Przemysław Iwańczyk: Trwają dyskusje, jest wiele spekulacji na temat tego, kto zostanie selekcjonerem reprezentacji siatkarzy. Ty jesteś jednym z kandydatów. Czy czujesz, że to już jest ten moment, kiedy powinieneś starać się o to stanowisko?

 

Robert Prygiel: Nie mam żadnych kompleksów. Jak to w sporcie: raz przegrywam, raz wygrywam, ale jak wspomniałem nie mam kompleksów. Oczywiście to nie ja będę decydował, czy jestem gotowy, czy nie, ale czuję się na siłach.  Jeżeli nie teraz, to może w następnym konkursie? Na pewno jest to moje marzenie. Niedawno zacząłem być trenerem, tak więc jeszcze muszę się dużo uczyć, ale myślę, że trenerzy uczą się całe życie. Stephane Antiga dostał kiedyś szansę jako zupełny debiutant, dlaczego więc ja mam nie wierzyć w siebie, skoro już pięć lat pracuję w tym zawodzie.

 

W oparciu o jakie kryteria powinien się, Twoim zdaniem, odbywać taki wybór? Czy należy to mierzyć doświadczeniem, sukcesami, czy też pomysłem na reprezentację?

 

Nie odważę się odpowiedzieć na to pytanie. Jest to na pewno pytanie do tych, którzy będą wybierać. Jedno trzeba przyznać, że ostatnimi laty działacze, którzy decydowali o tym, kto będzie trenerem, w większości przypadków podejmowali dobre decyzje.  Po zmianie osiągaliśmy dobre wyniki. Trzeba się zastanowić, co zrobić, by po roku - dwóch pracy danego trenera, również były dobre wyniki. Sytuacja w innych topowych reprezentacjach pokazuje, że stabilizacja na tym stanowisku jest bardzo ważna. Serbowie przegrali początek z Nikolą Grbiciem, ale federacja mu zaufała. Bernardo Rezende przez wiele lat piastował funcję selekcjonera, podobnie Władimir Alekno. Warto pomyśleć o tym, co zrobić, by po dwóch latach, w przypadku słabszych wyników, nie wszystko skupiało się tylko i wyłącznie na trenerze, bo mam wrażenie że tak jest w polskiej siatkówce.

 

Nie niepokoi Cię to, że krótkotrwała przygoda Ferdinando De Giorgiego, czyni ten stołek bardzo gorącym i niekoniecznie komfortowym dla kogoś, kto decyduje się objąć to stanowisko?

 

Myślę, że siatkówka jest teraz tak poważnym biznesem, tak poważną dziedziną sportu, a dla niektórych nawet życia, że ludzie podejmujący takie decyzje biorą odpowiedzialność i są tego świadomi. Ferdinando pracował tylko rok i skończył tak jak skończył. Jeśli ktoś był bliżej i podjął decyzję by zwolnić tego, bądź co bądź dobrego trenera, który zdobył dwa tytuły mistrza Polski, to widocznie był bliżej tej kadry i wiedział coś, o czym my nie wiemy. Tak więc nie podejmę się oceny tej decyzji.

 

Jaki Ty masz pomysł na reprezentację Polski?

 

Mam pomysł i przedstawiłem go  członkom kapituły wyborczej. To nie jest tajemnica, że chciałbym się otoczyć sztabem polskich zawodników, bardzo utytułowanych, bardzo doświadczonych i z dużym autorytetem.

 

Kto to miałby być?

 

Nie rozmawiałem jeszcze ze wszystkimi – Winiar przepraszam Cię, bo z Tobą nie rozmawiałem – ale dyskutowałem już na ten temat choćby z Pawłem Woickim i Danielem Plińskim. To są ludzie, którzy mogliby przelać dużo doświadczenia tej młodej drużynie. Nie chodzi też o to, by diametralnie odmładzać kadrę, wywalić wszystkich i wziąć samą młodzież, bo na bycie w reprezentacji też trzeba sobie zasłużyć. Wydaje mi się, że powinni grać zawodnicy młodzi, ale też najlepsi. Myślę o podziale mojego sztabu na pozycje. Daniel Pliński mógłby pracować indywidualnie ze środkowymi, Paweł Woicki – z rozgrywającymi.

 

A sama drużyna? To ma być zespół perspektywiczny, który dostanie czas na to, by okrzepnąć,  czy też ma to być drużyna oparta o najlepszych, bez względu na metrykę?

 

To zależy od planu. Jeśli miałbym być rozliczany po roku pracy, na pewno inaczej ułożyłbym drużynę, niż w przypadku, gdy zostałbym rozliczony po igrzyskach olimpijskich. Nie chcę podawać teraz konkretnych nazwisk. Mam wrażenie, że niektórzy nasi zawodnicy, o których marzyłbym, by mieć ich w klubie, są już "najedzeni". Żeby grać w reprezentacji, trzeba być "głodnym". Niektórym przydałby się odpoczynek, a na ich miejsce trzeba wpuścić "głodnych", którzy mają parcie na sukcesy i mniej kalkulują...

 

Cała rozmowa z trenerem Robertem Pryglem w załączonym materiale wideo.