Zimowe

Turniej Czterech Skoczni. "Stoch może tego...

- To decyzja trenera, że Kamil ma dzisiaj nie rozmawiać z dziennikarzami. Wtorkowa konferencja prasowa przedłużyła się o pół godziny, a najważniejsza jest regeneracja, dlatego w środę nie przeszedł przez tzw. mixed zonę, gdzie media spotykają się z zawodnikami – tłumaczył Małysz, który w związku pełni teraz rolę dyrektora sportowego.

 

Polacy w kwalifikacjach poradzili sobie bardzo dobrze. Cała siódemka wystąpi w czwartkowym konkursie.

 

- Myślę, że każdy z zawodników zaprezentował się na swoim poziomie. Może oprócz Piotrka Żyły, który ma bardzo specyficzny styl i jeśli cokolwiek nie zagra w nim tak jak powinno, wtedy zaczynają się problemy. On doskonale o tym wie i teraz potrzeba po prostu cierpliwości – wspomniał Małysz.

 

I faktycznie – Żyła właśnie w taki sposób do tego podchodzi. - To jedyna recepta. Teraz brakuje mi przede wszystkim metrów. Spowodowane jest to nie do końca dobrą pozycją dojazdową. Nie znalazłem jeszcze złotego środka, ale mam pomysł, jak to naprawić – przyznał brązowy medalista mistrzostw świata, który w środę uzyskał 39. wynik (118 m).

 

Znacznie lepiej poradził sobie Stefan Hula, który doskonale zaczął rywalizację w Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. Zajął tam trzecie miejsce, ale w Garmisch-Partenkirchen nie wytrzymał presji i był 27. W środę znowu dołączył do czołówki i uplasował się na ósmej pozycji (129 m).

 

- Fajne i dobre skoki. Cieszę się, bo to dobry dzień, a ja trochę wyluzowałem. Faktycznie w GaPa coś głupiego w głowie się pojawiło, ale to już jest za mną. Dobrze się czułem, nogi i głowa były w porządku, a to było najważniejsze – przyznał.

 

Hula cieszył się przede wszystkim z tego, że nie było wiatru. Pytanie jak będzie w czwartkowym konkursie i czy aura pozwoli na rozegranie zawodów? - Deszcz tak bardzo nie przeszkadza. W kwalifikacjach była wprawdzie dłuższa przerwa, ale na szczęście udało się przeczekać i udało się skończyć rywalizację. Zresztą jak przyjechaliśmy na obiekt, to nie wiedzieliśmy, czy w ogóle wpuszczą nas na skocznię. Mocno zaczęło wiać. Nawet siedząc na górze myśleliśmy, że odwołają – przyznał.

 

Także Maciej Kot (20. w środę) zwrócił uwagę na oczekiwanie na swoje skoki oraz decyzje sędziów.

 

- To był trudny dzień pod względem warunków atmosferycznych. Liczyłem na trzy skoki. Żałowałem, że odwołali drugą serię treningową. Takie przerywane konkursy są bardzo trudne. Nie tylko mentalnie, gdzie trzeba się wyłączyć, zrelaksować i znowu zmobilizować, ale i fizycznie, bo co chwilę trzeba robić rozgrzewkę. To jest trudne dla organizmu i można się wypompować z energii na czwartek – skomentował.

 

W kwalifikacjach czwarty był Dawid Kubacki (129,5 m), a debiutujący w imprezie tej rangi Tomasz Pilch – 38. (119,5 m). Do zdrowia wrócił Jakub Wolny, który został sklasyfikowany na 25. pozycji (122 m).

 

- To był taki skok na luzie, który sprawił mi przyjemność, wcześniej męczyłem się sam ze sobą. Takiej próby potrzebowałem. Gorączka minęła i już czuję się dobrze, ale jeszcze nie super. Jestem w miarę zadowolony. Były ciężkie warunki do skakania, deszcz przeszkadzał, chwilami nawet lało. Ale takie właśnie są skoki – powiedział Wolny.

 

Środa na skoczni była... smutna. Na trybuny przyszło niewielu kibiców, a największą grupę stanowili Polacy – m.in. z Warszawy, Kielc, Zakopanego. Na czwartek organizatorzy sprzedali 15 tys. kibiców, to i tak znacznie mniej niż w ostatnich latach.

 

Na półmetku Turnieju Czterech Skoczni liderem jest Stoch, który o 11,8 pkt wyprzedza Niemca Richarda Freitaga. Trzeci jest Dawid Kubacki. Trzeci konkurs w Innsbrucku odbędzie się w czwartek o godz. 14.00.