Piłka nożna

Rybus: Nie dopuszczam do siebie myśli, że nie...

Adrian Janiuk: Myśli Pan już powoli o nadchodzących mistrzostwach świata?

 

Szymon Marciniak: Szczerze mówiąc nie da się nie myśleć. Chociaż staram się funkcjonować od meczu do meczu i od treningu do treningu, jednak nie da się o tym nie myśleć. Mundial jest co cztery lata i jest to bez wątpienia turniej, o którym każdy marzy. Co prawda do rozpoczęcia imprezy zostało jeszcze pół roku, ale czas szybko leci. Widzimy już bramy Moskwy, bo tam będą stacjonowali sędziowie podczas turnieju. Niebawem pojawi się lista z nazwiskami sędziów, którzy poprowadzą mecze. Cieszę się, że moje nazwisko jest mocno zakotwiczone. Niebawem wyjeżdżamy na zgrupowanie do Dausze, gdzie czekać będzie nas dużo egzaminów. Taka jest część pracy sędziów na najwyższym poziomie.

 

Poprowadzenie meczu finałowego na mistrzostwach świata byłoby spełnieniem marzeń?

 

Sędziowanie obojętnie jakiego finału zawsze jest czymś wyjątkowym. Wtedy czuje się spełnienie zawodowe. Ma się przeświadczenie, że praca, którą się wykonuje ma sens. Ja mam to przeświadczeni. Wcześniej po dwóch świetnych latach mojej kariery „paliłem się”. Bycie w samej elicie sędziów było fantastyczne, ale szybko zostałem sprowadzony na ziemię. Dano mi do zrozumienia, że tak szybko finałów do prowadzenia się nie dostaje.

 

Czego nauczyło Pana sędziowanie na najwyższym poziomie?

 

Przede wszystkim pokory oraz ostrożności. Od pewnego czasu mam przekonanie, że nie można nikogo wrzucić na głęboką wodę zbyt szybko, bo można zrobić mu krzywdę. Najpierw trzeba poprowadzić nawet kilkaset spotkań na bardzo wysokim poziomie pod wielką presją. Sądzę, że szefostwo na czele z Pierluigim Colliną dobrze prowadzi moją karierę. Wiemy co mam robić i powoli staję się taki jak Kamil Stoch. On zawsze chce oddać dwa równe skoki, ja z kolei chcę posędziować dwie dobre połowy.

 

Pierluigi Collina to dla Pana wzór do naśladowania?

 

Każdy jest inny. Ja sam mówię młodym sędziom, żeby nie starali się mnie naśladować. Nikt nie będzie drugim Colliną, Webbem, czy Marciniakiem. Każdy dysponuje innymi walorami i atutami. Trzeba wypracować swój styl. Jeśli chodzi jednak o Pierluigiego Collinę to z pewnością miał niesamowitą charyzmę i autorytet na boisku. Sędziował w innych czasach i on sam zawsze to powtarza, że w kiedy on biegał po boisku to była inna dyscyplina sportu. Zawsze podpatrywałem w jaki sposób Collina, czy Webb prowadzą zawody. Zarówno Pierlugi i Howard zawsze w kapitalny sposób zarządzali meczami. W ich pracy nigdy nie było przypadku.

 

Cała rozmowa z Szymonem Marciniakiem w załączonym materiale wideo.