Jakub Komincz: Jaki był ten rok dla Wisły Płock?

Giorgi Merebaszwili: Myślę, że dobry. Ostatni miesiąc nawet bardzo dobry. Trzy zwycięstwa i remis. Mamy świetnych piłkarzy, ale w przyszłym roku trzeba oczekiwać jeszcze lepszych wyników.

Jaki moment w tym roku był dla drużyny najważniejszy? Niektórzy  mówią, że była to zmiana trenera, inni, że utrzymanie, a jeszcze inni, że niedawny mecz w Lubinie (2:2), gdzie pokazaliście charakter, podnieśliście się w bardzo  trudnej sytuacji i zaczęliście dobrą serię.

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że mamy zupełnie nową drużynę, a  nowa drużyna potrzebuje czasu. Z miesiąca na miesiąc nie zbudujesz  ekipy, która wygra wszystko. Mnie też wydaje się, że wszystko zaczęło  się od Lubina, gdzie po kilku słabych meczach znów przegrywaliśmy (2:0), a zremisowaliśmy. Mieliśmy od dwóch miesięcy nowego trenera, a wtedy jakoś zaczęliśmy funkcjonować.

Jak układa się współpraca z nowym sztabem?

Każdy trener ma inne spojrzenie na piłkę, taktykę itd. Pierwszy  miesiąc był dla mnie trudny, bo nie mieliśmy nawet żadnych przygotowań z tym sztabem przed rozpoczęciem ligi. Z każdym tygodniem było lepiej, zaczęliśmy rozumieć, czego oczekuje trener.

Wygląda na to, że potrzebujesz trzech goli, by wyrównać swoje strzeleckie osiągnięcie z ligi serbskiej. Jesteś zadowolony ze swoich liczb w tym roku?

Nie jestem! Mogę strzelać więcej, mieć więcej asyst. Wcześniej grałem na "dziesiątce" i było trudno zacząć grać na skrzydle. Nie mam tej szybkości skrzydłowego. Tym trudniej grać na boku w Polsce, gdzie w porównaniu np. do Grecji musisz biegać na tej pozycji więcej. Trener Kaczmarek  kazał mi wracać i pomagać obrońcy. Ale cóż, musiałem robić to, o co mnie prosił. Teraz jest już trochę lepiej.

Mówiłeś trenerowi Brzęczkowi, że wolisz grać jako ofensywny pomocnik?

Chciał stworzyć nowe rozwiązania taktyczne i zapytał mnie i innych,  gdzie będą grać najlepiej. Powiedziałem, że moją ulubioną pozycją  jest "dziesiątka", ale tak jak nie grałem na niej 2-3 lata temu i się nauczyłem, tak spróbuję i tym razem. Nie mam z tym już problemu.

Niektórzy też myślą, że twoje miejsce jest w środku i uważają, że największym problemem  "Mereby" i tego, że nie gra na swojej pozycji jest Semir Stilić.

Semir daje dużo jakości, nie mam z nim żadnego problemu. Gdy zaczynałem grać jako skrzydłowy tłumaczyłem, że nie lubię tej pozycji, ale teraz się przyzwyczaiłem. Z Semirem na środku jest nawet łatwiej, bo umie zagrać mi dobrą piłkę.

Wspomnieliśmy o Serbii. Która liga jest w twojej opinii lepsza?

Gdy tam grałem, to były wg mnie podobne. Mieliśmy dobry zespół z  Vojvodiną, Partizan i inni też. Ale sytuacja w innych klubach staje się kiepska, przede wszystkim finansowo. Organizacyjnie Ekstraklasa jest lepsza. Stadiony, boiska, media... Piłkarsko - w Polsce jest aż za  dużo tej siły i walki. Trenerzy każą ci ciągle biegać, nakładać pressing. Przykładowo w Grecji, gdy było 4:0 w 85 minucie, to już biegać nie musiałeś. W Polsce trener każe walczyć do końca.

W Polsce nadrabiamy siłą i bieganiem może dlatego, że piłkarzom brakuje techniki?

Być może. Mimo to w Grecji i tak drużyna biega o ok. 2 kilometry więcej. Zwłaszcza jak grasz z Olympiakosem i biegasz bez piłki. Z nimi wyjazdowa wygrana jest niemożliwa. W Polsce wygrać możesz w Warszawie, wszędzie.

Liga grecka była najlepszą, w jakiej grałeś?

Nie, powiedziałbym, że polska! W Grecji są cztery kluby mające dobre warunki. Reszta to małe stadiony, małe ambicje i mało kibiców. W Ekstraklasie prawie każdy zespół chce wygrać i rywalizować w górnej ósemce czy pucharach. Nie ma też łatwych meczów jak w Grecji z rywalami z dołu tabeli.

Konrad Michalak powiedział trochę uszczypliwie, że drybling z Warszawy, który dał wam karnego, był twoim typowym zagraniem i chociaż to samo robisz ciągle, rywale nadal się nabierają.

Ale on jest jak mój syn! (śmiech) Na początku spytał mnie, czy wszystkie gruzińskie nazwiska kończą się na "shvili", bo każdy Gruzin, którego spotkał, tak się nazywał. Odpowiedziałem, że nie, ale "shvili" oznacza po gruzińsku "syn", więc tak też od tego czasu go nazywam. A z tymi słowami nie miałem żadnego problemu. Nasza współpraca z nim nadal układa się naprawdę dobrze. Tak jak i z innymi ludźmi w Polsce. To ważne, bo jak nie czujesz się szanowany, masz problemy poza boiskiem, to gra się ciężko.

W Grecji i Serbii miałeś problemy finansowe.

Mogę grać kilka miesięcy bez wypłaty, ale o takich rzeczach na boisku trudno zapomnieć. Za każdym razem, kiedy pytaliśmy o pieniądze trenerów lub dyrektorów, problemem było to, że nas nie szanowali. To się czuje. Widzisz ich twarze i wiesz, że nie interesuje ich to, czy masz zapłacone. Gdy widzisz ich na treningu i mówisz: "Dzwoniłem do ciebie", oni odpowiadają, że byli zapracowani i inne głupie rzeczy. W Grecji pytałem prawie codziennie, a oni mówili: "Nie wiemy, kiedy będzie wypłata". To kto ma wiedzieć? Poszedłem z moim agentem do sądu i wyobraź sobie, że dostałem z klubu telefon, żebym nie składał papierów. Powiedzieli: "Oddamy ci wypłaty i będziesz wolnym zawodnikiem". Po dwóch godzinach dostałem pieniądze.

 

Dalsza część wywiadu na drugiej stronie.