Po dwóch konkursach TCS liderem jest Kamil Stoch, który wygrał na obu niemieckich obiektach – w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen. Ma 11,8 pkt przewagi nad Niemcem Richardem Freitagiem. Austriaków nie ma nawet w dziesiątce, a najlepszy jest... 15. Schlierenzauer. Kolejne są zaplanowane w Innsbrucku i Bischofshofen.


Schlierenzauer, nazywany przez wielu „cudownym dzieckiem skoków”, przeszedł w ostatnich latach wiele. Brak motywacji, problemy fizyczne, kontuzje, szukanie formy. To wszystko spowodowało, że zamiast być na szczycie, szukał sobie nowych bodźców. Teraz poradził sobie z kłopotami i jest znowu nadzieją austriackich skoczków.


Odbudować się ma w Innsbrucku, na „własnej” skoczni Bergisel. - Niezmiernie się cieszę, że znowu jestem na swojej skoczni. Nic lepszego nie mogło nam się teraz zdarzyć, jak właśnie start na naszych obiektach – mówi.


Wszyscy w Austrii czekają na „nowego” Schlierenzauera. Fizycznie i mentalnie jest gotowy, by znowu nawiązać do światowej czołówki. Chce tego bardziej niż kiedykolwiek i wie, że nie stanie się to z dnia na dzień.


- Pojedyncze treningi, nie tylko na skoczni, pokazują, że jestem na dobrej drodze. Ale w trakcie zawodów, kiedy psychika rwie się do przodu i chce więcej, zaczynają wychodzić błędy. A gdy nie wychodzi tak jak człowiek chce, wtedy uczucie nie jest najlepsze – przyznał jeden z najbardziej utytułowanych skoczków narciarskich w historii.


Teraz niespełna 28-letni Austriak skupia się na technicznych aspektach skoków. - Paru rzeczy muszę nauczyć się na nowo, tak, żeby zaczęło wszystko funkcjonować na zawodach. To mój orzech, który staram się codziennie rozgryźć – dodał i skarżył się na zmianę przepisów, które wymagają jeszcze bardziej ciasnych kombinezonów.


- To wymaga niemal idealnego odbicia, a z tym właśnie mam problem. Ale w skokach jest tak, że czasami inny obiekt, inaczej wiejący wiatr i nagle wszystko się udaje. Jestem przekonany, że niebawem będę też w czołówce – ocenił.


Schlierenzauer stara się jednak nie wywierać na sobie sam presji. Nawet w obliczu zbliżających się igrzysk w Pjongczangu.


- Jeśli się nie uda i nie będę w światowej czołówce, to świat się nie zawali. Za rok są mistrzostwa świata u mnie w Innsbrucku, a za cztery lata kolejne igrzyska. Chciałbym wziąć w nich udział. Czuję się bardzo dobrze i skakanie sprawia mi znowu wiele radości. Nie mam nic do stracenia – powiedział w wywiadzie dla austriackiej agencji prasowej (APA).


Konkurs w Innsbrucku zaplanowany jest w czwartek na godz. 14.00 (transmisje w Eurosporcie i TVP). Zakończenie Turnieju Czterech Skoczni odbędzie się w sobotę w Bischofshofen.