Krystian Natoński: Chyba długo nie zastanawiałeś się, żeby przyjechać do Częstochowy po telefonie otrzymanym od Kuby?

Artur Sowiński: Już drugi raz mam przyjemność brać udział w tej imprezie. Jest ona naprawdę bardzo dobrze organizowana i szczyt jest również bardzo szlachetny. Ukłony w stronę Kuby i tego co robi, bo jest to naprawdę człowiek o wielkim sercu.

Jak czułeś się na boisku piłkarskim?

Myślę, że troszkę zabrakło ogrania. Za rok zdobędziemy puchar.

Przedstawiciele sportów walki chyba nie mają zbyt częstej okazji do gry w piłkę. To sport drużynowy, a wy jesteście bardziej indywidualistami.

Przyznam się, że od piłki nożnej zaczynałem. To był mój pierwszy sport, chyba jak w przypadku większości chłopaków. Grałem w piłkę w klubie w miejscowości, w której mieszkałem. Teraz już rzadziej tę piłkę się kopie, ale jak jest okazja to oczywiście robię to z wielką przyjemnością.

Jak będziesz wspominał 2017 rok?

Dobrze, aczkolwiek zawsze może być lepiej. Mam nadzieję, że w tym 2018 roku, pod jego koniec będę mógł powiedzieć, że tego roku lepiej nie można było przeżyć.

Lubisz stawiać sobie cele, czy jednak jesteś człowiekiem, który o tym nie myśli?

Myślę, że najważniejszym celem jest cały czas się rozwijać i cały czas dążyć za osiąganiem swoich marzeń. Jeżeli będzie ku temu sposobność, to na pewno nie zatrzymam się i będę szedł do przodu.

Znajdziesz czas na świętowanie Nowego Roku?

Przyznam się szczerze, że jakoś tak Sylwestra nie przeżywam tak jak wszyscy. Ja wolę gdzieś tam spędzić ten czas w zaciszu, w bardzo wąskim gronie znajomych, raczej na spokojnie.

Rozmowa z Arturem Sowińskim w załączonym materiale wideo.