk Kogut oraz Michał Woźnica.