Na pewno jest w tym gronie Maciej Sulęcki, który po emocjonującej walce pokonał w Newark Jacka Culcaya, byłego mistrza świata amatorów oraz zawodowców i otworzył sobie szeroko drzwi do sławy i znacznie większych niż dotychczas pieniędzy.

 

O tym, że Sulęcki ma papiery nawet na mistrza świata mówiłem i pisałem już prawie pięć lat temu, gdy wygrywał swój pojedynek z Robertem Świerzbińskim na Polsat Boxing Night w gdańskiej Ergo Arenie. W jego narożniku stał wtedy Andrzej Gmitruk.


I o ile dobrze pamiętam, mało kto w moje słowa wierzył.


A dziś Sulęcki jest o krok od mistrzowskiej walki w wadze junior półśredniej, musi tylko wyleczyć kontuzję i pokonać urodzonego w Armenii obywatela USA, Vanesa Martirosjana. Tak mówi promotor byłego pięściarza warszawskiej Gwardii Andrzej Wasilewski.


W dobrym nastroju w obliczu Nowego Roku mają prawo być też Michał Syrowatka, który na Wyspach Brytyjskich znokautował w 12 rundzie niepokonanego Robbiego Daviesa Jr, oraz Adam Kownacki po tym jak upokorzył na Long Island Artura Szpilkę. Kownacki w odróżnieniu od Syrowatki ma wytyczoną drogę do celu. 20 stycznia zmierzy się w Nowym Jorku z Gruzinem Kiładze trenowanym przez Freddiego Roacha, a wiosną prawdopodobnie zobaczymy go na Polsat Boxing Night organizowanym przez Mateusza Borka.


W gronie tych, którzy nie powinni narzekać na kończący się Rok 2017 są też Mateusz Masternak i Tomasz Adamek. „Master” to wciąż szeroka czołówka wagi junior ciężkiej, czas by znów dostał poważną szansę. Zaś 41 letni Adamek, były mistrz dwóch kategorii wagowych zmienił trenera i z Gusem Currenem w narożniku wygrał z Solomonem Haumono oraz Fredem Kassim. Po tej drugiej wygranej, w Częstochowie, zapowiedział że chciałby stoczyć jeszcze dwie walki. I jestem przekonany, że ludzie znów przyjdą go obejrzeć, bo wciąż potrafi boksować, a fizycznie po perfekcyjnych zgrupowaniach w Osadzie Śnieżka prezentuje się bardzo dobrze. Ale bokserskiego świata, o czym dobrze wiemy, już nie podbije.


Ogromne słowa uznania należą się Robertowi Talarkowi, pięściarzowi z głębokiego cienia, który codziennie zjeżdża do kopani, a co kilka miesięcy wygrywa kolejny pojedynek. Z reguły z faworytem na obcym ringu. I co zdumiewające w dzisiejszym czasach nie szuka taniego poklasku, nikogo nie obraża, tylko robi swoje. Konsekwentnie i po cichu.

 

Wygrana w plebiscycie magazynu The Ring na Rundę Roku 2017 trzeciego starcia pojedynku Izu Ugonoha z Dominikiem Brezealem cieszyłaby oczywiście bardziej gdyby to polski pięściarz był zwycięzcą.


Tak jak cieszył fakt, że Krzysztof Głowacki zbierał nagrody za znokautowanie Marco Hucka dwa lata temu. Władze World Boxing Organization uznały ten dramatyczny pojedynek za najlepszy w 2015 roku, podobnie jak amerykańskie stowarzyszenie dziennikarzy piszących o boksie (BWAA). Kibice też dołożyli wtedy swoją cegiełkę i uznali, że była to najlepsza walka na galach Premier Boxing Champions. Drugie miejsce w tym głosowaniu zajęli Andrzej Fonfara z Nathanem Cleverlym. To była wojna obfitująca w setki ciosów z obu stron, wygrana przez mieszkającego w USA Polaka.


W tym roku Fonfara stoczył rewanżowy pojedynek z Adonisem Stevensonem, którego stawką był należący do Kanadyjczyka pas WBC w wadze półciężkiej, ale przegrał szybko poddany przez Virgila Huntera. Fonfary w wadze półciężkiej już nie zobaczymy, postanowił zmienić kategorię i przenieść do wagi junior ciężkiej. Życzymy powodzenia, ale łatwiej nie będzie.


Krzysztof Głowacki, pierwszy w rankingu WBC wciąż wierzy, że najlepsze dopiero przed nim. Ostatni polski mistrz świata stracił pas WBO w ubiegłym roku, w pamiętnym pojedynku z Ołeksandrem Usykiem w gdańskiej Ergo Arenie. Ukrainiec dziś jest głównym faworytem turnieju World Boxing Super Series, który ma wyłonić niekwestionowanego króla wagi cruiser. W półfinale zmierzy się w Rydze z Łotyszem Mairisem Briedisem. W drugiej parze zobaczymy pogromcę Krzysztofa Włodarczyka, pochodzącego z Kaukazu Osetyńca Murata Gassijewa. Reprezentujący Rosję Gassijew (mistrz IBF) znokautował naszego byłego czempiona dwóch organizacji (IBF i WBC) w trzeciej rundzie i 3 lutego walczyć będzie w Soczi o finał tego turnieju z Kubańczykiem Yunierem Dorticosem.


Bolesne porażki mają za sobą też Szpilka i Krzysztof Zimnoch. Ten pierwszy został upokorzony przez Kownackiego, a drugi przez potężnego Amerykanina Joey’a Abella. Dziś obaj spoglądają w kierunku MMA, ale myślę że zobaczymy ich jeszcze na bokserskich ringach, choć cudów nie oczekuję.


Tak jak nie oczekuję wielkich sukcesów w nadchodzącym roku, co najwyżej dobrych walk i kto wie, być może Polaka w mistrzowskim pojedynku. Nigdy nie byliśmy potęgą na zawodowych ringach, bywały tylko lepsze lub gorsze czasy. Najbardziej powinna martwić słabość boksu amatorskiego (olimpijskiego) i wąska kadra szkoleniowa, bo bez mocnej bazy możemy liczyć tylko na szczęśliwe zbiegi okoliczności. I tak ostatnimi laty było ich sporo, choć w tym, kończącym się roku, znacznie mniej niż oczekiwaliśmy.


Oby więc ten nadchodzący był szczęśliwszy.

Skrót ostatniej walki Sulęckiego w załączonym materiale wideo.