Głosuj na swojego faworyta w 83. Plebiscycie „PS” na Sportowca Roku

 

THE WORLD GAMES – igrzyska w ludzkiej skali

 

Globalna impreza, którą nie tylko miło się wspomina, ale jeszcze się po niej nie bankrutuje.

 

Jeśli zastanawialiście się, jaki klimat mógł panować na igrzyskach olimpijskich kilkadziesiąt lat temu, kiedy sportem jeszcze tak bardzo nie rządził pieniądz i komercja, to prawdopodobnie lipcowe The World Games były czymś bardzo zbliżonym. Wrocławskie igrzyska sportów nieolimpijskich okazały się imprezą przeprowadzoną profesjonalnie. O medale w około trzydziestu dyscyplinach walczyli sportowcy z ponad stu krajów świata. Trzy i pół tysiąca ludzi z krwi i kości, dostępnych dla kibiców, mediów, opowiadających swoje historie. Nieraz bardzo życiowe i inspirujące.

 

W większości byli to zawodnicy ze światowej czołówki w swoich sportach, ale jednak amatorzy. Studenci brali dziekanki i przekładali sesje, by potem na pływalni zdobywać medale dla Polski w ratownictwie wodnym. Motoparalotniarz Wojciech Bógdał, jeden ze zdobywców pięciu złotych polskich krążków, opowiadał, jak na co dzień składa sprzęt w garażu i zarabia na komercyjnych lotaach ze śmiałkami spragnionymi wrażeń. Serca podbił karateka Michał Bąbos, który zdobył brąz, a potem, zalany krwią, mimo złamanego nosa, opowiadał o szansach na „dużych” igrzyskach w Tokio. Jego dyscyplina, tak jak wspinaczka, odchodzi bowiem z TWG ligę wyżej i będzie elementem rywalizacji w Japonii w 2020 roku.

 

W The World Games z zapartym tchem oglądaliśmy jednak wszystko – od przeciągania liny (sto lat temu sport olimpijski!) po dyscypliny rozpoznawalne, ale mające zerowe szanse, by wskoczyć do programu IO, jak futbol amerykański czy żużel. Sprzedano ponad 160 tys. biletów na tymczasowe w większości areny, które po imprezie można było rozmontować. Dwie przygotowane specjalnie na TWG będą służyć przez lata: 50-metrowa pływalnia i zmodernizowany po ponad pół wieku proszenia się o remont Stadion Olimpijski.

 

MEMORIAŁ KAMILI SKOLIMOWSKIEJ – godnie czczą pamięć Kamy

 

Po ośmiu edycjach w Warszawie, w 2018 roku impreza przenosi się na 55-tysięczny Stadion Śląski.

 

Choć Memoriał Kamili Skolimowskiej gromadził na PGE Narodowym w Warszawie po 20 tysięcy widzów, brak okólnej bieżni uniemożliwiał rozgrywanie wielu atrakcyjnych biegów. Dobrze więc, że impreza przeprowadzi się w 2018 roku na znakomicie przystosowany do lekkoatletyki nowy Stadion Śląski w Chorzowie, gdzie zostanie rozegrana 22 sierpnia, tuż po ME w Berlinie. Pamięć pierwszej mistrzyni olimpijskiej w rzucie młotem (Sydney 2000) będzie można uczcić z wykorzystaniem najnowocześniejszych urządzeń (arcyszybka nawierzchnia Mondo!), co najważniejsze zaś – jak zapewnia dyrektor sportowy Marcin Rosengarten – zostanie praktycznie zagwarantowany występ wszystkich naszych medalistów z Berlina.

