Koledzy z reprezentacji Polski nie mają wątpliwości, że Kamil Stoch jest w stanie wygrać i czwarty konkurs Turnieju Czterech Skoczni w sobotę w Bischofshofen. „Pokazuje, że jest wielki” – powiedział Stefan Hula, a Piotr Żyła dodał: „To, co robi, to kosmos”.

 

Stoch jest liderem 66. edycji TCS i ma 64,5 pkt przewagi nad Niemcem Andreasem Wellingerem. Wygrał trzy pierwsze konkursy i jeśli zwycięży też w czwartym, będzie dopiero drugim zawodnikiem, któremu udała się taka sztuka. Na razie jedynym pozostaje Niemiec Sven Hannawald, który dokonał tego 16 lat temu.

„Kamil pokazuje, że jest wielki. Jest we wspaniałej formie i oby tak dalej. W czwartek wszystkie skoki miał bardzo dobre. To bardzo cieszy, oby tak dalej. Jeśli chodzi o wygranie całej imprezy, to jestem przekonany, że on poważnie podchodzi do sprawy. Najważniejsze jest teraz to, aby wszystko robił na luzie. Czy powtórzy wyczyn Hannawalda? Myślę, że to możliwe, ale musimy jeszcze trochę poczekać” – powiedział Hula, który w czwartek zajął 11. miejsce.

Podobnie wypowiedział się Żyła, który przed rokiem był drugi w klasyfikacji generalnej tego turnieju, ale w obecnej edycji nie układa się wszystko, jak sobie tego życzy.

„Nie powiem, że już wszystko jest rozstrzygnięte. To są skoki narciarskie, ale na pewno byłbym szczęśliwy, jeśli Kamil jeszcze bardziej powiększyłby swoją przewagę i wygrał po raz czwarty. Życzę mu tego z całego serca, a o wynikach się po prostu nie mówi. Nie ma co rozdawać medali i nagród przed zawodami, bo równie dobrze ja też mogę wygrać” – śmiał się.

Żyła w Innsbrucku był 14., a w klasyfikacji generalnej cyklu zajmuje 17. lokatę. To był jego najlepszy występ w obecnej edycji.

„Porozmawiałem trochę z trenerem, pomogło mi to się odbudować po tych dwóch kroczkach do tyłu. Teraz był malutki do przodu. Też chciałem walczyć o wyższe lokaty. Ciężko mi było się pozbierać po Oberstdorfie” – przyznał.

Poza skocznią reprezentanci Polski starają się nie myśleć, ani też nie rozmawiać o rywalizacji. Wieczorami grają w karty. Stworzyli dwie pary – Stoch jest z Hulą, a Żyła z Maciejem Kotem.

„Dojedziemy do Bischofshofen i wieczorkiem pewnie będzie partyjka w karty. Dzień, jak co dzień. Akurat teraz Kamil ze Stefankiem nas ogolili. W Bischofshofen chcemy się odkuć” – zapowiedział Żyła.

Brązowy medalista mistrzostw świata zmartwił się, że dopiero po trzecim konkursie dowiedział się o propozycji Hannawalda. Niemiec powiedział, że stawia piwo każdemu, kto pokona Stocha.

„Dopiero teraz mi mówicie?” – pytał dziennikarzy i dodał: „Gdybym wiedział wcześniej, to mogłem wygrać”.

Żyła odniósł się także do sytuacji z pierwszej serii czwartkowych zmagań. Upadek zaliczył wicelider cyklu Richard Freitag. Niemiec pojechał na badania do szpitala i nie wystąpił w finale.

„Richard walczył o to, żeby oddać jak najlepszy i jak najdłuższy skok, a także o zwycięstwo. To jedyny zawodnik, który był w stanie powalczyć z Kamilem. Wiedział o tym. Emocje też odegrały tutaj pewną rolę. Stało się, jak się stało. Wiem jednak po sobie, że jak się jest spiętym, to telemarki wyglądają jak "la bamba". Tak to bywa w skokach. Też nad tym pracuję, by jak najładniej lądować, a wiadomo jak wychodzi” – podkreślił drużynowy mistrz świata.

Przyznał też, że Stoch musiał wiedzieć o wypadku Freitaga, mimo że znajdował się jeszcze na górze skoczni i czekał na swoją kolej.

„Widać, że na dole wydarzył się wypadek. Jest też dłuższa przerwa, więc wiadomo, że coś się stało. Trzeba sobie z tym radzić. Iść, oddać swój skok i nie myśleć o tym. Kamil sobie z tym znakomicie poradził, bo to, co tutaj zrobił, to kosmos” – ocenił Żyła.

Zadowolony ze swojej postawy w czwartek był Hula, który rewelacyjnie rozpoczął zmagania w TCS – od piątego miejsca w Oberstdorfie, ale w drugim konkursie w Garmisch-Partenkirchen zajął dopiero 27. lokatę. W Innsbrucku sklasyfikowany został na 11. pozycji.

„Takie skoki chciałbym powtórzyć na zakończenie imprezy w Bischofshofen. Znowu byłem blisko dziesiątki, ale trochę zabrakło. Uważam, że to był całkiem udany i pozytywny konkurs. Po pierwszym skoku miałem mieszane uczucia, ale potem trener powiedział, że to była moja najlepsza próba w Innsbrucku. Druga może była minimalnie gorsza, ale trochę trzymało mnie w torach. Wynik jest zatem w porządku” - ocenił Hula.

Narzekał na warunki. W trakcie całego konkursu mocno padał deszcz.

„Tory przypominały rynny. Organizatorzy próbowali coś zrobić specjalnymi dmuchawami, ale chyba tylko dodatkowo topili lód. Łatwo nie było, ale na szczęście się udało i pięknie się skończyło. Oczywiście mówię przede wszystkim o sukcesie Kamila. Mam nadzieję, że w ostatnim konkursie aura będzie lepsza i zmagania będą przyjemniejsze” - podkreślił.

Nareszcie zadowolony z siebie był też 13. w czwartek Maciej Kot.

„Ze skoków jestem zadowolony. To były trzy dobre próby. Reset systemu w środę pomógł. W czwartek została wgrana pierwsza aktualizacja, która dała dobry efekt. Chodziło o to, aby wrócić do podstaw skakania. Dobra, luźna pozycja. Najprostsze ruchy, bardzo swobodne. Nie koncentrowanie się na odległości, ale na złapaniu czucia. Mówię tutaj o dojeździe oraz samym locie” – tłumaczył dziennikarzom.

Cały dzień ocenił bardzo pozytywnie: „Miałem więcej radości z tego, co robię. Cieszyłem się, że znów mogę rywalizować”.

Kot jest przekonany, że Stoch – nawet gdyby Freitag nie upadł – by wygrał.

„Bardzo szkoda Richarda, choć wiem, że i tak Stoch by z nim wygrał. Można powiedzieć, że turniej się skończył. Teraz Kamil musi mocno stać na nogach, każdy skok pewnie lądować. Myślę, że przewaga w klasyfikacji generalnej może zdjąć z niego pewną presję i może skoncentrować się na rekordzie. Jedyne, o co można się obawiać, to zdarzenia losowe: podmuch wiatru czy jakieś dziury na zeskoku. Myślę, że w sobotę i tak będzie historyczny dzień” – powiedział Kot.

Ostatni konkurs w sobotę w Bischofshofen.