Mowa rzecz jasna o Gaborze Kiralyu, czyli "królu", gdyż tak właśnie jego nazwisko tłumaczy się z języka naszych bratanków. Swoją piłkarską przygodę zaczynał on w rodzimym Szombathelyi Haladas i wszystko wskazuje na to, że tam też ją zakończy, ponieważ Gabor, po 18 latach spędzonych na niemieckich oraz angielskich boiskach, 14 lipca 2015 roku wrócił w rodzinne strony. Obecnie jest najstarszym zawodnikiem najwyższej węgierskiej klasy rozgrywkowej.

- Jestem w pełni zmotywowany. Ta praca cieszy mnie każdego dnia, dobrze było wrócić do mojego rodzinnego zespołu. Spędziłem 18 lat za granicą, ale moim celem zawsze była gra na nowym stadionie Szombathelyi - powiedział po transferze Kiraly, popisując się przy tym nie lada kurtuazją.

W swojej sportowej karierze Węgier reprezentował bowiem barwy takich marek jak Hertha BSC, West Ham United, Aston Villa czy Bayer Leverkusen. Pierwszym przystankiem w zagranicznej podróży Kiralya był klub z Berlina, który w 1997 roku zapłacił za bramkarza równowartość 100 tysięcy euro.

Na początku miał on spore problemy z wywalczeniem sobie miejsca w podstawowej jedenastce Herthy, jednak po 7 meczach bez zwycięstwa z rzędu, dostał swoją szansę, zastępując między słupkami Christiana Fiedlera. Miało to miejsce 28 września 1997 roku podczas ligowego starcia z FC Koeln, które zakończyło się długooczekiwanym zwycięstwem stołecznych 1:0. Wówczas Kiraly po raz pierwszy mógł z czystym sumieniem powiedzieć "Jestem berlińczykiem".

Po objęciu sterów drużyny przez Hansa Meyera w zimę 2003 roku między słupki bramki Herthy powrócił Fiedler, a "król" musiał zadowolić się miejscem na ławce rezerwowych. W dodatku właściciele klubu zastrzegli, że jego dalszy byt zależy od tego, czy zgodzi się on na obniżenie pensji. Spakował więc swoje szare dresy do walizki i wyjechał na podbój Wysp Brytyjskich, rozgrywając wcześniej pożegnalny mecz w Bundeslidze przeciwko... FC Koeln. Kolejna klamra w karierze Węgra!

W Anglii bronił barw Crystal Palace (2004-2006, 2007), West Hamu United (2006), Aston Villi (2007), Burnley (2007-2009) oraz Fulham (2014-2015). W międzyczasie wrócił jednak na niemiecką ziemię, gdzie grał w Bayerze Leverkusen (2009) i TSV 1860 Monachium (2009-2014).

Na uwagę zasługuje również jego, zakończona 15 listopada 2016 roku podczas meczu ze Szwecją (0:2), kariera reprezentacyjna. W "Nemzeti Tizenegy" (węg. Narodowej Jedenastce) wystąpił w 108 meczach, co stanowi rekord jeśli chodzi o kadrę Madziarów. Drugi w zestawieniu, z dorobkiem 101 spotkań, jest József Bozsik, pomocnik legendarnej "Aranycsapat" (węg. Złotej jedenastki), czyli węgierskiej kadry selekcjonera Gusztava Sebesa, która siała postrach na boiskach w latach 1950-1954.     

Pisząc o Kiralyu nie sposób nie wspomnieć o nieodłącznym elemencie jego ekwipunku, jakim są kultowe, szare, bawełniane dresy, w których występuje od wielu lat. W jednym z wywiadów Węgier przyznał, że powodem zakładania przez niego tego dość specyficznego elementu ubioru jest fakt, że po prostu gra mu się w nich wygodnie, a w dodatku szary kolor przynosi mu szczęście.

"Król" w dresach nie zrażał się nawet tym, że angielscy dziennikarze często żartowali sobie z niego mówiąc, że gra w spodniach od piżamy. Nie sposób odmówić im jednak talizmatycznych właściwości. W trakcie kariery, w oficjalnych meczach trzykrotnie wystąpił w krótkich spodenkach (raz w Crystal Palace, raz w Aston Villi i raz w Berlinie) i ciężko stwierdzić, żeby zakończyły się one po jego myśli.

Gdy zostawił swój szary artefakt w szatni zanotował jedną z najbardziej bolesnych porażek, gdy na Stamford Bridge przeciwko Chelsea (1:4) puścił piłkę między nogami po strzale Mateji Kezmana. Innym spotkaniem, w którym sędzia nie pozwolił mu na wyjście na boisko w "stroju treningowym" był mecz Herthy z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski w Pucharze UEFA w 2003 roku. Dwumecz zakończył się awansem Polaków po bezbramkowym remisie na wyjeździe oraz zwycięstwie u siebie (gol Grzegorza Rasiaka z 84. minuty).

Tradycję Gabora kontynuuje jego 13-letni syn Matyas (węg. Maciej), występujący na co dzień w drużynie U-14 Szombathelyi Haladas. Z okazji czterdziestych urodzin Gabor otworzył zresztą sklep ze sportową odzieżą oraz akcesoriami, w którym można znaleźć zaprojektowane przez niego ubrania. Wygląda więc na to, że następca "króla" nie będzie miał problemu z doborem garderoby...