 

W ostatnich ME (Amsterdam 2016) Polacy zdobyli 12 medali, w tym 6 złotych, a w Berlinie nasz dorobek może być jeszcze większy, więc w Chorzowie zanosi się na wspaniałe zawody, w których główne role zostaną oczywiście powierzone młociarkom z Anitą Włodarczyk i Malwiną Kopron oraz młociarzom z Pawłem Fajdkiem i Wojciechem Nowickim. W Memoriale 2016 Anita ustanowiła trwający do dziś rekord świata 82,98 m, Fajdek zaś popisał się w 2014 roku sześcioma rzutami ponad 80 metrów, w tym rekordem Polski 83,48 m – i tym wyczynem przyćmił nawet samego króla sprintu – Jamajczyka Usaina Bolta, który wygrał setkę w 9.98 sekundy.

 

Na Śląskim przewidywany jest występ gwiazd biegów średnich – z Adamem Kszczotem, Marcinem Lewandowskim, Angeliką Cichocką, Joanną Jóźwik i Sofią Ennaoui. W skoku wzwyż można oczekiwać Kamili Lićwinko, w tyczce Piotra Liska i Pawła Wojciechowskiego. W dysku pokażą się zapewne wicemistrz olimpijski Piotr Małachowski i Robert Urbanek, w kuli – Michał Haratyk i Konrad Bukowiecki. W oszczepie kobiet liczymy na start Marii Andrejczyk i Marceliny Witek. W stumetrówce gwiazdą powinna być śląska mistrzyni Ewa Swoboda.

 

MISTRZOSTWA EUROPY SIATKARZY – turniej w krainie siatkówki

 

Niezapomniana ceremonia otwarcia, pełne trybuny i świetna organizacja. Taki był Eurovolley.

 

Jestem Brazylijczykiem, lecz muszę przyznać, że w siatkówce numerem jeden na świecie jest Polska. Wcale nie dlatego, że biało-czerwoni wywalczyli w 2014 roku mistrzostwo świata, ale przede wszystkim ze względu na wspaniałych kibiców i niezwykły poziom imprez, które organizujecie. Polska jest cudownym Volleylandem i nie mówię tak dlatego, że jestem w waszym kraju. Taka jest po prostu prawda.

 

Te słowa prezesa Światowej Federacji Piłki Siatkowej Ary’ego Gracy mogłyby wystarczyć za cały komentarz do kandydatury mistrzostw Europy siatkarzy. Turniej rozegrany w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Szczecinie i Gdańsku, choć dla reprezentacji Polski zakończył się sportową porażką, stał się wielkim sukcesem organizacyjnym.

 

Kolejny raz Polska zachwyciła siatkarski świat meczem otwarcia na PGE Narodowym. Efektowną ceremonię otwarcia i spotkanie Polska – Serbia obejrzało w stolicy ponad 65 tysięcy widzów, którzy stworzyli niezapomniane widowisko. Kolejne potyczki odbywały się w trójmiejskiej Ergo Arenie, katowickim Spodku, Arenie Szczecin i Tauron Arenie Kraków, gdzie 36 spotkań mistrzostw obejrzało 213 089 widzów, czyli średnio 5919 na mecz!

 

Nawet po odpadnięciu reprezentacji Polski fani licznie przychodzili do Tauron Areny Kraków, gdzie najlepsze zespoły rywalizowały o medale. Finał Rosja – Niemcy śledziło ponad 10 tys. widzów. Siatkarze wszystkich drużyn chwalili organizację, atmosferę na trybunach i warunki, jakie zastali w Polsce.

 

Eurovolley został doceniony także przez Europejską Federację Siatkówki. Podczas uroczystej gali w Moskwie mecz i ceremonia otwarcia zostały uhonorowane w kategorii wydarzenie roku. – Dziękuję PZPS za doskonałe przygotowanie turnieju. Od pierwszych mistrzostw w 1948 roku siatkówka przeszła długą drogę, a ceremonia i mecz otwarcia zapiszą się w historii dyscypliny jak najlepsze w historii – mówił Aleksandar Boričić, prezes CEV. Nagrodzone wydarzenie obejrzało w telewizji Polsat 3 444 462 widzów.