W sobotę w Kędzierzynie-Koźlu ZAKSA zmierzyła się z PGE Skrą Bełchatów w hicie kolejki Plusligi. W czwartym secie przy wyniku 19:16 dla gospodarzy po ataku Sama Deroo sędziowie przyznali punkt dla lidera naszych rozgrywek, ale z tą decyzją nie zgodzili się bełchatowianie. Trener Roberto Piazza poprosił więc o wideoweryfikację i właśnie wtedy zaczęły się problemy...

 

Okazało się, że sędziowie... sprawdzili inną akcję! PGE Skrze zależało na tym, by wyjaśnić sprawę autowego ataku, podczas gdy arbitrzy zrozumieli, że mają skupić się na dotknięciu siatki. Po krótkiej dyskusji, przyznaniu żółtej kartki challenge został powtórzony, ale znowu wybrano złą akcję... Ostatecznie ZAKSA wygrała cały mecz 3:1.

 

Rzecznik PLPS Kamil Składowski wyznał, że wie, dlaczego nie po raz pierwszy oglądaliśmy kontrowersyjną wideoweryfikację.

 

- Ten błąd wynika z tego, że obcokrajowcy nie uczą się języka polskiego. Zdajemy sobie sprawę, że w lidze włoskiej miało się trzy miesiące na naukę języka. Nie mówię, by czytali "Pana Tadeusza", ale żeby na boisku w trakcie takiej sytuacji byli w stanie powiedzieć, o co chodzi. Później rodzi się kontrowersja, padają ostre słowa w kierunku arbitrów, że są niekompetentni, że zły challenge... - powiedział.


- Można trochę usprawiedliwić trenera Piazzę. Mamy końcówkę bardzo ważnego seta, on się denerwuje, coś nie jest jasne... Można było też poprosić choćby Michała Winiarskiego czy kapitana drużyny, by podszedł do drugiego sędziego i precyzyjnie powiedział po polsku, co tak naprawdę chcą sprawdzić. Wtedy nie byłoby takiego zamieszania, bo sędziowie dostali komendę absurdalną. Sprawdzenie, czy własna drużyna dotknęła siatki? Mogli też pomyśleć, że trener Piazza gra na czas. To był błąd komunikacyjny - dodał.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.