Oleksiejczuk polskim kibicom dał się poznać na rodzimych galach MMA, a występ na UFC 219 był pierwszym jego pojedynkiem stoczonym za granicami kraju. W amerykańskiej organizacji Polak miał zadebiutować już wcześniej, na UFC 217, ale wpadka dopingowa jego rywala Iona Cutelaby sprawiła, że walka została odwołana. Do karty ostatniej w 2017 roku gali w Las Vegas, Oleksiejczuk wskoczył w zastępstwie za kontuzjowanego Gokhana Sakiego.

Nic dziwnego, że polski zawodnik przystępował do pojedynku z pozycji underdoga, ale każda minuta sprawiała, że Oleksiejczuk zyskiwał coraz większy szacunek kibiców. Polak wdawał się w wymiany ciosów z Rountree, które z biegiem czasu coraz częściej toczyły się pod dyktando reprezentanta naszego kraju. Amerykanin tracił siły, a Oleksiejczuk jak stary wyga punktował przeciwnika, prowadząc zdecydowanie po dwóch rundach.

W trzeciej odsłonie Oleksiejczuk szybko sprowadził rywala do parteru i z tej pozycji spokojnie kontrolował pojedynek. Próbował nawet duszenia zza pleców, ale nie udało mu się efektownie skończyć Rountree. Sędziowie byli jednak zgodni i jednogłośnie zdecydowali, że Polak wygrał każdą z trzech rund. Już po walce Oleksiejczuk wyzwał do boju Sakiego.

Michał Oleksiejczuk (MMA 13-2-0) pokonał Khalila Rountree (MMA 6-3-0) jednogłośną decyzją sędziów (30-27, 30-27, 30-27)