Krystian Natoński: Zawsze jak zjawiasz się w Częstochowie, to kilkadziesiąt metrów dalej, gdzie mieści się tor żużlowy. Tym razem przyszło ci zagrać w piłkę.

Maciej Janowski: Zostaliśmy tutaj wezwani przez Kubę, przez organizatorów i z przyjemnością każdy ze sportowców, czy z przedstawicieli różnych innych dziedzin zjawił się tutaj. Zagraliśmy w piłkę z uśmiechem i z różnymi skutkami, ale najważniejsza jest inicjatywa i pomoc dzieciakom, więc chyba każdy przyjechał do Częstochowy z radością.

Żużlowcy w okresach przygotowawczych często grają w piłkę.

Często, ale po moich dokonaniach na boisku w trakcie tego turnieju stwierdzam, że muszę jeszcze trochę pograć.

Ten turniej to także okazja, aby spotkać przedstawicieli różnych dyscyplin.

Dokładnie. Można powiedzieć, że mijaliśmy się, rozmawialiśmy. Niektórzy z tych osób to są dla mnie niczym bohaterowie z dzieciństwa, więc świetna sprawa, pomagamy, można spotkać wielu świetnych ludzi. Czego chcieć więcej?

Kończy się 2017 rok. Jaki był on dla ciebie? Walczyłeś w nim niemal do samego końca o mistrzostwo świata.

Wydaje mi się, że to był dla mnie bardzo dobry rok, chociaż wiadomo, że w momencie kiedy apetyt rośnie, to chciałoby się więcej, ale podsumowując na chłodno ten sezon, ten rok, to na pewno było w porządku.

Cały czas trenujesz, czy zrobiłeś sobie przerwę świąteczno-noworoczną?

Przerwa już była, teraz jesteśmy już w pełnych treningach. Do Częstochowy na ten turniej przyjechałem też prosto z treningu. Na kolejne dni także mam zaplanowane zajęcia.

Czyli Sylwester będzie spędzony na spokojnie?

Zobaczymy...

Rozmowa z Maciejem Janowskim w załączonym materiale wideo.