Po raz ostatni Liverpool przegrał na własnym stadionie w kwietniu tego roku, a nic nie zwiastowało tego, że w sobotę może się to powtórzyć. Leicester City co prawda radzi sobie znacznie lepiej niż na początku sezonu, ale na Anfield nie wygrało od ponad 17-stu lat. Mecz zapowiadał się jednak fantastycznie, bo w ostatnim czasie "Lisy" to gwarancja bramek, podobnie zresztą jak maszyna Juergena Kloppa.

 

Na trybunach zasiadł najnowszy nabytek Liverpoolu Virgil van Dijk, który za 75 milionów funtów przeniósł się z Southampton. Holender zostanie zarejestrowany dopiero w styczniu, więc na razie musiał skupić się na oglądaniu kolegów z perspektywy kibica. I już na samym początku mógł złapać się za głową, widząc zachowanie obrony "The Reds". Zaczęło się od fatalnego podania Joela Matipa do Emre Cana, który nie zdążył do piłki. Przejął ją Iborra i kapitalnym zagraniem uruchomił Riyada Mahreza, a ten jak na tacy wyłożył ją Jamie'emu Vardy'emu. Było 0:1.

 

Od tego momentu na Anfield dominowała tylko jedna drużyna. "Lisy" cofnęły się do momentami rozpaczliwej obrony i tylko cudem nie zostały za to skarcone. Swoje okazji mieli Roberto Firmino, Mohamed Salah oraz Sadio Mane - ten ostatni trafił nawet do siatki, ale był na spalonym - ale to goście ciągle prowadzili. Dopiero w drugiej połowie wyrównał Salah.

 

To właśnie Egipcjanin zapewnił Liverpoolowi zwycięstwo po tym, jak kapitalnie odwrócił się w kierunku bramki, mając na plecach Harry'ego Maguire'a. Kiedy już zrobił najtrudniejszą rzecz, mocnym uderzeniem pokonał Kaspera Schmeichela.


Chelsea bez większych problemów poradziła sobie z mającym ogromne problemy z zestawieniem obrony Stoke City. Mark Hughes nie mógł skorzystać z usług m.in. Ryana Shawcrossa, Kurta Zoumy, Erika Pietersa, Bruno Martinsa Indi oraz Glena Johnsona. To przełożyło się na sytuacje bramkowe dla mistrzów Anglii, którzy załatwili sprawę w pierwszej połowie. Wystarczyły do tego trafienia Antonio Ruedigera, Danny'ego Drinkwatera oraz Pedro.

 
Po przerwie tempo spadło, ale gospodarze jeszcze dwa razy wpakowali piłkę do siatki. Najperw Zrobił to rozgrywające dobre zawody Willian, który do dwóch asyst dorzucił też gola z rzutu karnego, a w samej końcówce wynik ustalił Davide Zappacosta.

Po siedmiu porażkach z rzędu w końcu przełamała się Swansea City, która pokonała na wyjeździe Watford. Do 86. minuty było jeszcze 1:0 dla "Szerszeni", ale w końcówce za sprawą Jordana Ayew oraz Luciano Narsingha ekipa Łukasza Fabiańskiego wygrała 2:1. Polak rozegrał całe spotkanie.


Wyniki:

 

Bournemouth - Everton 2:1 (Fraser 33, 89 - Gueye 57)
Chelsea - Stoke City 5:0 (Ruediger 4, Drinkwater 9, Pedro 23, Willian 73 [rz.k.], Zappacosta 89)
Huddersfield - Burnley 0:0
Liverpool - Leicester City 2:1 (Salah 52, 76 - Vardy 3)
Newcastle United - Brighton 0:0
Watford - Swansea City 1:2 (Carrillo 11 - Ayew 86, Narsingh 90+1)