Marta Ćwiertniewicz: Przed wami najważniejsze starcie pierwszej rundy PlusLigi. Wygraliście mecz z ZAKSĄ przed rozpoczęciem sezonu w ramach Superpucharu Polski (3:1). Od tamtej pory drużyna Andrei Gardiniego jest niepokonana na arenie krajowej. Czy Skra przygotowała coś specjalnego na mistrza Polski?

Srećko Lisinać: To będzie dla nas bardzo ważny mecz. Możemy zmniejszyć dystans punktowy i pozostać w wyścigu o pierwsze miejsce na zakończenie sezonu zasadniczego. W tym momencie ZAKSA gra lepszą siatkówkę niż podczas Superpucharu, więc może być nam o wiele trudniej powtórzyć korzystny dla nas rezultat. Nasza drużyna jest jednak gotowa do walki.

PGE Skra wygrała dziewięć z trzynastu ostatnich spotkań w Hali Azoty. Czy w sobotę ten bilans się poprawi?

Jedna rzecz jest pewna. ZAKSA gra naprawdę dobrze. Udowodniła to podczas Klubowych Mistrzostw Świata, a także w meczu z Trentino. To nie był ich dzień, a mimo wszystko dali fantastyczne widowisko. Nie obchodzą mnie statystyki. Każdy mecz jest nowym wyzwaniem, więc trzynaście poprzednich spotkań nie ma tu znaczenia.

Po drugiej stronie siatki staną bardzo mocni zawodnicy. Sam Deroo jest jednym z najlepiej punktujących zawodników w lidze. Swój udział ma w tym francuski rozgrywający Benjamin Toniutti. Jego nieprzewidywalność ułatwia skrzydłowym i środkowym grę. Czy macie receptę na to, jak zatrzymać kędzierzynian? Jesteś przygotowany na to wyzwanie?

ZAKSA to nie tylko ci dwaj zawodnicy. Mają bardzo mocnych środkowych i przyjmujących. Jeśli chcemy wygrać musimy być przygotowani na wszystko.

Więc kto wygra tę bitwę?

Mam nadzieję, że my!

Media spekulują, że zainteresowało się tobą Cucine Lube Civitanova. Czy rzeczywiście dostałes konkretną ofertę od Włochów? Rozważasz odejście ze Skry?

Mam ważny kontrakt do końca sezonu. Teraz jestem w Bełchatowie i myślę tylko o aktualnych wyzwaniach mojej drużyny. O ofertach i dalszym planie działania będę rozmawiał gdy przyjdzie na to czas. Pierwszą osobą, z którą poruszę ten temat będzie prezes PGE Skry, a potem mój menadżer.